Książki i pisanie Lifestyle

Wilcy, którzy wreszcie powstali

Pisanie książki to tylko pierwszy krok. Potem jest tylko gorzej. Ale hej – od czego ma się superludzi obok siebie?

Chciałam poczekać na spokojniejszy moment, by opowiedzieć Wam o moich Wilkach. Na chwilę ciszy, która nie będzie poprzetykana zadaniami do zrobienia. Na ten czas, w którym mogę napisać całe zdanie bez odrywania się od komputera. Ale… pomyślałam, że Wilcy też powstawali w taki sposób. Pamiętacie? Pisałam o tym. Tworzyłam tę powieść na wykładach, w telefonie, na pojedynczych kartkach papieru. Po jednym zdaniu, po jednym wrażeniu, gdy krajobraz i muzyka wywołały tę odpowiednią myśl. Po jednym słowie, które dorzucałam w magicznym międzyczasie.

Więc ten tekst powstaje dokładnie tak samo – zwłaszcza, że teraz wiem, że czekacie na niego. Chcę opowiedzieć Wam o czymś niezmiernie dla mnie ważnym. Trudno mi się pisze, jestem bardzo wrażliwa na punkcie tej powieści. Wiecie, że chyba nawet nie podałam Wam jej tytułu? Zrobię to teraz. Powieść o Wilkach nazwałam Czarna, czarna toń.

Nie wiecie też, że Wilcy przez większość powieści pozostają w ludzkich postaciach. Chciałam uniknąć tych żenujących skojarzeń z metroseksualnymi, wymuskanymi postaciami. Wilkołakami, które zmieniają się w puchate wilczki, bardziej przypominające psy husky. Moja powieść miała mieć klimat przepastnego lasu i słowiańskich wierzeń.

Czarna, czarna toń

Czarna, czarna toń to historia zamknięta w 277 327 znakach, ale ja nie widzę w niej tych wszystkich technicznych detali, które interesują wydawnictwa – widzę w niej emocje i liczę, że czytelnicy również je dostrzegą.

To historia Burzowego Gniewa, Wilka, który pewnego dnia budzi się w areszcie. Jest w fatalnym stanie, został pobity przez strażników, a jego ciało nosi jeszcze wiele starych ran. Nie chce umrzeć w celi i kiedy dostrzega siedzącego przed nią, jasnowłosego chłopca, który przygląda mu się z uwagą, postanawia opowiedzieć dziecku swoją historię. Liczy, że dzięki temu zachowa przytomność.

Snuje opowieść o tym, jak odnalazł swoje stado – Ostatniego Szepta, Sztorma i Pointę, która upiera się, by nazywać ją Mishą. Opowiada pakcie z diabłem, o złu, które zamieszkało w mateczniku i o tym, że niemal oddał swoje życie za stado, które go odrzuciło. Czasem akcja wraca do celi. Strażnicy boją się go, ale chłopiec cierpliwie trwa na warcie i wysłuchuje opowieści. Mam nadzieję, że Wy również jej wysłuchacie, kiedy już wreszcie będzie taka możliwość. Będziecie razem z Ostatnim Szeptem puszczać kaczki na zamarzniętym jeziorze, ze Sztormem – zasypiać pod rozgwieżdżonym niebem, z Mishą – butnie stawiać czoła wściekłemu tłumowi. Będziecie wreszcie wahać się, wpadać w gniew i walczyć wraz z Burzowym Gniewem.

Jaki mam plan?

Rozesłałam powieść do wydawnictw i czekam na odpowiedzi. Z każdym kolejnym mailem mój zapał opadał, bo mam wrażenie, że nie przebiję się wśród tych wszystkich książek, nawet słabych, ale napisanych pod znanym nazwiskiem. Albo skandynawsko brzmiącym nazwiskiem. Każde wydawnictwo ma swoje wymagania – wysłać tylko jeden plik, wysłać trzy pliki, w każdym konkretne informacje. Albo wypełnić formularz na stronie, wysłać maila, liczyć na odpowiedź, nie liczyć na odpowiedź. Wierzcie, że nie nastraja to optymizmem.

Gdyby nie doświadczenie z moimi opowiadaniami o Niemym Śpiewaku, którego pokochało wiele ludzi, choć wcale o to nie zabiegałam – uwierzyłabym, że po prostu Wilcy są słabi. Gdyby nie gest osoby, którą poznałam w internecie, a która wydrukowała Niemego Śpiewaka w kilku egzemplarzach, w formie książki, a później mi je przesłała – stwierdziłabym, że to całe pisanie nie jest najwyraźniej moją bajką. Ale dzięki wspaniałemu prezentowi od Edyty wiem, że zawsze znajdą się ludzie, którzy powiedzą – hej, myślę i czuję dokładnie tak jak ty. I podziękują, że potrafiłam nazwać coś, co od dawna mieli na końcu języka, albo po prostu zachowają w pamięci parę słów, które do nich trafiły.

Więc czekam na odpowiedzi wydawnictw nieco spokojniej. Jeśli żadne z nich nie podejmie się publikacji Czarnej, czarnej toni, są jeszcze zbiórki w internecie, znajomi korektorzy, a moje miasteczko ma całkiem przyzwoitą drukarnię. Jeśli nie da się drzwiami, podam Wam tę historię oknem. Po partyzancku. :)

Nie muszę trafić do wszystkich osób, nie jestem genialną Rowling ani obowiązkowym Sienkiewiczem. Kocham opowiadać historie i chcę pokazać Wam jedną z najważniejszych w moim życiu. Prawda, że będzie dobrze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *