przeprowadzka
Lifestyle

10 myśli o przeprowadzce

Przeprowadzka na drugi koniec Polski pewnie powinna oznaczać wielką zmianę, prawda? Taki kamień milowy, a nie denerwujący kamyczek, który wpadł do buta.

W październiku przeniosłam się z małego miasteczka do całkiem dużego, liczącego ponad 230.000 mieszkańców. Wiem, że dla wielu osób to najwyżej średnia wielkość, ale umówmy się — mieszkałam w miejscu, gdzie na piechotę mogłam w ciągu kwadransa pójść nad trzy różne jeziora, do lasu i na pola. Tutaj, w Częstochowie, do najbliższego parku mam pół godziny. Tramwajem.

*

Podczas przeprowadzki jeden z najważniejszych cytatów w moim życiu ponownie okazał się niezastąpiony. Rzeczy, które przeżywałam, naprawdę nie musiały mieć aż tak dużego znaczenia jak mi się wydawało. Te słowa pozwalają mi złapać równowagę, która — co zrozumiałe — trochę zachwiała się, gdy zostawiłam wszystko i wyjechałam 300 km od domu.

„Prawdopodobnie najbardziej trwałą lekcją, jakiej udzielił mi Buck, było przekonanie mnie, że wszystkie rzeczy, które kształtują nasze życie — te dobre, te złe, wzloty i upadki — są istotne tylko wówczas, gdy je takimi uczynimy. I doprawdy, wszyscy powinniśmy być w stanie kontrolować, czy warto jest robić wielką rzecz z czegoś, co nie zasługuje na tak dużo naszej uwagi.”

(Considering the Horse, Mark Rashid)

*

Nigdy nie ukrywałam, że nie lubię dużych miast i nie chciałabym w takim mieszkać. A z drugiej strony cieszę się, że odważyłam się na taki krok i postanowiłam tymczasowo przenieść się do miasta. Dlaczego? Po pierwsze, chyba warto sprawdzać, czy nasze przekonania z przeszłości nadal są w mocy. Po drugie – przeprowadziłam się z powodu osoby, która jest dla mnie ważna. Okazuje się, że ważniejsza niż własne przekonania czy komfort.

*

Komunikacja miejska i na dłuższych, międzymiastowych trasach, w Polsce leży. Opóźnienia, wysokie koszty i niedopasowane połączenia sprawiają, że bez auta 300 km trasę pokonuje się w 7-8 godzin (o ile autobusy i pociągi przyjeżdżają planowo!), a tramwaje i autobusy miejskie są tak nieopłacalne, że w zasadzie jest się zmuszonym do zakupu samochodu. Promowanie ekologicznych rozwiązań działa świetnie tylko w pięknych słowach i deklaracjach, w starciu z rzeczywistością nadal jest bez szans.

*

Przeraża mnie obojętność ludzi w miastach. A może w miastach po prostu bardziej ją widać z powodu większej skali? Frustruje mnie widok twarzy wypranych z emocji, niewidzących oczu i podejścia – to nie mój kawałek podwórka, więc mnie to nie interesuje. I tym sposobem “niczyje” miasto funkcjonuje sobie siłą rozpędu, a ludzie wolą przez tydzień potykać się o porzuconą pod blokiem butelkę niż podnieść ją i wyrzucić do kosza.

*

Przeprowadzka poukładała mi w głowie. Stała się katalizatorem, który nadał rytm codzienności, pozwolił sprecyzować, co jest dla mnie ważne i w jakiej kolejności powinnam to robić. Chyba podjęłam decyzję, która była dla mnie ważna — nie wiem, czy dobrą, ale podjęłam.

*

Podczas przeprowadzki byłam w szoku, ile rzeczy jest mi absolutnie niezbędnych do życia”. Czy ja naprawdę potrzebuję tego wszystkiego? Ledwo zmieściliśmy je do auta i dodatkowego bagażnika dachowego, a nie należę do osób, które mają szafę wypełnioną po brzegi i gromadzą różne pierdoły. Postanowiłam, że podczas wyprowadzki tych rzeczy będzie mniej. Słabo mi idzie, bo od tamtej pory dokupiłam kolejne, absolutnie konieczne przedmioty.

*

„Patrzył na Moskwę, mrużąc oczy i myślał: ona tylko się wydaje domami i drogami. Oczywiście wszystko robią ludzie. Z kim będziesz, takie zobaczysz miasto.”

To cytat z Tekstu Glukhovsky’ego, który idealnie obrazuje moje podejście do Częstochowy. Patrzę na nią przez pryzmat mojego chłopaka i naszych wspólnych znajomych, więc to miasto zawsze będzie mi się kojarzyć pozytywnie, nawet jeśli nie jest miejscem, w którym chciałabym spędzić całe życie. To niesamowicie komfortowe, patrzeć na nie tylko przez taki pryzmat, jaki mi odpowiada — myślę, że jestem szczęściarą, że mogę tak robić.

*

Zaskoczyło mnie, jak szybko poczułam się tu jak u siebie. Męczy mnie myśl, co z miejscem, gdzie do tej pory byłam u siebie? Czy zmieni się dla mnie, w myśl zasady, że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki? Zmieni się na lepsze czy gorsze? To nie daje mi spokoju i mam wrażenie, że coś zyskując, jednocześnie coś straciłam. Zawsze się coś traci.

*

Dzięki przeprowadzce zrozumiałam, że poradzę sobie w każdej sytuacji i muszę bardziej ufać swojej intuicji. Warto było się przenieść choćby po to, by nauczyć się tych dwóch rzeczy.

9 thoughts on “10 myśli o przeprowadzce”

  1. Komunikacja między miastami to dramat. Jechałem z Warszawy do Krakowa 8 godzin pociągiem. Z Warszawy do Zakopanego to już nagle ponad 12 godzin. WTF?

    Obojętność w miastach to fakt, choć zależy od dzielnicy. Ja mieszkam na „zielonym” osiedlu i jednak jest bardziej ludzko, niż 2 ulice dalej, gdzie każdy w pośpiechu rzuca pety innym pod nogi.

    Mam nadzieję, że dobrze będzie Ci się tam żyć. Tylko co z pasieką? Będzie w Częstochowie?

    1. Pasieka będzie w moim rodzinnym mieście, do którego wracam na wiosnę. :)

      Komunikacja między miastami naprawdę jest masakryczna, do tego bardzo droga! Np we dwie osoby w ogóle się nie opłaca jechać autobusem lub pociągiem.

      Fajnie, że mówisz, że ta obojętność zależy od dzielnic, czyli nie wszystko stracone i w miastach też może być „ludzko”. :D

  2. Mieszkałam w różnych miejscach. Od wielkiego miasta na Śląsku, przez dwa miasta uniwersyteckie, miasteczko na Wybrzeżu, dwie wsie. Nigdzie nie odczuwałam obojętności. Wszędzie byli ludzie zaanagażowani, ciekawi, chętni do pomocy. To my sami budujemy obraz drugiego człowieka.

  3. Moje życie popłynęło z podobnym prądem, ale z tą różnicą, że przeprowadziłam się z miasta na wieś. Kocham życie miejskie, od urodzenia mieszkałam w Łodzi i byłam z tego dumna. Podoba mi się to miasto i jak przyjeżdżam odwiedzić rodzinę, to bardzo ciągnie mnie na spacer ulicami. Prawie nigdy nie korzystałam z komunikacji miejskiej. Albo na piechotę albo na rowerze. Posiadanie samochodu w mieście uważam za pomyłkę, więc choć prawko zrobiłam, nie kupowałam auta. Teraz jest inaczej, bo życie na wsi zobowiązuje do podróży do miasta, a komunikacja tu gdzie mieszkam, jest cholernie droga. Podróżowanie po mieście sprawiało mi dużą przyjemność. Do lasu i jeziora (czy raczej ładnego, zadbanego stawu) miałam zaledwie 30 minut na piechotę. Do pięknego dużego parku z jeziorem po środku, miałam 10 minut. Wszystko było wg mnie idealnie i nie marzyłam absolutnie nigdy o zamieszkaniu w domu na wsi. Nawet w The Sims urządzałam zawsze mieszkanie w wieżowcu. ;D ;D
    Przeprowadziłam się 1200 km od domu po to by zamieszkać z ukochanym, czego w sumie nie żałuję, bo dobrana z nas para. Ale mieszkamy na wsi, choć w bloku, przynajmniej tyle na plus. Nie jestem zainteresowana gospodarzeniem. Mój mąż ma dom w Polsce, w którym planuje spędzić resztę życia gdy wrócimy do ojczyzny, dlatego nie ciągnę tak do powrotu, mimo że emigracji nie uważam za życiowe szczęście. Miłość wymaga poświęceń.

    1. Ostatnie zdanie bardzo w punkt. U nas też dobrze to widać – mój chłopak jest z miasta i zawsze chciał spędzić życie w mieście. Mnie ciągnie na wieś, do lasów, do pól, bardzo mi tego brakuje. Najpierw ja tymczasowo wyprowadziłam się do miasta, później – na dłużej – on wyprowadzi się na wieś. Fajnie wiedzieć, że dla drugiej osoby jesteśmy w stanie zmieniać nasze plany.

      Swoją drogą chętnie zobaczyłabym Łódź Twoimi oczami. Mnie to miasto przeraża swoim ogromem, ilością miejsc, ludzi. :)

  4. Nigdy sie nie przeprowadzałam. Mieszkam na wsi od urodzenia, ale w aglomeracji, gdzie do wielu miast jest co najwyżej 30 km. Moim miejskim epizodem jest czas studiów, kiedy to mieszkałam w akademiku. Piękny czas! :) Kocham wieś ale lubię też miasto :) To kompletnie inne rzeczywistości. nie mam wielkich doświadczeń w funkcjonowaniu w różnych społecznościach, ale te, które mam są bardzo miłe. Miłego mieszkania w Częstochowie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *