wilcy

Żadna z postaci książkowych nie jest w stanie zawładnąć Twoją wyobraźnią tak bardzo jak ten bohater, którego sam tworzysz.

W te wakacje postawiłam sobie dwa cele. Zacząć tworzyć Partyzantkę i dokończyć powieść, którą zaczęłam dawno temu. Moje plany bardzo szybko zweryfikowała poprawka z gramatyki opisowej i nieumiejętność organizowania sobie czasu. Wilcy muszą poczekać kolejny rok. Leżą w folderze, w teczkach, zapisani na kartkach i karteluszkach. Spisywani na okienku w czytelni, w pociągu na telefonie, dopieszczani na komputerze. Kilkanaście stron maszynopisu, które bardzo chcę skończyć. Czemu?

Zastanawia mnie, czemu pisarze (lub Ci, którzy nazywają się nimi na wyrost) uważają za tak niezbędne, by pokazać swoje „cudowne” dzieło światu. To arogancja, przeświadczenie o własnej doskonałości? Tworzę Wilków już tyle lat, a nie daje mi to spokoju, bo nie mam żadnej z tych cech. Wiem, że nie zrobię na tej powieści kasy, nie chcę też popularności.

Mam po prostu wrażenie, że jestem to… winna Wilkom.

Opowiedzieć ich historię do końca. I chcę sprawdzić, czy inni będą odczuwać takie emocje jak ja, kiedy poznają gwardię Burego. Może też mam ochotę w wyrazie bezsensownego buntu pokazać, że metroseksualne wilkołaki to fatalny kierunek współczesnej fantastyki? Mam wrażenie, że Buras na samą myśl o Zmierzchu i innych grafomańskich podrygach wykrzywia twarz z odrazą.

Wilcy to dla mnie ogromne wyzwanie pod względem warsztatu i logistyki. Zawsze czułam się pewnie w kwestii pisania, wiem, że mam za sobą setki stron maszynopisu, które były dobrą wprawką. Ale czy wystarczającą? Obawiam się, że ośmieszę… nie siebie, tylko postacie, do których przywykłam już tak, jakbym znała je naprawdę.

Bury, diable. Szepcie kochany. Misho. Jesteście ogromnym wyzwaniem, bo wymykacie się słowom. Jesteście dzicy. Nie dajecie się łatwo poznać. Czasem ukrywacie kluczowe informacje przez długi czas, a kiedy już odkryjecie karty, robicie to nie w porę. A ja rzucam wszystko i piszę. Choćby między notatkami z wykładów.

Zostawienie tej historii w połowie nie wchodzi w grę. Nie zniósłbyś tego, co, Bury? Za butny jesteś. A Ty, Sztormie? Ty zwyczajnie lubisz być zauważony. Mam wrażenie, że tylko Ostatni Szept uśmiecha się lekko. Jakby był zupełnie spokojny. Cieszę się, że Wasza historia tyle razy przechodziła zupełną metamorfozę. Teraz wiem, że mam to, co najlepsze.

Można czytać wiele książek i dawać się wciągnąć w świat przedstawiony bez reszty. Można wypłakiwać oczy za uśmierconym fikcyjnym bohaterem. Sama jeszcze niejeden raz to zrobię. Ale kiedy zaczyna się tworzyć własną historię, nie jest się już obserwatorem. Wtedy, Twórco, jesteś za nią odpowiedzialny. Ta historia zawładnie Tobą i pisanie jej nie będzie już darem i czymś robionym dla przyjemności. Stanie się sprawą najwyższej rangi. Twoim drogowskazem i priorytetem. Możesz to odrzucić, ale czy na pewno warto?

Wilcy – myślę o nas wszystkich, dlatego śpijcie spokojnie. Mam już plan. Wasza historia jest bezpieczna. Spytajcie Szepta. On wie.

Edit. Książka jest już dostępna i można kupić ją tutaj!