Książki i pisanie Lifestyle

The 100: Jak nie tworzyć historii?

I dlaczego czasem zabicie bohatera nie robi na odbiorcy wrażenia?

W wakacje obejrzałam całkiem przyjemny serial. Przyglądałam mu się z jeszcze większym zainteresowaniem, gdy zauważyłam, że na pewne rozwiązania twórców reaguję wewnętrznym „wtf, w życiu bym tak nie zrobiła w swojej opowieści”.

O co chodzi w The 100? Zniszczona bronią nuklearną Ziemia nie nadaje się do zamieszkania. Ocalała ludzkość od kilkudziesięciu lat żyje na statku kosmicznym zwanym Arką. Kiedy zasoby zaczynają się kończyć, władza postanawia wysłać na Ziemię setkę skazanych za przestępstwa nastolatków, aby sprawdzili, czy na planecie da się już funkcjonować. Okazuje się, że promieniowanie przestało być problemem, ale to wcale nie znaczy, że na Ziemi jest bezpiecznie.

22

Nie wymagałam wiele od tego serialu, bo oglądałam go dla rozrywki, zazwyczaj po pracy. Muszę przyznać, że całkiem miło spędziłam przy nim czas, polubiłam też paru bohaterów (Lincoln to mój absolutny faworyt. Po nim Bellamy, Murphy i Octavia). Na tym poprzestanę, bo temat jest inny.

Pogadam trochę o tym, co zepsuli twórcy, bo udało im się zepsuć całkiem sporo. I dzięki temu niechcący udzielili mi cennej lekcji.

Zupełnie nietrafione jest przeciąganie napięcia w nieskończoność. Jasne, zbudowanie w odbiorcy wrażenia, że musi siedzieć jak na szpilkach, by dowiedzieć się, co dalej, jest kluczowe. Tyle, że… po pewnym czasie można do tego przywyknąć. W efekcie punkty kulminacyjne przestały być aż tak efektowne, a jeśli napięcie spadało choć odrobinę – zaczynało robić się nudno.

Inna rzecz: nieustanne granie na najsilniejszych emocjach to chyba najsłabszy punkt tego serialu. Jeśli w Twojej historii umiera postać, zupełnie z dupy i po prostu dla efektu – jedyne, co możesz zrobić, by nadal utrzymać przy sobie widza, to zabić więcej bohaterów. Bardziej niespodziewanie. Bardziej brutalnie. I mniej więcej tak działa The 100. Tyle, że efekt szoku działa dość szybko i równie szybko mija. Mnie jako odbiorcy zdecydowanie brakowało czegoś mniej hardkorowego w odbiorze, choć również ciekawego. Na przykład pokazania jak bohaterowie przyzwyczajają się do życia na Ziemi. Przez to serialowi zabrakło klimatu – twórcy niemal zrezygnowali z pokazywania szczegółu na rzecz spektakularnych efektów. Wyszło średnio.

23

Pośród tych wszystkich mordów, zasadzek i bitew jest parę rzeczy, o których od razu wiemy, że i tak się nie wydarzą. Zakładamy, że głównym bohaterom nic się nie stanie i każda scena, która utwierdza nas w tym przekonaniu sprawia, że serial staje się coraz bardziej przewidywalny. A chyba każdego nudzą takie historie.

Mam wrażenie, że twórcy wpadli w pułapkę – chcieli zbyt dużo naraz. Zamierzali wykreować zupełnie oryginalny świat i utrzymać napięcie na mega wysokim poziomie, i dorzucić parę wątków miłosnych, i przedstawić historię zbyt wielu bohaterów, i wprowadzić zbyt wielu wrogów i aaa! Siedziałam przed laptopem i nie mogłam oprzeć się myśli, że oni sami pogubili się w tym, gdzie są i dokąd zmierzają!

Te błędy, które wychwyciłam, kazały mi przeanalizować własny tekst pod takimi kątami. Czy nie przesadzam z napięciem? Czy nie porzucam klimatu na rzecz spektakularnych akcji, które dają znacznie krótszy efekt? A może czytelnik od pierwszej strony wie, co stanie się na następnych? Spójrzcie ile myśli po oglądaniu serialu po pracy. Jestem przekonana, że z każdej rzeczy, która nas spotyka, można wyciągnąć jakąś lekcję. Niekoniecznie taką, że takie analizowanie prostego serialu oznacza, że potrzebuję pomocy specjalisty. I nie idźmy tym tropem. ;)

24