wikingowie serial
Lifestyle

Wikingowe – serial, po którym zbiera się szczękę z podłogi

Jeśli nie pokochasz Wikinga na pierwszy rzut oka, spójrz jeszcze raz.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, zupełnie nie. Pierwszy odcinek mnie zainteresował, ale dalszy rozwój wypadków wydawał mi się bardzo przewidywalny. Nie należę do wybitnie przenikliwych widzów i kiedy nawet ja jestem w stanie domyślić się rozwoju wypadków, natychmiast się zniechęcam. Dobrnęłam jednak do końca pierwszego sezonu nawet nie zauważając, kiedy niechęć powoli zaczęła zmieniać się w zainteresowanie. Parę odcinków później wpadłam po uszy.

Wikingowie serial na najwyższym poziomie

Pochłaniałam następne epizody wiele scen oglądając po kilka razy, co w przypadku innych seriali zdarza mi się sporadycznie. W przypadku Wikingów potrafiłam obejrzeć cały odcinek, a potem kliknąć replay i przez następne kilkadziesiąt minut nadal nie byłam w stanie pozbierać szczęki z podłogi. Zresztą, mój podziw nie minął. Nadal zachwycam się Wikingami chyba na każdej możliwej płaszczyźnie. Wizualnie stanowią takie widowisko, że najlepiej byłoby oglądać odcinki w kinie (oczywiście beze mnie – psułabym wszystkim seans, bo nie potrafiłam siedzieć cicho podczas oglądania).

Kiedy oglądam seriale lub filmy, największą uwagę zwracam na świat przedstawiony i postacie, które są w nim osadzone. W przypadku Wikingów oba elementy są tak dopracowane, że odbiorcy pozostaje tylko podziwiać świetnie wykonaną pracę twórców. Świat, który miałam okazję poznać, zmotywował mnie do tego, żeby poszerzyć swoją wiedzę. Myślę, że to świetna sprawa, kiedy po obejrzeniu serialu nie przechodzę nad tym do porządku dziennego tylko myślę „aaa, czemu ja tego jeszcze nie wiem, przecież to jest genialne!”, a potem męczę Wikipedię i planuję wyprawę do biblioteki.

Nigdy też nie przywiązałam się do aż tylu postaci.

Każdą z nich cenię za coś innego i podoba mi się, że wszystkie są konsekwentnie poprowadzone. Nie zdarzyło mi się pomyśleć „przecież Rollo by tego nie zrobił, to nie w jego stylu”. Każdy z bohaterów potrafił mnie zaskoczyć, ale w taki sposób, że idealnie pasowało to do sposobu, w jaki został wykreowany. Przede wszystkim jednak każdy z bohaterów był indywidualnością. Przyjemnie było obserwować odmienny sposób, w jaki reagowali na różne sytuacje. Ragnar, Rollo, Floki, Athelstan, Thorstein – każdy wnosił do fabuły coś innego. Nawet Björn, którego początkowo olałam. Nie odnosicie czasem wrażenia, że dzieci bohaterów są tylko dodatkiem do głównej postaci i mają niewielkie znaczenie dla całokształtu? To było miłe zaskoczenie przekonać się, że w przypadku Björna jest inaczej. Jestem przekonana, że w czwartym sezonie jeszcze bardziej rozwinie skrzydła.

Poza ciekawymi postaciami i dobrym światem przedstawionym lubię jeszcze dwie rzeczy – naturę i sceny walki. Tu po raz kolejny Wikingowie stanęli na wysokości zadania. Piękne widoki i mocny związek człowieka z naturą były czymś, co w oczywisty sposób od razu do mnie trafiło. Chłonęłam każdą minutę, w której serial na chwilę skupiał się na życiu codziennym bohaterów. Podziwiałam chatkę Flokiego w środku lasu, ubiory postaci i fakt, że dla nich obcowanie z przyrodą było codziennością. Wiedzieli jak upolować zwierzynę i umieli odnaleźć rośliny, których potrzebowali. Dziś byliby mistrzami survivalu zapraszanymi do Discovery, a kiedyś – po prostu zwykłymi ludźmi.

Co do scen walki – umówmy się, nie jestem specjalistą

…ale diabelnie spodobały mi się ujęcia, dynamika i przedstawione detale. To właśnie te fragmenty często cofałam, żeby obejrzeć ponownie. Za każdym razem podziwiałam bohaterów za odwagę, zdecydowanie, siłę i umiejętności i czerpałam od nich trochę pewności siebie i samozaparcia.

Zderzenie świata pogan z chrześcijaństwem jest chyba najbardziej uderzające. To coś więcej niż konfrontacja dwóch zupełnie nierozumiejących się kultur. To pokazanie natury poszczególnych bohaterów i człowieka w ogóle. Jak reaguje w obcej sytuacji? Jak traktuje ludzi, którzy są mu obcy pod każdym względem? Ten aspekt serialu chyba najczęściej dawał mi do myślenia i pozwalał najlepiej poznać postacie. Zderzenie „ucywilizowanych” miast i wiosek Wikingów też jest bardzo ciekawe i sprawia, że mam ochotę rozbić namiot w bibliotece i przyswajać całą możliwą wiedzę o tamtych czasach.

Zachwytom nie ma końca, co? :)

Nie sądzę jednak, że serial spodoba się wszystkim. Osoby, które nie lubią krwi na ekranie na pewno nie będą zadowolone (wtedy warto zobaczyć np. Stranger Things). Twórcy Wikingów nie poprzestali na okrutnych scenach walki i właściwie w każdym epizodzie odbiorca trafi na dosadny, drastyczny fragment. Mnie odpowiada taka forma i uważam ją za dość realistyczną. Podoba mi się zwłaszcza pokazanie faktu, że dla ówczesnego człowieka nie tylko otwarta walka była zagrożeniem. Niebezpieczeństwo groziło mu właściwie na każdym kroku.

Wikingowie potrafią zapewnić to, o czym myślałam, że jest możliwe tylko dzięki książce. Potrafią zająć odbiorcę na dużo dłużej niż czas trwania odcinka. Myślami wracałam do wydarzeń, analizowałam możliwe scenariusze i tęskniłam – za bohaterami, za światem. Na pewno obejrzę ten serial ponownie. wikingowie serial

Majstersztyk, serial na najwyższym poziomie. Dla osób interesujących się wszystkim, co dotyczy czasów przedchrześcijańskich – pozycja obowiązkowa. Jeśli jeszcze nie oglądaliście Wikingów, czas to nadrobić. Premiera nowego sezonu w Polsce została wyznaczona na 19 lutego (na kanale History) – zdążycie spokojnie. A może już wyczekujecie nowych odcinków? wikingowie serial

 

Chcesz być na bieżąco? Super!
Wystarczy, że polubisz Facebooka Partyzantki.


Źródło zdjęcia: filmweb.pl

20 thoughts on “Wikingowe – serial, po którym zbiera się szczękę z podłogi”

  1. Też bardzo lubię Wikingów (chociaż po pierwszych dwóch odcinkach chciałam rzucić to w cholerę, ale kuzynka powiedziała, że potem jest lepiej ;d), ale u mnie chyba na pierwszym miejscu jest to, że historycznie są tak ładnie poprowadzeni – bo w sumie większość z tych postaci tam to postacie historyczne, tak samo jak wydarzenia. Niechcący sobie zaspoilerowałam zresztą serial, bo oczywiście nadłubałam się za dużo w temacie (to już jest generalnie zboczenie, ja cokolwiek nie oglądam to szukam tła historycznego, inspiracji i takich tam. Dlatego np. Gra o Tron była dla mnie (jako angielskiego filologa) czymś na prawde ciekawym jako że postacie serialowe i wydarzenia maja odniesienia do historii. Na pewnym etapie byłam w stanie określić kto zginie a kto nie, aktualnie Martin/twórcy serialu już tak kurczowo się historii nie trzymają, ale nadal jest tam wiele smaczków.
    Wikingowie natomiast z tego co oglądałam (taaak, nadgorliwa jestem, ale to już mówiłam) na ComicConie mają cały sztab osób, z którymi po prostu konsultuja różne historyczne bzdety. Więc za samą tą dbałość maja u mnie olbrzymi plus, a potem już tylko lepiej :) Jak kogoś interesują takie smaczki to zdecydowanie polecam.

  2. Idealnie to ujęłaś…. Ja sama nie lubiłam wciągać się w oglądanie seriali, jednak każdy kolejny odcinek sprawiał, że po napisach końcowych już pragnęłam kolejnego. Tak mnie wciągnął ten świat, że zaczęłam między kolejnymi sezonami czytać coraz więcej na temat Wikingów, ich kultury oraz zderzenia pogańskie świata z chrześcijańskim. W planach nawet mam wycieczkę do Szwecji a może jak się uda również do Norwegii. Właśnie skończyłam kolejna część Wojen Wikingów Bernarda Cornwella… i czekam na kolejną w polskim wydaniu – polecam jeżeli jeszcze nie pochłonęłaś. Pozdrawiam i życzę emocjonujące kolejnego sezonu „Wikingów”

      1. @angelikadabek:disqus widziałam to, mega. :)
        Delv, przecież on ma dorosłego syna i co prawda wolałabym, żeby cały czas wyglądał jak w pierwszym sezonie (:D), ale twórcy chcą pewnie, by to wypadło realistycznie.

        1. Wiem, mówię przecież, że to jest zajebiste właśnie :D Zresztą tam dużo więcej rzeczy wypada realistycznie i już się jaram widząc ten trailer, idzie zgodnie z historią, będzie śmierć!

      2. Nie będę oryginalna, ale dla mnie Ragnar jak wino – bez względu na wiek wygląda idealnie :P Sorry, ale nie wyobrażam sobie momentu, w którym głównymi bohaterami serialu stanie się kolejne pokolenie (czyt. Bjorn).

          1. Michael Hirst od początku powtarzał, że serial nie jest tylko opowieścią o Ragnarze. No i nawet na wikipedii można ogarnąć historię wikingowej sagi – teaser z wężami mówi wszystko. Mimo wszystko…będzie mi smutno.

          2. Wiem :D Mam książki, zresztą tak jak mówiłam – jak się w coś wkręcę to sumiennie odrabiam zadanie domowe. Upierdliwe natręctwo i w tym wypadku trochę żałuję, bo poważnie sobie zaspoilerowałam :)
            Travis zrobił kawał dobrej roboty postacią Ragnara, więc jak już opowieść go wykluczy z obiegu to będzie pusto jak po… pewnej innej postaci :D

  3. Neh, zastanawiam się czy własnie się nie zabrać za ten serial, ale chyba mam obecnie inne priorytety. Mnie zawsze zastanawiało, dlaczego ten kanał jest odpowiedzialny za jego emisje. Mimo wszystko to stricte kanał o filmach dokumentalnych, które są dobrze zrobione, bo nieraz oglądałam materiały o czasach rzymskich. Więc specjalnego zdziwienia nie odczułam, że to może być naprawdę dobre w przeciwieństwie do serii GoT, kiedy przeczytałam pierwszy tom i wszystko okazało się nijakie.

  4. Słyszałam o tym serialu już wieeeele dobrego, ale jakoś nigdy nie miałam okazji go obejrzeć. Chyba czas nadrobić wszelkie zaległości. :)

  5. Ja po pierwszym odcinku odpadłem, ale po tym tekście chyba rzeczywiście się za Wikingów wezmę. Może nie zdążę na nowy sezon, ale akurat wczoraj skończyłem Jessicę Jones na Netflix i muszę załatać czymś serialową pustkę :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *