książki z dzieciństwa
Książki i pisanie

10 książek z mojego dzieciństwa

Tylko dziecko może z równym zaangażowaniem czytać o zagrożonych gatunkach zwierząt z Ameryki Południowej, psie, który wynajmuje pokój w hotelu i morskich katastrofach. Uwielbiałam morskie katastrofy.

Jestem przekonana, że książki z dzieciństwa zostawiają ślad na całe życie. Mam wrażenie, że wtedy, mimo znacznie mniejszego doświadczenia, chłonęłam książki wszystkimi zmysłami, bez krytycznego dystansu. Wracałam do nich wielokrotnie i bardziej skupiałam się na lekturze, bo nie miałam w perspektywie kilkuset tytułów, które także chcę przeczytać. Najczęściej książki towarzyszyły mi przed snem, razem z lampą kreślarską, o której pisałam w tym tekście. Pamiętacie, że oświetlenie do czytania jest bardzo ważne?

Długie ramię lampy kreślarskiej zaglądało mi przez ramię wieczorami, bo w ciągu dnia chętniej czytałam, siedząc na podłodze. Jedną z rzeczy, które pamiętam szczególnie dobrze, było to, że nie potrafiłam zasnąć, gdy skończyłam jakąś książkę. Gdy zdarzyło mi się dokończyć lekturę przed snem, musiałam wstać z łóżka i wziąć z półki cokolwiek, a potem przeczytać choć jedną lub dwie strony, byle tylko rozpoczęta książka leżała na szafce nocnej, trochę jakby stała na straży. A byli to strażnicy doprawdy… ekscentryczni.

Atlasy ze zwierzętami

Mam wrażenie, że to dzięki nim pokochałam książki – bo pozwalały mi odkryć świat, na którego poznaniu bardzo mi zależało. Nawet, jeśli ilustracje były czarno-białe, a opisy stanowiły suchą notkę o biologii danego gatunku, pożerałam te książki pasjami. Nie były w stanie mnie znudzić ani opisy tego, w jaki sposób wymarły tury, ani dieta kaczki mandarynki. Mogłam popełnić błąd, robiąc laurkę dla mamy, ale nazwy gatunków zapisywałam bezbłędnie. I do dziś odczuwam niepokój na myśl o wilku grzywiastym, bo pewnego dnia przestraszyłam się jego zdjęcia. Brr.

Ferdynand Wspaniały

Psychodeliczna książka z portretem poważnego psa na okładce, który pewnego dnia stanął na dwóch nogach i zaczął zachowywać się jak człowiek. Wynajął pokój w hotelu, jeździł windą i dorożką, jadł w restauracji i nawet wybrał się na wystawę psów jako widz. Później okazało się, że tylko o tym śnił. To była diabelnie dziwna książka i mam wrażenie, że autor musiał ją napisać, bo pękał ze śmiechu na myśl, że jakiś dzieciak będzie ja czytał zupełnie na poważnie. Ja byłam tym dzieckiem.

Dzieci z Bullerbyn

Chyba większość dziewczyn uwielbiało tę książkę. Generalnie jestem fanką powieści, które zamiast „wyrywać” bohatera z jego codzienności, skupiają się właśnie na niej. Sielskie wakacje na wsi, grupka bliskich przyjaciół i rodziny – to coś, z czym utożsamiałam się w 100%, a atmosfera książki niesamowicie poprawiała mi humor.

Magda, Paweł i Ty

Tę książkę lubiłam na podobnej zasadzie, co Dzieci z Bullerbyn. Beztroskie wakacje na wsi lub w lesie i przygody, które z tego wynikają. Na dodatek w książce były zadania do wykonania: trzeba było rozwiązywać rebusy lub rysować. Cała moja klasa dostała tę książkę na zakończenie roku w drugiej klasie szkoły podstawowej i myślę, że to był świetny prezent. Kiedy moja mama (nauczycielka klas 1-3) parę lat temu wręczyła takie książki swoim uczniom, przeczytały je chyba dwie osoby. Nie mogę tego pojąć.

Przygody Liska na morzu

Lisek z kumplem Osiołkiem wyrusza w podróż, żeby zobaczyć morze i odszukać autora książeczki, której są bohaterami. Osiołek po drodze się wykrusza, bo znajduje łąkę pełną ostu i postanawia na niej zostać (ważna nauka o tym, czy ważniejsi są przyjaciele, czy jedzenie), ale Liskowi to nie przeszkadza, bo nad morzem poznaje Delifnka. Książka jest pełna absurdalnego humoru, uroczych i niedorzecznych sytuacji, a przy tym jest bardzo ciepła, urocza i pełna akcji. Szkoda, że nie zyskała w Polsce większej popularności.

Przypadki Robinsona Cruzoe

No przecież to idealna książka dla dzieci! Znajdzie się tam trochę o śmierci na morzu, zabijaniu kóz i sianiu zboża. Zanim była moją lekturą w szóstej klasie, zdążyłam ją przeczytać cztery razy i bardzo długo wymieniałam ją jako jedną z ulubionych powieści. Chciałabym przeczytać ją ponownie, ale trochę się boję, że to już nie będzie to samo.

Ania z Zielonego Wzgórza

Czy kogoś zaskakuje, że ten tytuł znalazł się w zestawieniu książek z dzieciństwa? Mam ogromny sentyment do tej historii. Pamiętam swoje wrażenie, że w głównej bohaterce odnalazłam bratnią duszę i to, że czytałam tę książkę u babci na wsi. Najlepsze, że nigdy nie przeczytałam całej serii, więc teraz zbieram cykl o Ani w starym wydaniu, by poznać go od deski do deski. Serial Netflixa na podstawie książki wielbię i hołubię.

Zew krwi i Biały Kieł

Jack London do dziś jest moim ulubionym pisarzem. Tworzył takie powieści, które w dzieciństwie lubiłam najbardziej i do dziś mam do nich ogromną słabość: pełne przygód, niezłomnych i odważnych bohaterów oraz dzikiej przyrody. Zew krwi i Białego Kła uwielbiałam za przedstawienie przyjaźni ze zwierzętami. Nie jestem pewna, czemu książki o brutalnych traperach są polecane jako lektury dla dzieci, ale to dla mnie ważne, że znalazły się w moim życiu.

Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa

To nieco nowsza lektura i czytałam ją na początku gimnazjum, trzy razy, w tym raz na wakacjach nad jeziorem. Rozkładałam dmuchany materac przed domkiem letniskowym i kiedy wszyscy szli nad jezioro, mogłam czytać godzinami. Tak, to były zdecydowanie udane wakacje. :) Niedawno wróciłam do tej serii (ma kilkanaście części!). Bardzo cenię ją za humor i niesamowite pomysły, ale właśnie ta część, którą poznałam jako pierwszą, podobała mi się najbardziej

*

Jakie książki pamiętacie ze swojego dzieciństwa? Tak jak w moich, były w nich podróże statkami, traperzy, psie zaprzęgi i psychodeliczne zwierzęta zachowujące się jak ludzie, czy raczej wybieraliście coś normalniejszego? ;)

*

Wpis zawiera link sponsorowany sklepu Intelin, który przypomina, abyście dbali o wzrok podczas czytania!

17 thoughts on “10 książek z mojego dzieciństwa”

  1. Miałam podobnie :) Najpierw E. Szelburg- Zarembina- „Idzie niebo ciemną nocą”- kochałam tę książeczke, wiersze o ptakach, przyrodzie i jej cudne ilustracje. „Siedziałam” w niej non stop niemalże. Równocześnie niemieckie wydanie jakiejś książki dziadka, z niesamowitymi grafikami z podróży po dalekich krainach, oglądałam je z wypiekami na twarzy ( choć nie rozumialam tekstu,) ale co tam… Potem oczywiście „Dzieci z Bullerbyn”, Ania z Zielonego Wzgórza, Mała Księżniczka, nad którą morze łez wylałam, i Szara Wilczyca Jamesa Olivera Curwooda- też łzy lałam strumieniami… Te na pierwszy rzut przyszły mi do głowy… Achhh…cudowne czasy!

    1. Ja zamiast Curwooda (widzę, że jest dość popularny) czytałam „Waderę” Piotra Kordy. Oj tak, też mi się nostalgia włączyła, gdy pisałam ten tekst! :)

  2. Kompletnie wypadł mi z głowy Robinson. A tak, to jak już Ci wspominałem Dywizjon 303 i Rok 1984. Lubiłem historyczne i myślałem, że to kolejna. Oj jak się pomyliłem :)

  3. „Kraina sto piątej tajemnicy” to chyba najbardziej psychodeliczna książka z dzieciństwa, jaką pamiętam. Dziwne stwory, dziwne rzeczy, no masakra po prostu, ale jednak bardzo miło ją wspominam :D A moja ulubiona z tamtego okresu, to zdecydowanie „Dzieci z Bullerbyn”! Może też wszystkie przygody Tomka, autorstwa Alfreda Szklarskiego.

  4. U mnie to był „Kubuś Puchatek”, „Opowieść wigilijna” i „Nils Paluszek i inne opowiadania”. Jejku, uwielbiam Nilsa do tej pory, a jak dostałam go na urodziny, razem z „Dziećmi z Bullerbyn” to byłam naprawdę szczęśliwa. I jeszcze „Spotkanie nad morzem”, czyli książka od której pokochałam czytanie :D

    1. Widzę, że Dzieci z Bullerbyn mają swoje miejsce w serduszku u wielu osób. :) Super, że pamiętasz książkę, przez którą pokochałaś czytanie! Ja niestety nie mam pojęcia, co to było.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *