You are currently viewing Lanny, Max Porter – baśniowy, małomiasteczkowy, magiczny

Lanny, Max Porter – baśniowy, małomiasteczkowy, magiczny

Można przeczytać setki książek i o nich zapomnieć. Ale czasem trafia się na taką, która po przeczytaniu wywołuje szeroki uśmiech. Nie dlatego, że była zabawna czy na wskroś optymistyczna, ale dlatego, że była dobra, oryginalna i traktowała słowa z szacunkiem. To chyba coś, o czym współcześni autorzy czasem zapominają.

Lanny jest chłopcem o wyjątkowej wrażliwości. Razem z mamą i tatą mieszka w małej wiosce niedaleko Londynu. W tym miejscu żyje również malarz Szajbnięty Pete oraz prastary stwór Łuskiewnik. Czy tyle postaci wystarczy, by stworzyć dobrą historię? Pomiędzy bohaterami na kartki powieści przesączają się słowa codziennych rozmów, tych wszystkich nieistotnych uwag, czasem kąśliwych, czasem pozbawionych sensu, ale zawsze – do bólu ludzkich. Niedługo miasteczkiem wstrząśnie tragedia i zburzy równowagę tego sennego mikrokosmosu.

„Wszyscy nic tylko gapią się w te swoje telefony, gnają tymi swoimi wielkimi błyszczącymi samochodami, a ty mi się wydajesz dzieciaczkiem ze starych dobrych czasów, kiedy wszystko dokoła było jeszcze całkiem ludzkie”.

Lanny – oszczędny w słowa i kipiący magią

Lanny to baśń dla dorosłych i wiem, że nie każdemu odpowiada ta konwencja. Mnie niesamowicie przyciąga i tym razem również, już od pierwszych stron, dałam się oczarować onirycznemu klimatowi małego miasteczka, w którym, obok ludzi, żyje Łuskiewnik. Fabuła jest tutaj na dalszym planie. Osoby, które lubią akcję zmierzająca z punktu A do punktu B – najlepiej żwawo i bez ociągania – raczej nie będą zadowolone. Max Porter skupia się na malowaniu różnych obrazów w wyobraźni czytelnika, tworzy ze słów miasteczko na angielskiej prowincji, a w sam środek wydarzeń wrzuca chłopca, Lannego, o wyjątkowej wrażliwości i przenikliwości.

Książka jest pisana z różnych perspektyw. Z tego powodu możnaby uznać, że stanowi zabawę formą lub eksperyment, gdyby nie to, że wygląda na świetnie przemyślaną. Autor doskonale wie, jaki efekt chce osiągnąć i konsekwentnie zmierza do celu. W rezultacie zupełnie zwykłe słowa, proste, przyziemne sytuacje – tylko od czasu do czasu „doprawione” oryginalną metaforą albo wyjątkowym spostrzeżeniem – budują baśniowy świat z tego, co znamy. Ale mroczna jest to baśń, w której sen i rzeczywistość ciągle się przeplatają i z pewnością, tak jak ja, w końcu stracisz pewność, co jest jawą, a co dziełem wyobraźni.

W momencie kulminacyjnym historii – to jest w chwili tragedii, która wstrząsa miasteczkiem – świat przedstawiony się dekonstruuje. Urywki cudzych zdań i myśli pojawiają się przypadkowo i znikają, pozbawione znaczenia wobec tego, co się stało. A równocześnie są jedynym, przez co poznajemy sytuację. To moment, w którym czytelnik traci poczucie czasu – uwagi mieszkańców mogą padać w ciągu kilku godzin lub długich tygodni i czasem są boleśnie banalne wobec wydarzenia, które opisują. Mam wrażenie, że to świetnie pokazuje, że ludzie, w gruncie rzeczy, zawsze są tacy sami.

„Mrowi go myślenie o tym, jak jedna myśl prowadzi do drugiej, nieprzerwanie, na okrągło, zupełnie nie znając końca”.

Nominacja do Bookera 2019 i klimat, który się pamięta

Mimo że autor nie pisze zbyt wiele o postaciach, przedstawia je w taki sposób, że czytelnik może je „wyczuć”, domyślić się, jakie są i wyobrazić sobie to, co nie zostało nazwane wprost. Bardzo lubię, gdy autor uważa czytelnika za partnera, a nie za dziecko, któremu trzeba tłumaczyć oczywistości.

Każdy z bohaterów wnosi do książki trochę inny punkt widzenia, inną energię i dynamikę. Pewnie nie będzie zaskoczeniem, że najbardziej polubiłam malarza Pete’a oraz, oczywiście, Lannego. Przede wszystkim jednak zapamiętam niezwykły klimat, budowany przez autora z niezwykłym wyczuciem, umiejętnie budowane napięcie oraz doskonałe operowanie językiem. Nie jestem w stanie porównać tłumaczenia z oryginałem, ale niejeden raz złapałam się na myśli, że Lanny musiał być sporym wyzwaniem dla tłumacza. W mojej ocenie – wypadło świetnie.

Książka Lanny otrzymała nominację do Nagrody Bookera w 2019 roku, co bardzo mnie cieszy. Potrzebujemy takiej literatury.

„Funkcjonuję jak milion fotoaparacików, nawet jak śpię, nic tylko cyk, cyk, uwieczniam zmieniające się wciąż otoczenie. Wszyscy jesteśmy takimi małymi bezczelnymi fleszami w wielkiej pięknej ekspozycji”.

Czy warto przeczytać książkę Lanny?

Tak. Po prostu. 

Lanny to książka, do której chce się wrócić. Która zamiast prostej, płaskiej historii przypomina ścieżkę wijącą się w lesie i zwraca uwagę wielką dbałością o język. A potem, jak to dobra literatura, pozostawia niedosyt.

I kusi, by szukać kolejnych takich perełek. lanny recenzja


Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi wirtualną kawę! Dzięki takiemu wsparciu mogę więcej czasu poświęcać blogowi, pisaniu i moim pszczołom. ♥  Postaw mi kawę na buycoffee.to

czarna czarna ton baner

Dodaj komentarz