bikejoring
Zwierzęta

Bikejoring – nasze wakacyjne odkrycie

Adoptując Joy wiedziałam, że jednym z naszych wspólnych zajęć będzie jakiś sport. Ale kompletnie nie przypuszczałam, że odkryję w niej zacięcie psa zaprzęgowego.

Co to w ogóle jest? Bikejoring to oficjalna dyscyplina, polegająca na tym, że pies ciągnie rower, z którym jest połączony linką. Zawody rozgrywają się na trasach 4-10 km, przez co zespoły rozwijają duże prędkości – 40km/h, a na zjazdach nawet do 60. Wiecie, że mamy polskich zawodników z tytułami mistrzów świata i Europy?*

Kiedy zauważyłam, że Joy nieszczególnie kręci dog frisbee i zaczęły mnie zniechęcać niepowodzenia w obedience, zaczęłam dostrzegać rower jako dobrą alternatywę dla zwykłych spacerów, jednak bałam się, że lękliwa i pod tym kątem dość nieprzewidywalna Joy będzie regularnie powodować wywrotki.

Rozwiązanie okazało się banalnie proste.

Młoda nie biega obok roweru, tylko przed nim. Linka z amortyzatorem jest przyczepiona do mostka kierownicy. Dzięki temu nawet, jeśli pies nie idzie bezpośrednio przed rowerem albo uskoczy w bok, rowerzysta nie traci równowagi. Dodatkowym plusem jest to, że pies nie wpadnie nam pod koła. Poza tym przez cały czas mamy go na oku i możemy zareagować błyskawicznie.

Dla mnie najważniejszą sprawą było zadbanie o bezpieczeństwo Joy i wygodę jazdy. Obowiązkowym wyposażeniem jest linka z amortyzatorem. Bardzo poprawia komfort jazdy i niweluje wszystkie szarpnięcia – czy to psa, czy nasze. Drugą ważną rzeczą są odpowiednie szelki. Od niedawna mamy sledy i powiem Wam, że są warte każdych pieniędzy. Widać, że Joy jest w nich bardzo wygodnie, a ja jestem spokojna, że nie obciąża tych części ciała, których nie powinna.

Bikejoring: komendy i tempo

Drugim elementem, bez którego nie wyobrażam sobie naszej jazdy, jest nauka komend: go, lewo, prawo, stop. „Go” stosuję, by dać sygnał do rozpoczęcia jazdy, albo widzę, że Joy robi się rozkojarzona. To hasło przypomina jej, że ma skupić się na utrzymaniu tempa i olać interesującą ją rzecz (lub to, czego się boi). „Lewo” i „prawo” mimo, że jesteśmy dopiero na etapie nauki, już nieraz uratowały nam skórę, kiedy trzeba było ominąć przeszkodę. Stop na razie jest rozpoznawany przez młodą najsłabiej, ale tempo, którym się poruszamy jest na tyle wolne, że hamulce rowerowe w zupełności wystarczają.

Co ważne – nie pozwalam Joy ciągnąć roweru. Uczę ją, że linka ma być lekko napięta (na „kontakcie”), ale nie ma podejmować dodatkowego wysiłku. Nastawiam się raczej na to, byśmy w przyszłości mogły robić trasy długie, a nie męczące.

Dużą radość sprawia mi obserwowanie, jak Joy odnajduje się w tym sporcie i wyraźnie go lubi. Jeśli wystawię rower na podwórko i założę jej sledy, nie ma opcji, żeby cofnęła się chociaż o krok w stronę domu. Przy rowerze trzyma równe tempo, intuicyjnie pomaga mi w podjazdach i coraz bardziej się skupia i stara się wykonywać komendy. Ostatnio wprawiła mnie wręcz w osłupienie – olała wystrzały, których panicznie się boi. Chyba szelki są dla niej jakimś odpowiednikiem peleryny superbohatera. ;)

Jeśli macie psa ważącego więcej niż 12 kg i zastanawiacie się, jak moglibyście spędzać z nim czas, spróbujcie bikejoringu. To prosty sposób na przyjemne i aktywne spędzenie popołudnia i wybieganie psa. Ciekawe, czy złapiecie takiego bakcyla jak my. :)


*http://aktywnizpsami.pl/sport/bikejoring/ (28.08.2015)

8 thoughts on “Bikejoring – nasze wakacyjne odkrycie”

  1. Super, super, super! W jaki sposób uczysz ją, żeby utrzymywała linkę w lekkim napięciu i nie ciągnęła?

    1. Chwalę za to, co mi odpowiada. :) Jak przyspiesza, staram się dostosować do niej albo ją hamuję. Kiedy idzie za wolno, mówię „go” i zachęcam, żeby szła przed rowerem (jak idzie z boku to nakierowuję komendą prawo/lewo, a jak nie skuma, to nakierowuję linką po prostu). Ona generalnie biegnie takim średnio szybkim kłusem, więc takim tempem sobie jeździmy. :)

        1. No ja jestem zachwycona tym, że tak jej się podoba. <3 W razie pytań pisz na fb, bo chyba myślisz, żeby z Luny zrobić miłośniczkę bikejoringu w przyszłości? :)

          1. Hmm, byłoby super, ale wiesz, ja będę ją widziała tylko kilka razy w ciągu roku… Okej, będę pisała :) Dzięki!

  2. Nawet nie słyszałyśmy, że takie coś istnieje. Pewnie dlatego, że nie mamy psa. Niemniej, wydaje się być to świetną propozycją, aby spędzić ze swoim zwierzakiem trochę czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *