Nie tak mądra, jakby chcieli ludzie, ale tak piękna, że potrafiła ich zachwycić. 

Paxa chciałam mieć już po przeczytaniu pierwszego pochlebnego tekstu na jego temat. Jego urok doceniło tak wiele osób, że otrzymał tytuł Książki Roku w kategorii „literatura dziecięca” na Lubimy czytać. Wydanie jest przepiękne i od razu rzuca się w oczy. Nie kusi jaskrawymi kolorami czy wymyślnym projektem. Graficy postawili na prostotę i charakterystyczną kreskę Jona Klassena, ilustratora tej powieści. Dzięki temu projekt idealnie współgra z wymową książki – nienarzucającą się, prostą, a jednak trafiającą wprost do serca czytelnika.

Co jest na rzeczy?

Peter i Pax byli nierozłączni dopóki nie przyszła wojna. Przez nią oboje muszą radzić sobie w świecie, w którym dorośli postradali rozum. Muszą szybko dorosnąć i samodzielnie poszukać ścieżki, którą mogliby iść. Jedno jest pewne – nie chcą być tacy jak dorośli. Za wszelką cenę chcą pozostać sobą.

Co to jest wojna?
Szary zamyślił się.
Jest taka choroba, która czasami dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi.

Pax jest dla mnie przede wszystkim ciepłą historią. Wiedziałam, że jest zaliczany do literatury dziecięcej, ale byłam przekonana, że to nie jest jedna z tych płytkich powieści, które święcą triumfy na listach bestsellerów. Wiedziałam, że znajdę w niej coś dla siebie i nie pomyliłam się. Znalazłam w niej spokój lasu, determinację i proste, odruchowe wręcz dobro, wynikające z życzliwości wobec drugiego człowieka. Albo lisa. Chciałabym, żeby czytano takie książki.

Nie jest to dla mnie książka o wojnie. Jest o przezwyciężaniu wojny za pomocą wartości, w które się wierzy, a to nie to samo. Dlatego Pax pomagał mi się wyciszyć. Z jednej strony czytało się go lekko, z drugiej – wprowadzał w relaksujący stan skupienia, bo choć nie wymagał wielkiego wysiłku intelektualnego, w tym świecie po prostu chciało się być i garściami czerpać te wartości, które wyznawali bohaterowie. Prostota myślenia Petera i Paxa miała w sobie więcej dojrzałości niż przemyślenia niejednego dorosłego.

„Peter uświadomił sobie, że przez jakiś czas może nie mieć kontaktu z cywilizacją. Ta myśl nieco go uspokoiła.”

Powtórka z Małego Księcia?

Paxa porównuje się do Małego Księcia. Z jednej strony rozumiem, bo sama przyjaźń chłopca i lisa przedstawiona w książce niby-dla-dzieci-ale-też-dla-dorosłych wywołuje takie skojarzenie, ale moim zdaniem na tym podobieństwa się kończą. Nie przypisywałabym Paxowi takiej mnogości metafor, jakiej dopatruje się w książce de Saint-Exupéry’ego i nie uważam, by ich brak wpływał na Paxa ujemnie. Cieszę się, że Pennypacker uniknęła pokusy wikłana w historię usilnie mądrego przekazu. Jej ogromnym atutem jest prostota, a niezawarcie głębi w każdym listku Paxowego lasu ani trochę nie działa na jej niekorzyść.

Myślę, że niezwykła głębia i drugie-piąte-dziesiąte dno, są przypisywane tej powieści trochę na wyrost, jakby rzeczywiście miała być powtórką z Małego Księcia. Tymczasem zapomina się, że to zupełnie inna historia. Podobieństwa nie powinny wywoływać w czytelnikach odruchu psa Pawłowa, a moim zdaniem motyw lisa i chłopca trochę tak zadziałał. Cieszę się, że Pax jest po prostu Paxem, a nie wywieszaniem wyświechtanego sztandaru z hasłem „Stajesz się na zawsze odpowiedzialny za to co oswoiłeś”. Wtedy szczerze znienawidziłabym tę powieść.

Pax: książka do kochania.

Paxa się pochłania. Lekka forma, stworzona z myślą o młodszych czytelnikach, i rewelacyjny skład sprawiają, że strony przerzuca się właściwie nie wiadomo kiedy. Wewnątrz natrafia się na kilka ilustracji, które współgrają ze stylem okładki i są świetnym dopełnieniem całości. Korekta również jest bez zarzutu. Naprawdę, wydawnictwo wykonało świetną robotę.

Cieszę się, że poznałam tę historię, bo uważam, że jest tego warta. Nie mam poczucia, że straciłam z nią czas. To powieść o wartościach, o których powinniśmy pamiętać i które powinno się wpajać młodszym.

Mimo że darzę Paxa ogromną sympatią, mam wrażenie, że łapie on się tego, co wiadomo, że zachwyci ludzi. Wykorzystuje stare, sprawdzone wzorce, więc nie jest niczym nowym czy odkrywczym. Przyznaję, że jest przekochany i ciepły, ale bez głębi, którą na siłę chcą mu przypisać czytelnicy. Nie wypada naiwnie, nie wypada patetycznie, ale nie jest tym, co próbują nam wmówić miłośnicy Małego Księcia. Czasem prostota jest kluczem. Warto ją dostrzec i docenić.

Czytaj więcej:
14 najfajniejszych książek, jakie poznałam na studiach albo Krew aniołów, książka-paradoks.
Bo zawsze warto czytać więcej. ;)