Książki i pisanie

14 najfajniejszych książek, jakie poznałam na studiach

Czyli czternaście powodów, dla których odwlekałam wykreślenie się z listy studentów.

Nie odkryję Ameryki jeśli stwierdzę, że studiowanie polonistyki polega głównie na czytaniu. Nie tego, co by się chciało i nie tego, co z przyjemnością przyswoi się przed snem. Czasem miałam dość kilkustronicowych list lektur, z których przed egzaminem zdążyłam przeczytać ledwie parę pozycji, i które zostawiałam sobie „na kiedyś”. A potem szłam na egzamin i z przekonaniem opowiadałam o książce, której nawet nie miałam w ręku.

A jednak dzięki zadawanym lekturom poznałam wiele naprawdę dobrych książek i jestem przekonana, że spodobałyby się nie tylko mnie. Więc weźcie swój spis książek „do przeczytania natychmiast” i dopiszcie do niej chociaż parę punktów z listy. Jest ułożona chronologicznie.

  1.  Kroniki Galla Anonima

Świetny początek, prawda? Co będzie za chwilę, Bogurodzica? Pamiętam, że to była jedyna lektura ze staropola, którą po pierwsze – dało się czytać, a po drugie – nie miało się ochoty umrzeć podczas lektury. Dla osób zajaranych historią albo dla miłośników książek, którym znudziło się czytanie tego co wszyscy.

  1. Mnich M. G. Lewis

Szokująca, skandaliczna powieść wydana w XVIII wieku. Nawet współcześnie jest dosyć hardkorowa. Data wydania i grubość sugerowały drogę przez mękę, ale było inaczej. Mnich jest napisany w taki sposób, że współczesny czytelnik przyswoi go bez trudu. To klimatyczna powieść gotycka z tajemniczymi klasztorami, wątkami miłosnymi i starymi zamczyskami w nocnej scenerii. Bardzo lubię takie historie. Mnich niedawno doczekał się nowego wydania, więc tym bardziej niegłupio byłoby się zainteresować.

  1. Dziurdziowie E. Orzeszkowa

Koszmarny tytuł, prawda? A jednak fabuła i sam sposób jej poprowadzenia obronią się nawet przed wymagającym, współczesnym czytelnikiem. Rzecz zaczyna się od rozprawy sądowej tytułowych Dziurdziów, a cała reszta jest retrospektywną historią dziewczyny, w której zakochał się jeden z nich. Ona jednak nie chciała za niego wyjść, wolała czekać na ukochanego, który wyjechał na służbę wojskową.

  1. Ślepcy M. Maeterlinck

Dziwny, pokręcony dramat. Mogłabym napisać o nim więcej, ale szybciej przeczytacie całą treść Ślepców, więc po prostu to zróbcie. 10 minut czytania, cały dzień myślenia. Znajdziecie go w sieci.

  1. Zając A. Dygasiński

Można powiedzieć, że głównych bohaterów jest dwóch. Jeden to zając szarak, któremu ktoś obciął uszy. Drugi to strachliwy szlachcic. Uwielbiam, kiedy natura odgrywa tak ważną rolę, jakby była jednym z pierwszoplanowych bohaterów i w Zającu tak właśnie jest. Poza tym życie człowieka i zająca jest tak zbliżone, że czasem można złapać się na myśli, że nie wiadomo już, o kim czytamy.

  1. Wampir W. Reymont

Co ten Reymont, bierze się za jakieś okultystyczne tematy? Powieść zaczyna się od opisu seansu spirytystycznego, na którym pojawia się Daisy. Główny bohater dziwnie reaguje na zjawiska nadprzyrodzone, więc opuszcza pokój. Na korytarzu spotyka się z… Daisy. Powieść sprawia wrażenie ponurej, ale raczej ze względu na opisy deszczowego, zamglonego Londynu, które moim zdaniem nadały jej niepowtarzalnego klimatu. Wampir również (jak Mnich) doczekał się nowego, całkiem atrakcyjnego wydania.

  1. Wierna rzeka S. Żeromski

Wiadomo, nikt nie lubi Żeromskiego. Sama nie znosiłam ani Przedwiośnia, ani Ludzi bezdomnych omawianych w szkole. A jednak Wierna rzeka niesamowicie do mnie trafiła. Uboga szlachcianka ratuje rannego powstańca i ukrywa go w swoim domu. Po prostu przeczytajcie.

  1. Na Zachodzie bez zmian E. M. Remarque

Naziści publicznie palili książki Remarque’a. Nie dziwię się, że uznali je za zagrożenie, bo ich antywojenny duch jest dosadny i niezwykle przekonujący. Ta powieść mną wstrząsnęła. Jest opisem wojny z punktu widzenia żołnierza. Młody chłopak zaciągnął się do wojska od razu po szkole, bo nauczyciel powiedział mu, że to obowiązek patrioty. Ten sam chłopak, widząc okrucieństwo prowadzonej z okopów wojny i śmierć kolegów ze szkolnej ławki pyta, czy właśnie tak wygląda patriotyzm, honor i bohaterstwo.

  1. Dolina Issy Cz. Miłosz

Moje towarzystwo i wybawienie na koszmarnie nudnych praktykach w bibliotece. Jestem zakochana w świecie przedstawionym tak malowniczo, jakby autor chciał dołożyć cegiełkę do naszych wspomnień związanych z przestrzenią. Przypomniała mi te wszystkie pola i lasy, które dzielnie przemierzałam jako łebek z psami u boku i wkupiła się w moje łaski tak bezceremonialnie, że będę ją darzyć sentymentem już zawsze.

  1. Następny do raju M. Hłasko

Hłasko to moja miłość od pierwszego przeczytania. Następny do raju jest historią obozowiska pracowników ciężarówek, którzy pracują w górach. Są pozbawieni nadziei i czują, jakby utknęli w tym miejscu na zawsze. Wykonują pracę, przez którą codziennie ryzykują życie, a każdy z nich boryka się z demonami przeszłości. Odnosi się wrażenie, że ciąży nad nimi fatum. Powieść jest ponura, brudna, przygnębiająca… a równocześnie piękna. Trochę jak obrazy Beksińskiego.

11.Wspólny pokój Z. Uniłowski

Usłyszałam o niej, że jest „intensywna” i myślę, że to najlepsze określenie tej powieści. Jest historią studentów i pisarzy, którzy żyją w jednym pokoju, stłoczeni na niewielkiej przestrzeni i zmuszeni dzielić ze sobą każdy element codziennego życia. Dla mnie była przestrogą, bo pisarze przez całą fabułę nie napisali ani zdania, za to prowadzili nieustanne dysputy na ten temat. Momentami zabawna, czasem boleśnie życiowa. Napisana w taki sposób, że wręcz fizycznie odczuwa się dyskomfort bohaterów. Na pewno do niej wrócę.

  1. Wyprawa profesora Tarantogi, S. Lem

Tak naprawdę nie znoszę Lema. Science fiction nie trawię zupełnie. A jednak Wyprawa, która jest napisana w formie dramatu, była jedną z lektur, które zostawiły mi naprawdę sporego mindfucka. To zdecydowanie mniej znany, ale bardziej przystępny tekst Lema, więc zamiast koszmarnego Solaris, które polecają wszyscy, sięgnijcie raczej po Wyprawę. Jest łatwiej przyswajalna dla zwykłych śmiertelników.  Swoją drogą wiecie, że Philip Dick, światowej klasy pisarz sf, uważał, że Lem wcale nie istnieje? Mówił, że to niemożliwe, by jedna osoba pisała równie genialne książki.

  1. Postrzyżyny B. Hrabal

Poświęcę im osobny tekst. Dziwna powieść o małym miasteczku, rozbudowanym tak, że na kartach powieści i w głowie głównej bohaterki stworzyło osobne uniwersum. Dzika, emocjonalna, sprawiająca wrażenie, jakby można ją było czytać wszystkimi zmysłami.

  1. Martwa natura z wędzidłem Z. Herbert

Jeśli studiujesz polonistykę, czasem nosisz przy sobie naprawdę dziwne książki. Ta jest zbiorem szkiców na temat malarstwa holenderskiego. Brzmi abstrakcyjnie? Herbert pisze w taki sposób, że czytałam je z większym zainteresowaniem niż niejedną powieść. A potem podrzuciłam mamie. Też przeczytała w parę dni, jak dobry kryminał.

Czytaj więcej:
Jak czytać klasykę?
Dwa bieguny książki: Rzeźna nr 5, K. Vonnegut

19 thoughts on “14 najfajniejszych książek, jakie poznałam na studiach”

  1. Hłaskę, Lema i Hrabala chcę poznać w całości, a nie znam jeszcze w zasadzie nic. „Wierna rzeka” mi popsuła zdanie o Żeromskim strasznie, więc stoimy po przeciwnych stronach frontu, Partyzantko. :D A najlepszą rzeczą, którą poznałem dzięki studiom jest…. „Mistrz i Małgorzata”. :P

  2. Ja dzięki studiom jak na razie zapoznałam się z dwoma książkami Kapuścińskiego, jakimiś reportażami i toną fragmentów :) Z książek, które podałaś nie czytałam nic, aczkolwiek nazwiska kojarzę, Lema niby chce czytać, ale brakuje mi czasu XD Powoli, powolutku do wszystkiego dojdę.
    Osobiście nie odwlekam książek do przeczytania, bo wiem, że jak ich sobie nie zaplanuje po prostu je oleję i nigdy ich nie przeczytam, a mam wykładowców, którzy nie odpuszczają :c

  3. O ,,Mnichu” muszę napisać pracę roczną, ale wcale mi się go przez to gorzej nie czytało. Robi po prostu piorunujące wrażenie i z radością przeczytam go po raz drugi (i trzeci… i oby nie czwarty).
    W gimbazie miałam szał na opowiadania Marka Hłasko. Teraz wychodzę z założenia, ze ma on świetny klimacik, ale bałabym się kumplować z jego fanem. Żeby naprawdę go lubić trzeba być… bardzo specyficznym człowiekiem.
    ,,Postrzyżyny” to książka z gatunku tych, które dają w czapę. Uwielbiam, chociaż czytałam tylko raz i to przypadkiem, w jakimś zbiorze opowiadań.
    Herberta właśnie czytam. Cuudo.
    Mówienie z przekonaniem o książkach, których się nie czytało to przydatna super moc na polonistyce. Już w trakcie olimpiady zmyślałam dramaty (nie wiem czemu za każdym razem był to dramat) a teraz… Ale nie łudźmy się, nikt normalny nie da rady bez porażenia mózgu przeczytać oświeceniowych poematów opisowych. Nie wierzę nawet, że im współcześni czytali te mdłe wypociny.

  4. Nie dogadamy się, zbyt lubię s-f i Lema :D Na moje nieszczęście na polonistyce jak na razie tłukę Kochanowskiego i same książki naukowe, przeważnie historyczne. Nie mówię, że Tazbir jest słaby, ale po prostu tłumów by za sobą nie porwał :/

  5. Aha, czyli postanowiłaś zabić mnie moją własną bronią i napisać o książkach w taki sposób, żebym chciała przeczytać najlepiej wszystkie? Świetnie :D.

    Dziurdziowie to przecież genialny tytuł, weź. Jakbym zobaczyła go w jakiejś księgarence, to od razu porwałabym z półki z wielkim marzeniem, że to jakaś historia o uroczych stworzonkach.
    Lem paczy na mnie swoim „Śledztwem” i „Katarem” z półki, ale szybko się mnie chyba nie doczeka (z nieuwagi napisałam najpierw „nie doczyta”. Lem się mnie NIE DOCZYTA, czaisz? <3 :D)
    no i Hłasko. Ach Hłasko. Och, ach, ech Hłasko… Lubię bardzo. Za surowość tekstów i to wrażenie, że jego teksty najlepiej wchodzą po wódce. I po ogórkach.

    A Postrzyżyny to wiesz, że już jakiś czas są na mojej priorytetowej liście <3

    1. Dopiero teraz zobaczyłam Twój komentarz. x.x
      Widzisz? Kto mieczem wojuje… :D

      Ja będę mieć jeszcze jedno, ostateczne podejście do Lema – „Szpital przemienienia”. Ciekawe, czy u mnie się doczyta. ^^

      Muszę w końcu o tych Postrzyżynach coś napisać, żeby Cię zmotywować!

  6. Hłasko chodzi za mną już od jakiegoś czasu. Nie przeczytałam ani jednej książki jego autorstwa. Zacząć od tej, którą polecasz, czy skusić się na coś innego, co nieco bardziej rozpali miłość do tego autora? :d

    1. Na razie czytałam tylko „Następny do raju” i „Pierwszy krok w chmurach”. Ten drugi tytuł opowiadanie, dla mnie było zupełnie obojętne. A „Następny do raju” kupił mnie totalnie. :)

  7. Świetny pomysł na wpis :) Też studiowałam polonistykę i – tak jak piszesz – wiele lektur przyswoiłam z obowiązku i nie wszystkie mnie zachwyciły, po prostu trzeba było przebrnąć (staropolska to do dziś nie moja bajka 😉), ale było kilka pozytywnych zaskoczeń. Na przykład Sienkiewcz… Nigdy nie przebrnęłam przez trylogię, którą zachwyca się mój tato i którą czytał kilka(naście) razy, ale porwała mnie mniej znana powieść Sienkiewicza, „Bez dogmatu”. „Dolinę Issy” też czytałam po raz pierwszy na licencjacie i dziś to jedna z moich ulubionych książek :) Skoro podobał Ci się „Mnich”, polecam też „Diable eliksiry” E.T.A Hoffmanna.

    P.S. A tak z ciekawości, o czym pisałaś pracę dyplomową?

    1. Czytałam Diable eliksiry, ale pewnie przez to, że byłam tak urzeczona Mnichem, nie porwały mnie jakoś szczególnie. I wstyd przyznać, ale też nie przebrnęłam przez Trylogię…

      Pisałam licencjat na temat: Abaddon – postać biblijna we współczesnej fantastyce na przykładzie powieści Mai Lidii Kossakowskiej „Siewca wiatru”.
      A teraz magisterkę piszę na temat: Apokryf we współczesnej fantastyce na przykładzie powieści Mai Lidii Kossakowskiej „Zbieracz burz”.

      Dość podobny temat, ale zależało mi na tym, żeby napisać tę pracę jak najszybciej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *