krew aniołów
Książki i pisanie

Krew aniołów, książka-paradoks

Blogowanie, pszczoły i fińska nagroda literacka. Mieszanka wybuchowa?

Kupiłam tę powieść pod wpływem impulsu. Czekałam na pociąg, więc z nudów zajrzałam do księgarni i kiedy trafiłam na Krew aniołów wiedziałam, że nie wyjdę bez tej powieści. Rzadko tak robię, ale jeśli już, zazwyczaj trafiam na świetną książkę. No i trafiłam.

Autorka, Johanna Sinisalo, jest fińską powieściopisarką. Za debiut (Nie przed zachodem słońca) otrzymała nagrodę „Finlandia” – najwyższe wyróżnienie w jej kraju, a książki autorki były tłumaczone m.in. na czeski, angielski, francuski, łotewski i japoński.

Fabuła Krwi aniołów toczy się w niedalekiej przyszłości. Do głównego bohatera, Orvo, docierają ze świata informacje o masowym pomorze pszczół. Katastrofalne skutki tego zjawiska odczuwa upadająca gospodarka USA i Chin, ale przecież Orva i jego paru uli na fińskiej wsi to nie dotyczy. Do czasu. Pewnego dnia mężczyzna znajduje przed ulem martwą pszczelą matkę, która jest katalizatorem coraz dziwniejszych wydarzeń.

Wydarzenia związane z Orvem są przeplecione tekstami, które jego syn, Eero, publikuje na swoim blogu. Eero zaciekle walczy o prawa zwierząt i pisze o tym w sieci, zdobywając wielu zwolenników i równie liczne grono wrogów.

Ta historia pochłonęła mnie od pierwszej strony.

Jest inna. Bije od niej skandynawska powściągliwość i minimalizm. Jeśli ktoś liczy na długie, dokładne opisy, będzie zawiedziony. Prawdę mówiąc, nie byłabym w stanie wskazać nawet opisu wyglądu głównego bohatera ani opisu przeżyć, które – jestem pewna – musiały nim wstrząsnąć. Nie tędy droga. Sinisalo tworzy postać w taki sposób, by była nośnikiem pewnych wartości, a przy tym konstrukcja Orva nie wypada sztucznie. Wypada szczerze, po męsku oszczędnie i bez wdawania się w rozterki wewnętrzne.

Teksty pisane przez Eero na blogu to świetne uzupełnienie, zdawałoby się – zupełnie inny wątek. Choć młody chłopak jest całym sercem zaangażowany w walkę o prawa zwierząt, autorka nie robi z jego przekonań prawdy objawionej. Dodaje bardzo krytyczne komentarze użytkowników bloga. Dzięki temu czytelnik nie czuje się jak dziecko prowadzone za rękę. Powieść ma tylko wskazać problem i argumentację obu stron, wybór pozostawiając odbiorcy. Doceniam to. Nie lubię, gdy autor z góry zakłada, że po jego książkę sięgnie ktoś, komu trzeba jak krowie na rowie.

„Małe, niepozorne pszczoły. Długo i cierpliwie znosiłyście pestycydy, zmiany klimatu, genetycznie zmutowane rośliny, anteny przekaźnikowe, skażenie powietrza, wynikłe z ludzkiej beztroski i obojętności choroby pasożytnicze, niewolniczą pracę.
I wreszcie macie tego dość.
Honey, I’m gone! – wołacie na progu.
I przed odejściem gasicie światło.
Czy raczej – podpalacie świat.”

W powieści Sinisalo uderzyło mnie przede wszystkim to, że jest napisana w tak głębokim szacunku do przyrody, do wszystkich przejawów życia, a w tym również do człowieka i jego wyborów. A równocześnie powstrzymuje się od czołobitności. Jest dobra, jest świeża, jest tym, czego brakowało mi na rynku wydawniczym.

Niezwykła książka-paradoks

Niesamowicie trudno mi o niej mówić, bo teraz, gdy o tym myślę, Krew aniołów wydaje mi się jednym wielkim paradoksem. Koszmarny tytuł kryje rewelacyjną treść, spisaną wprawnym piórem. Treść podejmującą tyle problemów – jak utrata, odnalezienie swojego miejsca w świecie, życie po śmierci, relacje rodzinne, odpowiedzialność, żeby wymienić parę pierwszych skojarzeń.  A przy tym książka jest sucha, jakby pozbawiona emocji, co idealnie współgra z surowym klimatem i ogromnymi, bezludnymi przestrzeniami Finlandii.

Mnie kupiła całkowicie. Czytanie każdej strony było dla mnie ogromną przyjemnością, a przy tym nie czułam, żeby była to wyłącznie pusta rozrywka. Krew aniołów wręcz zmusza do myślenia, każe obudzić szare komórki, zająć stanowisko w sprawie, którą opisuje i zastanowić się, co zrobić z efektem swoich przemyśleń. Wiem, że kiedyś do niej wrócę. Myślę, że gdybym musiała sprzedać wszystkie swoje książki, Krew aniołów byłaby jedną z nielicznych, które bez względu na wszystko chciałabym zachować.

Odmiana, której potrzebujemy

Jesteśmy przyzwyczajeni do odbioru wyłącznie powieści napisanych przez Polaków lub pisarzy anglojęzycznych. Sinisalo pokazała mi, że powinnam jak najczęściej sięgać po utwory autorów z różnych zakątków Ziemi. To chyba najlepszy sposób na spróbowanie zupełnie odmiennej literatury.

Czasem zastanawiam się nad tym, jaką epoką literacką będą nasze czasy. I myślę, że chciałabym, żeby były kojarzone właśnie z takimi powieściami jak Krew aniołów. Sinisalo rodzaj prozy, którą pisze, określa mianem finnish weird. Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego, po prostu przeczytajcie, bo to kawałek naprawdę świetnej historii.

Czytaj więcej: O rewelacyjnej Drodze lub bardzo słabej Idź, postaw wartownika (najlepiej gdzieś daleko stąd).

Krew aniołów zdecydowanie zasługuje na to, żebyś ją przeczytała! Kup swój egzemplarz tutaj:

13 thoughts on “Krew aniołów, książka-paradoks”

  1. Kuźwa, jak to dobrze brzmi. Chcę to przeczytać, zdecydowanie chcę!

    Zastanawia mnie, czy to jakiś zbieg okoliczności, czy proza, gdzie przewijają się pszczoły powinna mieć dla ludzkości jakieś większe znaczenie, bo to nie jedyna książka, która ukazała się w ostatnich latach, a opiera się konkretnie na tych owadach.

  2. o, pacz, a ja właśnie jestem świeżo po przeczytaniu głośnej w zeszłym roku „Historii pszczół”, więc myślami wciąż jestem jeszcze mocno w temacie. Niewiele czytałam skandynawskiej literatury, ale jak już czytałam, to nigdy nie byłam rozczarowana. Bardzo, bardzo lubię tę surowość i minimalizm, więc książka zdecydowanie ląduje na mojej chciejliście. (Chociaż tytuł, moim zdaniem, fatalny :D )

      1. Warto, ale nie potrafię wytłumaczyć dlaczego warto. Straszny z niej bije mrok, straszny fatalizm, melancholia i zapowiedź najgorszego. Ale czyta się błyskawicznie, choć pod koniec czułam dziwny niedosyt. No i pustkę. Dziwną, dziwną pustkę.

  3. Brzmi interesująco. Szczególnie przekonuje to, że za żadne skarby nie pozbyłabyś się tej książki ze swojej biblioteczki. Czytałam jakiś czaś temu „Rój” Laline Paul, niby też o pszczołach, ale to chyba zupełnie inna opowieść ;) W każdym razie zafascynowała mnie na tyle, że wybrałam się do pasieki okolicznego pszczelarza (mieszkam na wsi), podpatrzeć trochę jak wygląda życie pszczół. To zabrzmi jak banał, ale nadal wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważne są pszczoły dla naszego ekosystemu. Einstein powiedział, że jeśli wyginą pszczoły, wyginą też ludzie i tego powinniśmy się obawiać, bo prędzej czy później każda fikcja literacka staje się rzeczywistością.

    1. Mam „Rój” na oku, bo teraz wszystko o pszczołach wydaje mi się ogromnie interesujące. :) I masz rację, to smutne, że ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, dlatego cieszę się, że takie książki przebijają się do szerszego odbiorcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *