the walking dead serial
Lifestyle

Zombie – mistrz drugiego planu

Serial o zombie, w którym zombie nie są najważniejsze? Eee, niemożliwe. A może jednak?

W październiku rozpoczął się nowy sezon The walking dead, na który czekałam (zbyt długo!). Pozostałe sezony obejrzałam już dawno, część nawet dwukrotnie. Wiedzcie, że warto poznać ten serial, ale nie z powodów, które są oczywiste na pierwszy rzut oka.

Twórca uniwersum The walking dead we wstępie do komiksu (na bazie którego powstał serial) pisze:

Nie próbuję nikogo straszyć. Mimo to, jeśli, czytając ten komiks, ktoś się przestraszy – świetnie, ale tak naprawdę… nie o to w tej opowieści chodzi.

Kiedy Rick Grimes wybudza się ze śpiączki orientuje się, że świat, który znał, nie istnieje. Nie wróci do pracy w policji, nie odbierze syna ze szkoły. W zasadzie będzie miał wielkie szczęście, jeśli uda mu się w ogóle opuścić szpital opanowany przez zombie. Tak rozpoczyna się jego wędrówka – zasady, które znał, przestają obowiązywać, a wycieńczony śpiączką organizm musi szybko się zregenerować, jeśli Rick ma przeżyć apokalipsę.

Ci, którym wszystko nie pasuje

Zawsze znajdą się marudni i przesadnie wymagający widzowie, którzy narzekają na niedostateczną ilość akcji, krwi, flaków i jeszcze czegoś, ale w sumie sami nie wiedzą, czego. Tymczasem serialowi nie brak ani emocjonujących momentów, ani scen walki. Jednak najważniejszym i najciekawszym aspektem serialu jest obserwowanie, jak bohaterowie zmieniają się pod wpływem ekstremalnych sytuacji.

Oglądając serial drugi raz bardziej skupiam się właśnie na tym, bo znam już fabułę i przyznam, że wiele momentów potrafi wywołać gęsią skórkę, ale nie ze strachu. Niejeden raz analizowałam to, co zobaczyłam. The walking dead zmusza do przemyśleń. Bohater, którego znamy jako przyjaznego i ufnego, potrafi zaskoczyć desperacką decyzją lub odwagą. Innego paraliżuje panika w najmniej oczekiwanej sytuacji.

Cel: przetrwanie

Przemiana postaci ze zwykłych osób – gospodyni domowej, dostawcy pizzy, policjanta, czy nawet dziecka – zmieniają się w zwartą grupę, której celem jest przetrwanie. Uczą się funkcjonować i walczyć wspólnie, szukają swojego miejsca, cały czas ustępując pola zombie. Bohaterowie późniejszych sezonów zupełnie nie przypominają tych z początków apokalipsy. A jeśli któryś nie zmienił swojej postawy… nie przeżył.

Jeszcze raz przywołam słowa Roberta Kirkmana. Ogromnie podoba mi się to, że spojrzał na temat post-apo właśnie pod kątem psychiki ocalałych i tego, jak kruche są nasze osiągnięcia.

Dobre filmy o zombie pokazują nam, jak my, ludzie, jesteśmy popaprani. Sprawiają, że mamy wątpliwości co do naszej pozycji w społeczeństwie… i pozycji naszego społeczeństwa na świecie. (…) Zawsze kryje się w nich podtekst komentarza społecznego, nawoływanie do rozwagi.

Rozrywka czy coś więcej?

Jeśli ktoś ogląda serial, traktując go czysto rozrywkowo i nastawiając się jedynie na wartką akcję, nie ma w tym nic złego, bo w gruncie rzeczy będzie się dobrze bawić. Szkoda jednak tracić ten dodatkowy, tak wartościowy element refleksji, do której zmusza przedstawiona w serialu walka o człowieczeństwo. Z łatwością możemy zaobserwować, że środowisko niejednokrotnie zmusza bohaterów do zmian, przed którymi nikt z nas nie chciałby stanąć.

The walking dead to ponure uniwersum, pełne rozpaczliwych wyborów, rozczarowań i utraty. Pokazuje, że najstraszniejszymi potworami wcale nie są zombie. Są nimi ludzie.

Nie traktujmy każdego serialu jako dobrego „odmóżdżacza” po szkole czy pracy. Zaczerpnijmy z nich trochę więcej. Włączając ten konkretny, zostaw zombiaki na drugim planie. Nie bez powodu są szarą, bezbarwną masą. Skup się na bohaterach. Na początku mają oczy pełne przerażenia. A potem?


Źródło foto: klik
Cytaty: Żywe trupy, Dni utracone, t. 1, R. Kirkman, T. Moore, Taurus Media, 2011. , the walking dead serial


Chcesz być na bieżąco? Super!
Wystarczy, że polubisz facebooka Partyzantki!

6 thoughts on “Zombie – mistrz drugiego planu”

  1. Zaciekawiłaś nas tym serialem. Masz rację, nie wszystko co oglądamy musi być odmóżdżające. Czasem może nas skłonić do refleksji.

  2. Tak, zdecydowanie najmocniejsza część serialu to zmiany w bohaterach, to jak podchodzą do nowych sytuacji, jak muszą radzić sobie z dawnymi sobą.

  3. Na początku faktycznie ten serial wciągał, ale teraz już mam wrażenie, że ciągną go na siłę. Ten dzisiejszy odcinek był tak nudny, że aż nie obejrzałam w całości, bo takie nudy. Oprócz filozoficznych gadek aikido nic się nie działo, jedyną ciekawą bohaterką była koza Tabitha.

    1. Wiesz co, mi ten odcinek (s06e04) bardzo się podobał. :) Mam wrażenie, że twórcy przesadzili z nadmiarem akcji i po prostu musieli zwolnić tempo, wyszło nieźle, bo skupili się właśnie na tym, o czym piszę – na postaciach, a nie wywoływaniu wielkich emocji hordą zombie. Podoba mi się przewrotność całej historii Morgana i fakt, że opowiadał ją jednemu z Wilków. Wiem, że gadki Morgana brzmią jak Paulo Coelho w wersji post-apo, ale myślę, że musiały być dostosowane do odbiorców, bo przecież dla twórców to oglądalność się liczy. Myślę, że ten odcinek daje do myślenia, nawet, jeśli nie jest to myślenie na takim poziomie wyrafinowania, że palą nam się styki w mózgu.

      A Tabitha mogła siedzieć cicho… :D

  4. The Walking Dead był na mojej liście od dawna – ale najpierw chcę przeczytać komiks :)
    W ogóle ostatnio komiksowa się zrobiłam :D Wiedziałaś, że Constantine (serial i film) są na podstawie komiksu z uniwersum DC? Hellblazer? Ja już wiem. Ja już zaczynam marnować czas… :D

    1. Mam 2 części komiksu, jest zupełnie inny od serialu. Mi szkoda trochę kasy na komiks (czego bardzo żałuję), bo za 40 zł mam 10 minut czytania. :/ Co do dalszej części – nie wiedziałam o tym. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *