Lifestyle

Sztuka mówienia „nie wiem”

Żyjemy w czasach absolutnej pewności. Ludzie mają swoją wielką prawdę, czy byłaby to religia, pizza z ananasem, czy przekonanie, że ulubiony autor dobrze pisze. I masz nieznośne wrażenie, że tylko Ty nie jesteś do końca pewny nawet tego, czy zamknąłeś drzwi, więc kolejny raz cofasz się, żeby sprawdzić. Bo nie wiesz.

I ja też nie wiem. W niemal każdej dyskusji zajmuje sobie miejsce pośrodku, z nieodłącznym „to zależy”. Bo przecież zazwyczaj obie strony mają trochę racji, i choć może bliżej mi do jednej, nie potrafię zupełnie olać argumentów drugiej. A ja lubię słuchać, bo wtedy dużo uczę się od innych.

Tylko, że żyjemy w epoce pewności, która nie wie nawet, do czego zmierza. Wypada i należy mieć swoją opinię na każdy temat, nawet jeśli Cię nie dotyczy, albo masz w tym zakresie małą wiedzę. Ja nie chcę. Teraz każdy jest mądry w temacie strajku nauczycieli, wychowywania dzieci i najlepszego sposobu odżywiania. Każdemu „wydaje się, że…”. Trochę mi zajęło nauczenie się, że można nie wiedzieć, i że nie jest wstydem nieposiadanie opinii w każdym temacie. Że przyznanie się do tego pozwala być w porządku – przede wszystkim wobec siebie.

„Ja nie mam poglądów, ja mam nerwy. „Posiadanie poglądów” stało się czymś wysoce wulgarnym. Jak kiedyś białe skarpetki i mokasyny z kutasikami do garnituru, a dzisiaj rozjeżdżanie quadami cichych lasów. To smętne „dodaj swoją opinię” pod byle gównem w sieci. Nic nie możesz, świat ma cię dupie, ale możesz mieć pogląd albo opinię. Jak porno dla roboli, żeby siedzieli cicho. No więc staram się nie mieć poglądów. Co najwyżej mam własne zdanie w niektórych interesujących mnie kwestiach.” – Andrzej Stasiuk

Najgłupsza osoba w pokoju

Jest jeszcze jedno moje „nie wiem”. Lubię słuchać ludzi, którzy są mądrzejsi ode mnie, czyli większości, bo niemal każdy wie coś, czego ja nie wiem. Sprawia mi przyjemność uczenie się od innych i dowiadywanie się nowych rzeczy, choćby miały się nigdy nie przydać. Nie lubię tego pragmatycznego podejścia do wiedzy, które zakłada, że potrzebujemy nauczyć się tylko rzeczy absolutnie niezbędnych.

Psst! Przeczytaj też: Po co mam się tego uczyć?

Więc czytam i rozmawiam o dziedzinach, o których nie mam pojęcia i pozwalam, żeby inni dzielili się ze mną swoją wiedzą. Oni mają szansę poczuć się dobrze mówiąc o czymś, na czym się znają. Ja mam szansę dowiedzieć się nowej rzeczy. To nie wstyd być najgłupszą osobą w pokoju i nieustannie się uczyć. Większy wstyd, gdy perorujesz swoje poglądy z niezbitą pewnością, a ktoś spokojnym tonem wytyka Ci błąd po błędzie.

Zawsze najbardziej lubiłam wykładowców, którzy potrafili przyznać, że czegoś nie pamiętają, ale sprawdzą na następne zajęcia. I rzeczywiście sprawdzali. Chciałabym, żeby ludzie robili tak częściej, w małych i dużych kwestiach. Nie jest niczym szczególnym wymyślenie opinii na szybko lub wprowadzenie kogoś w błąd. Dużo większą sztuką jest powiedzieć „nie wiem” i czuć się z tym okej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *