pies z padaczką
Zwierzęta

Pies z padaczką — jak wygląda wspólne życie?

Wiele osób, które obserwują mój blog, lubi oglądać zdjęcia Joy. Ale nie wszyscy wiedzą, że rano i wieczorem Joy łyka tabletki, a od czasu do czasu zmaga się z czymś, co musi być dla niej koszmarem. Na szczęście ma wtedy obok siebie kogoś, kto może jej powtarzać, że jest dzielna. I że da radę.

Adoptując Joy nie wiedziałam o padaczce, w schronisku też nic o tym nie wiedzieli. Pierwszy atak nastąpił, gdy była już dorosła, miała dwa, może trzy lata. Ten atak był dla nas szokiem, zresztą opisałam go w tym tekście. Weterynarz, do którego pobiegłam z prawie 20-kilogramowym psem na rękach (i w kapciach), nie zrobił nic, by przerwać atak, a dawkowanie leków wziął sobie z powietrza. Dziś już wiem, jak powinno to wyglądać (albo raczej: wiem, co sprawdza się w naszym przypadku).

Piszę z myślą o tym, że być może Ty też znasz zwierzaka z padaczką i chcesz mu pomóc. Na szczęście mogę też powiedzieć, że padaczka u psa to nie koniec świata i da się z nią żyć. I nigdy, absolutnie nigdy nie powinna być powodem, dla którego pozbywamy się psa. Żadna choroba nie powinna.

Jak wygląda padaczka u psa?

Atak epileptyczny wygląda dość dramatycznie i dla wielu właścicieli jest trudnym przeżyciem, ale zawsze trzeba odłożyć emocje na bok i skupić się na zwierzęciu. Pies dostaje drgawek, często traci przytomność, może dyszeć lub się ślinić, oddać mocz lub kał, wydawać różne odgłosy (wycie, skomlenie). Nie reaguje na bodźce z otoczenia. Padaczka to choroba dziedziczna występująca u ok. 5% populacji psów, dlatego jeśli kupujemy zwierzę, to wyłącznie po przebadanych rodzicach, z legalnej hodowli. I nigdy nie rozmnażamy psów, jeśli nie jesteśmy hodowcami. U niektórych psów atak padaczki występuje tylko raz w życiu i nigdy się nie powtarza.

Mamy wrażenie, że Joy wyczuwa, kiedy ma nastąpić atak. Jest bardziej apatyczna, kręci się gdzieś w pobliżu, czasem nie chce jeść. Pewnej nocy, dosłownie parę sekund przed atakiem padaczki wskoczyła na łóżko z całym impetem, wprost na moją klatkę piersiową. Wyraźnie widać, że chce wtedy mieć kogoś obok siebie. Mamy szczęście w nieszczęściu, bo ataki Joy są dość rzadkie (co około 2-3 miesiące) i lekkie. Joy drży i zawsze próbuje zasłonić głowę przednimi łapami, intensywnie dyszy, kołysze się i ślini, a po ataku dochodzi do siebie przez kilka godzin. Widać, że to dla niej bardzo stresujące i wyczerpujące przeżycie, mimo że trwa zaledwie parę minut.

Trzymamy rękę na pulsie

Niektórzy radzą, by podczas ataku nie dotykać psa. Ja poprzestaję na położeniu ręki np. na boku lub udzie Joy, żeby czuła moją obecność, bo wiem, że sama szuka kontaktu, ale jeśli Wasz pies ma silniejsze ataki, pewnie lepiej po prostu pozostawać w pobliżu. Nie wkładamy nic do pyska i izolujemy inne zwierzęta, ponieważ zdarza się, że reagują agresywnie na ataki epileptyczne. Nie przenosimy psa, nie układamy go w żaden sposób. Wyjątek stanowi sytuacja, w której zwierzak może spaść z wysokości (z kanapy, ze schodów). Usuwamy przedmioty, o które może się zranić.

U psów z epilepsją mogą pojawić się małe ataki, których nawet spostrzegawczy opiekun może nie zauważyć. Pies po prostu zawiesza się na parę sekund i nawet nie jesteśmy świadomi, że właśnie miał miejsce mały atak. Z tego powodu jesteśmy wyczuleni na to, co Joy chce: jeśli nie ma ochoty na spacer, zostaje w domu. Jeśli podczas spaceru chce zawrócić, wracamy. Ataki mogą się nasilać w stresowych sytuacjach i w czasie burzy.

padaczka u psa

Nasze chorobowe rytuały

Każda choroba zwierzaka wymaga od właściciela odpowiedniej opieki, a padaczka – regularnego podawania leków do końca życia. I dbania o to, by odpowiedni zapas leków (oraz wlewek) zawsze był w domu. Początkowo ataki były na tyle sporadyczne, że Joy nie przyjmowała leków. Teraz dostaje małe dawki leków na receptę, rano i wieczorem.

To urocze, bo wypracowałyśmy rytuał: rano i wieczorem mówię: „Joy, chodź po tabletkę”. Ona przychodzi do kuchni, siada i czeka. Muszę położyć jej rękę na pysku, powiedzieć „aaaa”, a Joy otwiera pysk, pozwala wrzucić tabletkę i łyka ją bez problemu. Czasem dostaje smakołyka, zawsze może liczyć na głaska, czasem wykonujemy jakąś sztuczkę. Kiedy ktoś inny podaje jej tabletki, potrafi ściemniać – kiedyś moja mama podawała jej tabletki przez jakiś czas i po kilku dniach znalazła na jej kocyku całą kolekcję. Może Joy planowała handel na czarnym rynku. :)

Nasza weterynarz poradziła, by każdy atak jak najszybciej przerywać, ponieważ to sytuacja niebezpieczna dla zwierzęcia i może uszkadzać mózg. Robi się to za pomocą wlewki doodbytniczej. My podajemy dwie sztuki od razu, gdy zaczyna się atak, a w jego trakcie mamy pod ręką telefon (by w razie potrzeby – tj. ataku dłuższego niż 10 min – zadzwonić do weterynarza) i kontrolujemy czas. Absolutną podstawą jest więc u nas zapas wlewek i tabletek. Regularnie wykonujemy także badania krwi i oczywiście bywamy u zaufanego weterynarza. I zawsze, ale to zawsze mam przy sobie przynajmniej jedną wlewkę, kiedy wychodzę gdzieś z Joy. Można ją znaleźć w każdej mojej kurtce i w każdym plecaku.

Co poza lekami?

Warto wiedzieć: w schronisku, z którego adoptowałam Joy, jest kilka psów z padaczką. Opiekunka z dużymi sukcesami stosuje u nich olejki CBD. Świetnie sprawdzają się zwłaszcza u psów, u których ataki występują częściej i są silniejsze, a leki gorzej działają. My również miałyśmy podejście do olejku, ale przerwałyśmy stosowanie ze względu na walkę z alergią. W sieci są dostępne nawet specjalne olejki dla psów, np. o smaku ryby, który ułatwia podawanie. Cena może trochę odstraszać, ale olejku podaje się dosłownie kilka kropli, więc jest bardzo wydajny. I po relacjach znajomych wnioskuję, że jest naprawdę rewelacyjny.

Wiem, że właściciel psa z padaczką może czuć się przestraszony. To normalne. Jednak z tą chorobą da się żyć, zwłaszcza po wprowadzeniu odpowiednich leków. Leki nie są kosztowne, a ich podawanie nie wymaga szczególnej wiedzy. Wiem też, że wiele psów ze schronisk nie ma szans na dom przez padaczkę, a w schronisku przeżywają ataki samotnie, narażone na agresję innych zwierząt. Za każdym razem, gdy Joy ma atak, mimo wszystko cieszę się, że może go przeżyć bezpiecznie, w domu, gdzie ktoś jej pomoże i powie jej, że jest dzielna. Twój pies też na pewno jest. Wierzę, że razem dacie radę przez to przejść.

***

Ten tekst nie jest poradą weterynaryjną, dlatego jeśli u Twojego psa wystąpił atak padaczkowy, skontaktuj się z weterynarzem.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *