ucieczka roju
Zwierzęta

#2 Rok w pasiece: pszczoły na gigancie

Rok w pasiece to seria dla ludzi, którzy lubią przyrodę i chcą wiedzieć, czego nie robić, gdy pszczoły postanawiają uciec.

Dawniej wierzono, że pszczelarzom w pasiekach pomagają… diabły. Ten szczególny rodzaj — diabeł od pszczół — miał nawet swoją nazwę: pasiecznik. Zupełnie nie przeszkadzało to świętym (Antoniemu i Bartłomiejowi), którzy również wspierali pszczoły i ich opiekunów swoją pomocą*. Jednak o mojej nowej pasiece ani diabeł, ani święci, chyba jeszcze nie wiedzieli. Rój numer trzy, kilka dni po umieszczeniu w ulu, postanowił zrobić mi niespodziankę. Wielkie dzięki za takie niespodzianki.

Ucieczka roju, czyli: co wy mi chcecie powiedzieć?

Kilka dni po osadzeniu w ulu ostatniego roju, pojechałyśmy z mamą (która też polubiła pszczoły) do pasieki, żeby zobaczyć, czy wszystko jest w porządku. Miałam bardzo ogólny obraz tego, jak owo „w porządku” powinno wyglądać, ale przecież każdy kiedyś zaczynał i trzeba było spróbować. Cóż, okazuje się, że cały rój siedzący na ziemi, tuż przed ulem, to dramatycznie daleko od „w porządku”.

Po pierwsze: dlaczego tak zrobiły? Po drugie: przecież to nie pies czy koń, żeby złapać za kantar lub obrożę i grzecznie odprowadzić na miejsce. Jak wytłumaczyć tysiącom pszczół, że nie powinny siedzieć na trawie, tylko w ulu stojącym kilkadziesiąt centymetrów dalej? I że przecież wiem lepiej, co jest dla nich dobre?

Mam szczęście: pan pszczelarz, który mnie uczy, zawsze potrafi pomóc i chyba nie ma sytuacji, której by nie przerobił ze swoimi pszczołami lub przynajmniej nie znał ze słyszenia czy ze szkoleń. Oczywiste więc, że moją pierwszą myślą było, by do niego zadzwonić. Drugą: że gdyby nie jego pomoc, po prostu oddałabym te pszczoły w cholerę, komukolwiek, kto by się nawinął. Bo uwierzcie, że stres na widok tych pszczół (i myśli, że na pewno JA zawiodłam!) był kosmiczny.

Tamtego dnia spędziłam z pszczołami cztery godziny

Pan pszczelarz doradził, by delikatnie postawić na pszczołach część ula (tzw. korpus), w którym są ramki z woskiem. Pszczoły lubią ramki z woskiem i chętnie na nie wchodzą. I wchodziły. Kiedy część z nich już siedziała na ramkach, przenosiłam korpus na właściwe miejsce, a one, cierpliwie znosząc moje fanaberie, przelatywały z powrotem na miejsce na trawie, doprowadzając mnie do rozpaczy i jeszcze większego poczucia zagubienia. Co ja najlepszego zrobiłam i co właściwie myślałam, kupując pszczoły?!

To niestety nie jest historia o tym, jak wychodzę obronną ręką z trudnej sytuacji. Pan pszczelarz przyszedł z odsieczą i wyjaśnił, o co chodzi moim pszczołom. Nie miały królowej, a ponieważ dzień wcześniej znaleźliśmy u nich martwą matkę (zakładając, że druga, żywa, jest wśród pszczół w ulu) i wyrzuciliśmy ją na trawę, rój usiadł wokół niej, czując jej zapach. Czasem pojawiają się dwie matki i walczą między sobą. Jedna wygrywa, druga ginie. Ale niekiedy obrażenia po walce są na tyle poważne, że giną obie.

Ot, cała tajemnica. Teraz wydaje mi się prosta, ale wtedy była nie do przeskoczenia. Pan pszczelarz uratował sytuację, wręczając mi matkę w klateczce, którą umieścił w ulu i pszczoły, jak po sznurku, posłusznie wróciły do ula. One były już spokojne, ja potrzebowałam jeszcze roku, by przestać odczuwać stres, złość i bezsilność związane z najdrobniejszymi niepowodzeniami w pasiece.

W drodze powrotnej, jeszcze z samochodu, zadzwoniłam do pana, u którego zamówiłam kolejne ule i anulowałam to zamówienie ze łzami w oczach. Dzięki bardzo za taki biznes. Czułam się strasznie, a nie wiedziałam jeszcze, że rozpoczęłam hodowlę pszczół w najgorszym od dekad sezonie pszczelarskim. Mam nadzieję, że żaden pasiecznik na to nie patrzył.

*

(To wydarzenia z 2020 roku, ale postanowiłam opowiedzieć je w porządku chronologicznym. No, mniej więcej.) ;)

________________________

* Te i inne wierzenia związane z pszczołami i pszczelarzami (a jest ich sporo), można znaleźć na tej stronie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *