Książki i pisanie

Czas żelaza, Angus Watson – wow!

Idźcie, czytajcie i nieście dobrą nowinę, bo na polskim rynku ukazała się kolejna fantastyczna powieść na światowym poziomie!

Nawet nieszczególnie zagłębiałam się w opis tej książki. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Okładka obiecywała klasyczną fantastykę, z głównym bohaterem w postaci wojownika, któremu czytelnik towarzyszy w wielu krwawych walkach. Grubość tomu tylko przekonała mnie, że zakup tej książki to rzecz słuszna i właściwa, i – oczywiście – zupełnie niezbędna.

I właściwie nie zdziwiło mnie to, że Czas żelaza okazał się książką tak genialną, że przeczytałam ją w parę dni. Ja, z moim brakiem koncentracji, nawet nie zorientowałam się, kiedy przeczytałam niemal osiemset stron.

Dug jest najemnym wojownikiem, który podróżuje,by zaciągnąć się do armii Zadara. Splot wydarzeń sprawia, że staje po przeciwnej stronie barykady. Tłem dla wszystkich wydarzeń jest Brytania, 61 rok p.n.e. – czas, który historykom znany jest głównie z pamiętników Juliusza Cezara, źródła, lekko mówiąc, niekoniecznie obiektywnego. Autor, Angus Watson, stwierdził, że czas napisać prawdziwą wersję tej historii, dlatego stworzył Czas żelaza. Na miejscu Cezara, gdyby oczywiście żył, byłoby mi bardzo głupio, bo Angusowi wyszło to nieziemsko.

„– A ja cię potrzebuję, bo…?
– Bo od dwudziestu lat jestem aktywnym zawodowo najemnikiem, a od piętnastu Wojownikiem.
– No i?
– I wciąż żyję.
– To jest argument – musiała przyznać.”

Pokochałam tę książkę za złożoność całej historii i niespieszną narrację. Autor nie streszcza się, by podać nam opowieść na trzystu stronach i zatrzeć z zadowoleniem ręce. Pozwala nam poznawać świat, który przedstawia, rozglądać się po nim do woli i zaprzyjaźniać z bohaterami (lub szczerze ich nienawidzić – Felix, Weylin – o Was mowa). Czyni to w sposób tak sprawny, że nie ani przez chwilę nie poczułam znudzenia, bo mimo to – jakimś cudem – akcja pozostaje wartka i trzyma w napięciu. Myślę, że może to być efekt sprawnej żonglerki wątkami i stosowanie krótkich rozdziałów – obie te rzeczy zresztą świetnie zdały egzamin.

Autor ma lekki, ironiczny styl pisania, dzięki któremu wykreowany przez niego świat nie wydaje się napompowany patosem. Świetnie też kreuje bohaterów – wydają się prawdziwi i naturalni. Dug nie jest herosem, a za towarzystwo, zamiast wprawionego w boju wojownika, ma dziewięcioletnią dziewczynkę, Wiosnę.

Czas żelaza zawiera też to, za co uwielbiam dobre książki fantasy – momenty, w których nie wiemy, czy autor jeszcze opisuje stworzony przez siebie świat, czy już pisze o swoich obserwacjach dotyczących naszego. Myślę, że taka umiejętność jest jedną z najważniejszych dla autora fantastyki.

„Ludzie poznają myśli wszystkich zwierząt i zamysły samych bogów, nim zdołają poznać siebie samych.”

Tom drugi – Żelazna wojna – dotrze do mnie niebawem, bo nie mogłam się powstrzymać i zamówiłam go po przeczytaniu pierwszego. Potem zamówię trzeci, po lekturze którego zapewne pęknie mi serce z żalu za zakończoną przygodą, ale chyba warto podjąć takie ryzyko.

Nie potrafiłabym wyobrazić sobie lepszego początku wakacji. I nawet nie chcę. Ten spędzony z Czasem żelaza w ręku był idealny, więc, do diabła, po prostu idźcie do księgarni, skoro jeszcze tego nie zrobiliście.

*

Swoją drogą, czytałam jedną naprawdę złą recenzję tej książki. Taką, w której autorka zarzucała powieści dwie rzeczy: zbyt długie opisy i wulgaryzmy. Uściślijmy: zarzucała zbyt długie opisy gatunkowi nastawionemu na opisowość i wulgaryzmy książce, która na czwartej stronie okładki ma tekst „powieść jest krwawa i nieprzyzwoita”. Nie wiem, czy można ostrzec czytelnika bardziej łopatologicznie. Nie wiem, czy bardziej śmieszy mnie czy złości ta opinia. Chyba jednak złości. Aghr!

„Pomyślunek, postanowił. Oto jedyna szansa dla mnie na wydostanie się z tej kabały. Czyli mam przejebane jak stąd do Rzymu.”

2 thoughts on “Czas żelaza, Angus Watson – wow!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *