rzeźnia numer pięć
Książki i pisanie

Dwa bieguny książki – Rzeźnia numer pięć K. Vonnegut

Przeczytaliśmy Rzeźnię numer pięć Vonneguta. Zdarza się.

Rzeźnia numer pięć od dawna była na mojej liście książek, które bardzo chcę przeczytać. Okazało się, że nie tylko na mojej, więc wybór był oczywisty. Nie wiedziałam, czego spodziewać się po tej powieści, więcej – postanowiliśmy nawet nie rozmawiać o niej do czasu, aż oboje jej nie skończymy. I wreszcie jest! Pogadaliśmy!

Martyna: O czym była ta książka?

Rafał: Trudno powiedzieć, jak dla mnie o wszystkim. I o niczym. Jeśli miałbym na siłę powiedzieć, o czym, to chyba o tym, jak mało ważny jest czas.

Martyna: O wszystkim, naprawdę? Dlaczego? Ja powiedziałabym, że to książka wojenna. Przedstawiona w takiej formie, bo autor nie znalazł innego sposobu, by wyrzucić z siebie wspomnienia. I o bezradności. Chyba nawet bardziej o bezradności.

Rafał: Książką wojenną dla mnie nie jest w ogóle, prędzej psychologiczną. I czy o wszystkim? Tak, bo pojawia się tam motyw wojny, kosmitów, rodziny, braku zrozumienia, obojętności, ale czy o bezradności? W momencie czytania nie wpadłbym raczej na to.

Martyna: Ja odnoszę wrażenie, że cała reszta wątków była tylko pretekstem dla wątku dotyczącego wojny. Próbą jakiegoś logicznego uzasadnienia tego i przyjęcia jako elementu rzeczywistości.

Martyna: Swoją drogą, jak nie znosiłam kosmitów! Najtrudniej czytało mi się te fragmenty.

Rafał: Ja uważam je za bardzo dobre, a zwłaszcza opisy tego jak Tralfmadorczycy traktowali czas i jak widzieli ludzi i gwiazdy na niebie. Mógłbym myśleć milion lat i nie wymyśliłbym takiego rozwiązania.

Martyna: Według mnie w tych fragmentach o kosmicznym zoo najlepiej widać bezradność Billego wobec tego wszystkiego, co go spotyka. W ogóle pomija fakt, że bycie eksponatem w zoo uwłacza jego godności. Billy był bierny, ciapowaty i wiecznie przerażony. Ktoś, kogo nie da się lubić (ja bardzo go nie lubiłam!), ale chyba nie taki był cel, bo uderza mnie, że Vonnegut stworzył postać tak wybitnie nienadającą się na bohatera.

Rafał: Jeśli chodzi o bezradność Billego w zoo to fakt, był bezradny i pogodził się z tym, ale co innego zrobiłby w tym momencie? Uciekłby? Co Ty byś zrobiła? Ja, ktokolwiek inny? Mówienie, że był bezradny na podstawie motywu zoo jest jak dla mnie nie na miejscu. Z drugiej strony – tam było mu dobrze i, najważniejsze, wiedział, że za chwilę będzie w innym momencie swojego życia, więc po co miał coś robić? Autor stworzył postać, która nie miała być superbohaterem tylko człowiekiem z krwi i kości.

Martyna: Wiem, że nie mógł nic zrobić, ale on się w ogóle z tym nie spierał. Moim zdaniem takie traktowanie godziło w jego człowieczeństwo. A on nic – zdarza się. Wierzył, że nic nie może zmienić, więc faktycznie nie mógł. Jasne, autor mógłby stworzyć postać na wzór człowieka z krwi i kości, ale myślę, że za tym kryło się coś więcej, zrobienie z niego nieudacznika było celowe.

Rafał: A ja uważam, że nie opierał się niczemu, bo wiedział, że zaraz będzie w innym momencie, więc po co robić cokolwiek? A co według Ciebie sie kryło za tą postacią?

Martyna: No właśnie, Pilgrim to idealny obraz człowieka pod tytułem „po co cokolwiek zmieniać, niech będzie jak jest”. Myślę, że ta postać miała być krytyką bezradności i nieumiejętności przejęcia steru w swoim życiu.

Rafał: Ale on jej nie zmieniał bo wiedział, że nic nie może. Tak jak Tralfmadorczycy nie robili nic, żeby uniknąć zniszczenia Wszechświata. Moim zdaniem jeśli ktoś lub coś miało być skrytykowane to tylko wojna – za to, co robi z ludźmi.

Martyna: A ja myślę, że sam autor nie był pewien, czy to ma być krytyka wojny. Na samym początku przecież pada zdanie: „Książka przeciwko wojnie? Równie dobrze można by pisać książki przeciwko lodowcom.”

Rafał: To nie oznacza, że nie krytykował wojny, tylko pogodził się z tym, że one i tak będą.

Martyna: Właściwie masz rację.

Rafał: Może chciał skrytykować efekty wojny?

Martyna: Dla mnie najważniejszy w tej książce był człowiek i jego bezradność. Bezsens wojny postawiłabym na drugim miejscu.

Martyna: Książka była po prostu dziwna. To chyba najlepsze określenie.

Rafał: Dziwna, ale ciekawa.

Martyna: Myślisz, że jest trudna?

Rafał: Książka była i jest trudna, zdecydowanie najtrudniejsza z tych wszystkich, które przeczytałem, ale oprócz tego jedna z najlepszych, jakie miałem okazję poznać.

Martyna: Mnie nie czytało się tej książki dobrze. To znaczy – cieszę się, że w końcu ją poznałam, ale myślałam, że zrobi na mnie większe wrażenie. Była nieco przygnębiająca, niewiele ponad to.

Martyna: I poleciłbyś ją komuś?

Rafał: Każdemu.

Martyna: Serio? Wtedy wiele osób wyrzuciłoby ją po paru stronach. Ja poleciłabym ją, ale tylko niektórym.

Rafał: Każdy, kto przeczytał choć parę książek w życiu, mógłby ją poznać, bo jest ciekawa. I choćby po to, by mieć „odhaczoną” klasykę.

Jako następną książkę „odhaczymy” więc Imię róży U. Eco. ;)

Poprzedni odcinek Dwóch biegunów książki był nieco bardziej burzliwy – zobacz!
A jeśli nie – poznaj 25 książek fantastycznych, które muszę przeczytać(i Ty też!).

Też chcesz przeczytać tę książkę? Rzeźnia numer pięć jest do kupienia tutaj:

czarna czarna ton baner

5 thoughts on “Dwa bieguny książki – Rzeźnia numer pięć K. Vonnegut”

  1. Świetny jest ten Wasz pomysł – spodobał mi się sam z siebie, a jak przeczytałam o jego genezie i potrzebie kłótni o literaturę, to już w ogóle mnie kupiliście ;) Od dłuższego czasu z nikim się już nie kłóciłam o książki i czasem za tym tęsknię. Samej „Rzeźni…” nie czytałam, ale od wielu lat pozostaję pod wrażeniem „Kociej kołyski”.

  2. Fajny pomysł na wpis, jeszcze nie miałam z takim styczności a za to ogromny plus! Rzadko spotykam się ze zjawiskiem, gdy ktoś kłóci się o książki ;)

  3. Dla niektórych – w tym dla mnie – jest to kultowa powieść. Też poleciłabym każdemu, nawet jeśli miałaby w kilku przypadkach po paru stronach wylądować za oknem ;) Zdarza się, powiedziałby Vonnegut.

    Wojna to była jego wielka trauma i nie tylko w tej jednej książce opisuje swoje wojenne doświadczenia. Powieść „Matka noc”, zbiór opowiadań „Armagedon w retrospektywie”, etc… Wracał i wracał do wojny, bombardowania Drezna, apokalipsy, którą ludzkość sama sobie serwuje. Forma i treść jego tekstów to rzeczywiście niezły miszmasz, ale nie można im odmówić oryginalności. W jakiś sposób Vonnegut był wizjonerem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *