Blogosfera

Wściek o Instagrama

Co jakiś czas internet płonie świętym ogniem oburzenia – ktoś na nowo odkrywa, że Instagram nie przedstawia prawdziwego życia. Inkwizycję czas zacząć. Tylko po co?

Niektórzy wściekają się, że na Instagramie pojawiają się wyłącznie wykreowane, wyphotoshopowane fit-fotki. Takie, które wpędzają w kompleksy, bo w zwykłym warzywniaku na osiedlu nie ma jagód goji ani jarmużu . Twórcy tych shitstormów zapominają o jednej zabawnej rzeczy – na Instagramie zobaczysz niemal wyłącznie to, co chcesz. Jeśli masz ochotę oglądać czyjąś rozpaćkaną wątróbkę z ziemniakami – nie ma problemu.

Nie umiesz w Instagramy?

Instagram działa prosto i w tym tkwi jego urok. Wybierając konkretne hasztagi, obserwując konta, które najbardziej nam się podobają, podpowiadamy Instagramowi, jaką treść chcemy otrzymywać. Dlatego wściekanie się, że podrzuca nam konkretne fotki jest jak uderzenie głową w ścianę i płakanie, że boli. Mnie w proponowanych i na „głównej” wyskakują najczęściej konta dotyczące książek, pracy z końmi, natura i psy. Same ładne rzeczy, bo brzydkie dostają unfollow.

Płacz o paprykarz.

Nie wchodzę na Instagrama, by oglądać kanapki z paprykarzem szczecińskim. Lubię oglądać piękne, dobrze zrobione i przemyślane zdjęcia. I nie czuję się oszukana, widząc tylko te fragmenty rzeczywistości, którymi ktoś chce się podzielić. To nie oszustwo, to konwencja, w której użytkownicy chętnie tworzą. Nikt nie próbuje udawać, że wciąż zajada kolorowe sałatki, czyta książki z ładnymi okładkami, a psa zabiera na spacer tylko w malownicze miejsca. Pokazujemy te rzeczy, które są warte tego, by je pokazać. Kanapki z paprykarzem szczecińskim i parówki odpadają w przedbiegach.

Jeśli wściekanie się o to, że Instagramowicze wrzucają tylko wybrane fotki ma rację bytu, to równie dobrze można obrazić się na blogerów, że zdarza im się używać backspace’a. Albo kasować słabsze teksty. No way, my naprawdę tak robimy? Naprawdę.

Jest nam dobrze.

Co jakiś czas ktoś stwierdza oburzony, że wystylizowane zdjęcia zbierają znacznie więcej lajków. No fenomen. Kto i dlaczego lajkuje kolorową, przemyślaną fotkę sushi, skoro może polubić niewyraźną fotkę naszego dobrego, polskiego schabowego? Nic w tym złego. Ludzie, którzy lubią oglądać ładne zdjęcia mają się dobrze. I nic im nie jest. Bo nikt normalny nie wierzy, że Instagram przedstawia prawdziwe życie.

Skoro odbiorcy tak usilnie chcą zdjęć szarej, nudnej codzienności, dlaczego jej nie lajkują? Powtórzę – to odbiorcy kształtują treść, którą otrzymują. Gdybym zauważyła, że lubicie oglądać rozmazane, brzydkie zdjęcia, wrzucałabym takie. Nawet chętnie, bo o ile prościej je zrobić. Tylko jakoś nikt nie chce tego oglądać. Użytkownicy z kolei nie czują potrzeby, by wrzucać na Instagrama byle co – od tego mają Snapa.

Kto płacze przez Insta?

Próba nawracania Instagrama, by przypominał realne życie, jest jak chęć zawracania kijem rzeki. Bez sensu, bez pomysłu na to, co dalej i bez polotu. Bo najwięcej płaczą ci, którzy nie umieją zrobić takiego zdjęcia, które by się klikało. Kupcie sobie małego kotka, kotek powinien się kliknąć. Natalia z Jest Rudo nauczyłaby Was wiele na temat fotografii, ale co ja tam wiem. Najwięcej wiedzą przecież ci, co krytykują, bo aplikacja okazała się nie tym, czego oczekiwali. Brzmi jak… życie, czy coś.

Psst! Polub Partyzantkę na Facebooku
i bądźmy w kontakcie!

19 thoughts on “Wściek o Instagrama”

  1. Mój instagram to te ładne stylizowane zdjęcia, rysunki i sztuka, trochę zdjęć przyrody i trochę słowiańskich zdjęć :) Bo po co mi czyjaś szara codzienność?

  2. A ja mam inny wściek na instagrama – w ostatniej aktualizacji zażądał dostępu do smsów, mmsów i moich połączeń, łącznie z możliwością identyfikacji rozmówcy. Nie zgodziłam się i cieszę się, że wyłączyłam automatyczne aktualizacje.
    Idealne zdjęcia mi nie przeszkadzają – po prostu wybieram profile, które najbardziej do mnie przemawiają estetycznie i się nimi cieszę :)

  3. Jak można się denerwować na takie rzeczy…? Przecież właśnie ta idealność Instagrama jest jego zaletą. Zawsze można mieć w kieszeni kawałek idealnego świata, który poprawi humor i pokaże, że jednak coś jest piękne, kiedy wszystko się wali i jest nieciekawie w realu.

  4. Lubię ładne zdjęcie jedzenia fit, choć nigdy jeszcze nie zrobiłam czegoś co się ślicznie prezentuje, po prostu nie mam talentu. Instagram wykorzystuję aby dzielić się ze znajomymi moją codziennością, oraz wyszukiwać ludzi o podobnych zainteresowaniach, czy motywujących mnie do zmian. Nie widze sensu aby płakać, że czyjaś szarlotka wygląda jak z magazynu a moja… no nie wazne :P

  5. Świetny post! Bardzo przyjemnie czyta mi się Twoje teksty :) Myślę, że się tu zadomowię ;) Co do samego instagrama – mam powoli wrażenie, że ludzie sami nie wiedzą czego chcą ;), cóż, takie tam życie ;)

  6. Jak ktoś chce, żeby instagram przypominał normalne życie, to nich sobie założy profil i dodaje takie zdjęcia. Zawsze najłatwiej jest siedzieć w fotelu i narzekać jaki to świat jest zły. Ale zdarzają się osoby, które tak zrobiły i założyły sobie konto ze zdjęciami z codziennego życia. Ta grupa złości się, że ma mało lajków. A czego się spodziewali? Że ktoś, kto ma na co dzień to co oni, będzie im dawał serduszka? No błagam :P Dla mnie instagram jest czymś, gdzie można szukać inspiracji, a nie oglądać schabowego, jakiego sam jadłem 15 min temu…

  7. IG pokochałam na intuicyjność oraz owe wystylizowane zdjęcia. Instagram to poniekąd styl życia, białe tła, ujmujące prostotą jasno-szare wystroje wnętrz. Dla części to sztucznie wykreowany świat, a dla mnie to świat inspiracji i marzeń, a jak wiadomo marzenia to przywilej nie dla każdego ;)

  8. zdrowe podejście do tematu, choć nie dziwie się i tym krytykującym, w końcu przerabianie zdjęc kłóci się z pierwoynum zamiarem tej aplikacji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *