Lifestyle

Nikt nie powiedział jak pożegnać się z uniwersytetem

Wiele osób mówi o tym jak odnaleźć się na studiach, jak przetrwać pierwszy rok i pierwszą sesję. Nikt nie mówi o tym, jak skończyć studia. Zwłaszcza te, które się lubiło.

Jak po raz ostatni pójść na zajęcia i chodzić znajomymi korytarzami z myślą, że z każdym następnym dniem będą trochę mniej Twoje, a trochę bardziej innych. Jak spokojnie przyjąć świadomość, że to ostatnia sesja, być może ostatnia rozmowa z wieloma ludźmi, których przecież się lubiło, ale nigdy nie było okazji, by polubić się jakoś bardziej. Jak pewnego dnia po prostu oddać książki do biblioteki i nigdy więcej nie pojawić się w wydziałowej czytelni. Jak pielęgnować te wszystkie wspomnienia, żeby nie wyblakły i nie pokryły się kurzem.

Nie chciałam jechać na Erasmus na pierwszym roku (ani na żadnym innym), choć na piątym poszłam na ciekawe spotkanie z wykładowcami polonistyki z Azerbejdżanu. Nie miałam w sobie tej modnej duszy podróżnika i nadal nie mam. Lubiłam za to przesiadywać w czytelni i słuchać wykładów o literaturze. Nie lubiłam językoznawstwa i gramatyki, ale prawdę mówiąc, nawet je miło wspominam. Z bezpiecznej perspektywy czasu, rzecz jasna.

Nie mam na swoim koncie oszałamiających sukcesów. Mam garść historii. O tym, jak ze znajomymi założyliśmy grupę literacką, która była chyba najfajniejszą przygodą ze studiów. O tym, jak na egzaminie z romantyzmu pani profesor streściła mi Hamleta, i że egzaminy bardziej przypominały rozmowy dwóch pasjonatów niż odpytywanie. Jak siedziałam wieczorami na wydziale, na poetyce, licząc sylaby i wstawiając akcenty, żeby wiedzieć, czy wiersz jest jambem czy trochejem.

Miło pomyśleć o tych wszystkich wykładowcach, którzy każdego dnia podejmowali wysiłek, żeby wziąć mój horyzont w swoje ręce i przesunąć go odrobinę dalej. Którzy pokazywali, że można żyć pasją i że bycie humanistą nie oznacza, że nie umiesz matematyki.

Lubiłam to, że nikt nie łudził nas gadkami o rynku pracy, kredytach, zakupie mieszkania i zakładaniu rodziny. Mieliśmy na głowie ważniejsze rzeczy. Mnicha Lewisa, opowiadania Cortazara, poezję Staffa. Przyjemnie było być w miejscu, w którym właśnie to jest ważne. Chyba jeszcze nie przyzwyczaiłam się do myśli, że gdzie indziej będzie inaczej. I nawet nie chcę.

Ludzie nieustannie pytali, po co im ten czy inny przedmiot. A ja cieszyłam się, że mogę na nie chodzić. Że mam takie szczęście i taką możliwość. Mój wydział wyglądał jak Hogwart. Kamienne schody i kolumny, żyrandole, ściany z czerwonej cegły, obrazy. Nie wyobrażam sobie lepszego miejsca do studiowania literatury. Zawsze wracając myślą do tego okresu będę się uśmiechać, bo jestem wdzięczna, że miałam taką szansę.

Absolwenci to tacy trochę studenci zapomniani. Zostawieni samym sobie i rzuceni rzeczywistości na pożarcie. Nie pozostaje nam nic innego niż robić dobrą minę do złej gry. I pomachać na pożegnanie.

„So for now wave good-bye and leave your hands held high
Hear this song of courage long into the night”

Cytat: Manowar – Courage