co daje joga

Joga jest trochę dziwna. Rozkładasz matę, robisz rzeczy i oddychasz. A później do końca dnia masz banana na twarzy i mnóstwo energii — normalnie tylko jednorożców brakuje.

Kto nigdy nie próbował jogi, ten nie zrozumie — wiem, bo też nie rozumiałam. Wydawała mi się przekombinowana, zdecydowanie zbyt „uduchowiona” jak na moje prozaiczne potrzeby (Po Prostu. Się. Poruszać.) i odjechana. Jak to ma działać i co daje joga? 

Spróbowałam jogi właściwie przypadkiem. Miałam dość filmików treningowych, po których byłam spocona jak szczur i niezadowolona z siebie — uznałam, że chyba aktywność fizyczna nie powinna tak działać. Nie muszę jej kochać, ale niech przynajmniej mnie nie dołuje! Pomyślałam, że joga może być alternatywą dla tych treningów, w których chodzi o nudną serię powtórzeń, motywujące okrzyki i przykre skojarzenie z zajęciami wf-u z gimnazjum, których nienawidziłam. Po pierwszej sesji jogi byłam po prostu zdumiona — serio? Serio to może tak fajnie działać?

1. Odpoczynek absolutny

Ćwiczysz, czujesz, że to całkiem solidny wysiłek fizyczny (zwłaszcza tzw. power joga), a równocześnie odpoczywasz, bo w pełni skupiasz się na wykonywaniu odpowiednich pozycji. Nie myślisz, co jutro zrobić na obiad, ile zostało pracy i co dziś udało Ci się spierniczyć. Przez chwilę nigdzie nie pędzisz. Ten spokój w głowie podczas ćwiczeń daje taki relaks i wyciszenie, że po prostu warto tego doświadczyć.

2. Nie muszę być mistrzem

Źle wykonuję jakieś ćwiczenie? Okej, bywa. Może za drugim razem mi się uda, może akurat tego dnia nie może być idealnie. Ale, mimo że wiele rzeczy mi nie wychodzi, nie czuję się z tym niekomfortowo. Nie wstydzę się, że nie nadążam z ćwiczeniami lub nie daję rady ich wykonać — każda trudniejsza pozycja ma swoją prostszą wersję, którą można wykonać w zastępstwie. I świat się nie zawali. To miła myśl.

3. Nie ma parcia na wynik

Wiesz, to nie jest tak, że można dostać medal za najładniejszą jogową pozycję (asanę). Nie ma topki osób, które genialnie robią „psa z głową do dołu”. Nie musisz robić czegoś w krótszym czasie, bo to Ty decydujesz, ile czasu potrzebujesz. Bez tej presji ćwiczenia są naprawdę dużo przyjemniejsze. I nie trzeba się z nikim ścigać.

4. Genialne ćwiczenie rozciągające, zwiększające siłę i równowagę

To niesamowicie mnie zaskoczyło: żadne inne ćwiczenia nie okazały się równie skuteczne, co joga. Gdy trenuję regularnie, obserwuję postępy praktycznie z dnia na dzień. Ćwiczę rozciąganie, siłę i równowagę. W każdej z tych rzeczy radzę sobie lepiej niż na początku. Taka obserwacja to niesamowity zastrzyk motywacji i — dla mnie — ogromny powód do radości. Okazuje się, że nie trzeba wylewać siódmych potów na siłowni, by nasze ciało się rozwijało. Co za ulga. ;)

5. Mam poczucie, że robię coś dla siebie

Prowadzenie własnej działalności nie jest łatwe. Mam wrażenie, że ciągle jestem w pracy i nieustannie robię coś dla kogoś. Tymczasem joga to czas w 100% dla mnie. Nie dla klientów, nie dla moich projektów, książek, pszczół, psa, ani nawet dla rodziny. To daje mi dystans, który okazuje się bardzo cenny. Pozwala naładować baterie i wyciszyć się — zrobić rozbieg przed kolejnymi wyzwaniami.

6. Nie potrzebuję tony sprzętu

Po pierwszej sesji jogi kupiłam sobie matę. I to jest właściwie wszystko, co warto mieć — rzecz niedroga, zajmująca niewiele miejsca i wystarczająca na lata. Nie potrzebuję nawet specjalnych butów, bo ćwiczy się boso. Dzięki temu joga jest idealnie minimalistyczna i w zasadzie darmowa — idealna, jeśli ktoś oszczędza, tak jak ja.

*

Fun fact. Rodzina kupiła mi karnet na zajęcia jogi, ale poszłam tylko raz. Choć prowadząca była bardzo miła, uduchowiony klimat zajęć i prikaz relaksowania się w określonych momentach i przez konkretnie ustalony czas mi nie leżał. A, i okazało się, że pijąc wodę przed zajęciami, robię ogromny błąd, bo gaszę wewnętrzny ogień (serio, tak powiedziała prowadząca). Karnet trafił na dno szafy, a moje zajęcia z jogi — do kolekcji rodzinnych anegdotek.

Więc ćwiczę sama. I polecam każdemu.