co daje joga
Lifestyle

6 rzeczy, za które lubię jogę — co daje joga?

Joga jest trochę dziwna. Rozkładasz matę, robisz rzeczy i oddychasz. A później do końca dnia masz banana na twarzy i mnóstwo energii — normalnie tylko jednorożców brakuje.

Kto nigdy nie próbował jogi, ten nie zrozumie — wiem, bo też nie rozumiałam. Wydawała mi się przekombinowana, zdecydowanie zbyt „uduchowiona” jak na moje prozaiczne potrzeby (Po Prostu. Się. Poruszać.) i odjechana. Jak to ma działać i co daje joga? 

Spróbowałam jogi właściwie przypadkiem. Miałam dość filmików treningowych, po których byłam spocona jak szczur i niezadowolona z siebie — uznałam, że chyba aktywność fizyczna nie powinna tak działać. Nie muszę jej kochać, ale niech przynajmniej mnie nie dołuje! Pomyślałam, że joga może być alternatywą dla tych treningów, w których chodzi o nudną serię powtórzeń, motywujące okrzyki i przykre skojarzenie z zajęciami wf-u z gimnazjum, których nienawidziłam. Po pierwszej sesji jogi byłam po prostu zdumiona — serio? Serio to może tak fajnie działać?

1. Odpoczynek absolutny

Ćwiczysz, czujesz, że to całkiem solidny wysiłek fizyczny (zwłaszcza tzw. power joga), a równocześnie odpoczywasz, bo w pełni skupiasz się na wykonywaniu odpowiednich pozycji. Nie myślisz, co jutro zrobić na obiad, ile zostało pracy i co dziś udało Ci się spierniczyć. Przez chwilę nigdzie nie pędzisz. Ten spokój w głowie podczas ćwiczeń daje taki relaks i wyciszenie, że po prostu warto tego doświadczyć.

2. Nie muszę być mistrzem

Źle wykonuję jakieś ćwiczenie? Okej, bywa. Może za drugim razem mi się uda, może akurat tego dnia nie może być idealnie. Ale, mimo że wiele rzeczy mi nie wychodzi, nie czuję się z tym niekomfortowo. Nie wstydzę się, że nie nadążam z ćwiczeniami lub nie daję rady ich wykonać — każda trudniejsza pozycja ma swoją prostszą wersję, którą można wykonać w zastępstwie. I świat się nie zawali. To miła myśl.

3. Nie ma parcia na wynik

Wiesz, to nie jest tak, że można dostać medal za najładniejszą jogową pozycję (asanę). Nie ma topki osób, które genialnie robią „psa z głową do dołu”. Nie musisz robić czegoś w krótszym czasie, bo to Ty decydujesz, ile czasu potrzebujesz. Bez tej presji ćwiczenia są naprawdę dużo przyjemniejsze. I nie trzeba się z nikim ścigać.

4. Genialne ćwiczenie rozciągające, zwiększające siłę i równowagę

To niesamowicie mnie zaskoczyło: żadne inne ćwiczenia nie okazały się równie skuteczne, co joga. Gdy trenuję regularnie, obserwuję postępy praktycznie z dnia na dzień. Ćwiczę rozciąganie, siłę i równowagę. W każdej z tych rzeczy radzę sobie lepiej niż na początku. Taka obserwacja to niesamowity zastrzyk motywacji i — dla mnie — ogromny powód do radości. Okazuje się, że nie trzeba wylewać siódmych potów na siłowni, by nasze ciało się rozwijało. Co za ulga. ;)

5. Mam poczucie, że robię coś dla siebie

Prowadzenie własnej działalności nie jest łatwe. Mam wrażenie, że ciągle jestem w pracy i nieustannie robię coś dla kogoś. Tymczasem joga to czas w 100% dla mnie. Nie dla klientów, nie dla moich projektów, książek, pszczół, psa, ani nawet dla rodziny. To daje mi dystans, który okazuje się bardzo cenny. Pozwala naładować baterie i wyciszyć się — zrobić rozbieg przed kolejnymi wyzwaniami.

6. Nie potrzebuję tony sprzętu

Po pierwszej sesji jogi kupiłam sobie matę. I to jest właściwie wszystko, co warto mieć — rzecz niedroga, zajmująca niewiele miejsca i wystarczająca na lata. Nie potrzebuję nawet specjalnych butów, bo ćwiczy się boso. Dzięki temu joga jest idealnie minimalistyczna i w zasadzie darmowa — idealna, jeśli ktoś oszczędza, tak jak ja.

*

Fun fact. Rodzina kupiła mi karnet na zajęcia jogi, ale poszłam tylko raz. Choć prowadząca była bardzo miła, uduchowiony klimat zajęć i prikaz relaksowania się w określonych momentach i przez konkretnie ustalony czas mi nie leżał. A, i okazało się, że pijąc wodę przed zajęciami, robię ogromny błąd, bo gaszę wewnętrzny ogień (serio, tak powiedziała prowadząca). Karnet trafił na dno szafy, a moje zajęcia z jogi — do kolekcji rodzinnych anegdotek.

Więc ćwiczę sama. I polecam każdemu.

6 thoughts on “6 rzeczy, za które lubię jogę — co daje joga?”

  1. Cały klimacik tego duchowego uniesienia jest dla mnie tragiczny, ale co kto lubi. Ja tam wolę zjeść kolejne ciastko i już raz w tym roku biegałem ;)

  2. Po każdym rodzaju ćwiczeń masz banan na twarzy do końca dnia. ;)
    Można mówić, że jogę uprawiamy tylko dla fizyczność, ale wedle zasad jogi i ogólnego założenia jej twórców, tak nie jest i nie bardzo mi ta kwestia odpowiada.
    1. To daje absolutnie każdy rodzaj efektywnego treningu. Sprawdzałam wiele dyscyplin, działają wszystkie.
    2. To również dotyczy każdej dyscypliny sportowej.
    3. Jak wyżej.
    4. Obserwuję te wrażenia podczas ćwiczeń innych niż joga.
    5. To daje każde hobby.
    6. Pierwszą matę kupiłam po dziesięciu latach przygody ze sportem. Nie trzeba mieć do gimnastyki niczego więcej.

    1. No nie, ja nie mam. :) Dlatego sporo czasu mi zajęło, zanim znalazłam coś, co naprawdę sprawia mi przyjemność. Wiem, że niektórym osobom każdy rodzaj aktywności fizycznej daje mnóstwo radości, ale to nie działa u wszystkich.

      Zdaję sobie sprawę, że joga to ćwiczenia + duchowość, ale myślę, że nikt się nie obrazi, że wybrałam sobie z niej te elementy, które mi pasują. I tak dają mi więcej, niż jakiekolwiek inne ćwiczenia, więc to dla mnie duży, duży plus.

  3. Może rzeczywiście ćwiczenie samemu to jest to – ja na jogę poszłam dwa razy, razem z koleżanką, wielką pasjonatką. Pierwszy raz był koszmarny – niby byłam na grupie dla początkujących, ale wszyscy już tam się znali, a ja byłam nowa i czułam się jak najgorsza z w-fu uczennica w klasie, a prowadząca co chwila odwracała się w moją stronę i pytała „a czy pani Joanna sobie radzi”, „może to ćwiczenie jest za trudne dla pani Joanny”? :D Trauma na długi czas. Ale pomyślałam, jeden raz mnie nie zniechęci, następnym razem pójdzie lepiej. Poszłam w inne miejsce, również na grupę teoretycznie dla początkujących. Tym razem byłam tym najbiedniejszym uczniem w prywatnym szkole, wyśmiewanym przez elitę – wszyscy mieli własne maty, jakieś hiperwypasione akcesoria (pierwsze słyszałam, że do jogi potrzebne są jakieś akcesoria!), a ja musiałam korzystać z tych szkolnych. Niby grupa dla początkujących, ale dostałam zadyszki jeszcze szybciej niż poprzednio i zamiast się zrelaksować, czułam się strasznie nieszczęśliwa. A na kolejne zajęcia nie poszłam, bo na tych drugich coś sobie zrobiłam w nogę i wylądowałam w bandażu i na rehabilitacji :D Od tamtej pory omijam szerokim łukiem, ale może kiedyś…

    1. Kurczę, powiem Ci, że ja też miałam dziwne przejścia ze szkołą jogi – trafiłam tak, że na zajęciach grupowych byłam sama, bo akurat nikt nie przyszedł (zima, okres grypowy itd.). Więc było dziwnie, pani cały czas stała „nade mną”, także była presja i jakaś taka ciężka atmosfera. Może przez to, że ja się stresowałam, może ona była niezadowolona, że nikt inny nie przyszedł. Ale też czułam się jak ta najsłabsza osoba na wfie i więcej nie poszłam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *