miejskie legendy
Lifestyle

Trupi jad i czaszka na haczyku. Miejskie legendy, cz. 1.

Każde miasto i wieś ma swoje legendy i ciekawe historie, przekazywane z ust do ust i działające na wyobraźnię. Lubicie takie opowieści tak bardzo jak ja?

Wystarczy dziesięć minut piechotą i jestem nad Frydkiem, jednym z trzech naszych jezior. Nazwa wzięła się chyba od tej niemieckiej, którą do końca XVIII wieku określano miasto – Frideck. Co ciekawe, oznacza „spokojny zakątek”. Dziwne określenie jak dla jeziora położonego między dwoma cmentarzami. I chyba właśnie to umiejscowienie sprawiło, że narosło wokół niego tyle różnych historii.

Lubię Frydka. Jest nad nim spokojnie i malowniczo, ale wieczorem trochę przerażająco. Niektórzy się w nim kąpią, inni zdecydowanie tego unikają – mówi się, że w wodzie jest trupi jad. Słyszałam nawet historie, według których na dnie znajdują się nagrobki z czasów, kiedy woda podchodziła aż pod cmentarze. Czy tak było? Nie wiadomo.

To nie koniec spekulacji na temat Frydka.

Na jego dnie podobno jest zatopiony czołg, według innych wersji – to samolot. A może obie są prawdziwe? Słyszałam o mężczyźnie, który kilkanaście lat temu wyławiał z dna niemieckie karabiny i hełmy. Innym razem chłopiec łowiący ryby podobno wyciągnął na haczyku ludzką czaszkę. Ile w tym prawdy? Sądząc po okolicy, pewnie całkiem sporo, tym bardziej, że dziwnych historii związanych z tym jeziorem jest więcej. Mnie zawsze urzeka około metrowy, betonowy Orzeł Biały, nazywany przez mieszkańców „orzełkiem”. Skąd wziął się na skarpie nad jeziorem?

Bardziej niezwykłe legendy zazwyczaj dotyczą popularniejszego jeziora Zamkowego i ruin zamku znajdujących się tuż obok. Jestem tam prawie każdego dnia, ale na ruiny mieszkańcy chodzą raczej rzadko, zupełnie, jakby odwiedzanie tego miejsca z jakiegoś powodu było nieprzyjemnym doświadczeniem.

Z zamku prowadzi podobno podziemny tunel, biegnący dnem jeziora aż do pobliskiego Cymbarku (lub Radzynia). Znalazłam zaskakującą informację, że kilkanaście lat temu pewien mieszkaniec odnalazł tunel i przeszedł nim dwadzieścia metrów w głąb, ale rumowisko uniemożliwiło mu dalszą podróż*. Mówi się, że w tunelu są ukryte ogromne skarby, ale nie są pozbawione opieki. Strzeże ich czarny pies o płonących oczach.

To tylko wierzchołek góry lodowej. Mamy na przykład „własną” Panią Jeziora, ale o tym opowiem Wam innym razem. Znacie historie dotyczące Waszego regionu? Może warto się za takimi rozejrzeć?


*http://archiwum.wabrzezno.com/portal.php?aid=12625887034b41931f4c2d0 (25.08.2015)

czarna czarna ton baner

1 thought on “Trupi jad i czaszka na haczyku. Miejskie legendy, cz. 1.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *