Książki

Lato leśnych ludzi – inspiracja na lato

Zupełnie przez przypadek przeczytałam tę książkę, ale nieprzypadkowo stała się jedną z moich ulubionych.

Kiedy piszę ten tekst, jeszcze pachnie mi puszcza. Najpierw wczesnowiosenna, budząca się do życia, potem tętniąca życiem, a pod koniec – przygotowująca się do snu, otulona w zapach grzybów i brzęczenie pszczół nad wrzosami. Zakochałam się bez reszty (ale myślę, że mój facet to zrozumie). Przypomniało mi się czytanie książek w dzieciństwie, gdy w każdą historię angażowałam się całym sercem. Lato leśnych ludzi tak na mnie podziałało i kończyłam tę książkę bez żalu, bo wiedziałam, że za parę miesięcy przeczytam ją ponownie. A potem znowu. Na przykład na początku lata.

Ta książka jest opowieścią o lecie, które trzech zakręconych miłośników przyrody spędza w leśnej chatce. Ich entuzjazm i fascynacja bardzo szybko udzielają się czytelnikowi, a najprostsze czynności rosną do rangi wydarzenia, które zasługuje na opisanie. Ustalony rytm życia leśnych ludzi burzy pojawienie się siostrzeńca jednego z nich.

 „– Proszę pana, to jest, proszę Pantery, i wam wcale tu nie straszno? Tak samym?
– Tu jest moc mieszkańców. Ot, posłuchaj: beczy kozioł, bełkoce cietrzew, żaby rajcują, błotniaki wszystkie wrzeszczą. Tu więcej życia niż w mieście.
– Ale ludzi nie ma!
– No to właśnie najbezpieczniej.”

Lato leśnych ludzi jest króciutkie (a szkoda) i czyta się je zaskakująco szybko. To jedna z książek, przy których się odpoczywa, bo las i sposób życia bohaterów narzucają zupełnie inny rytm. Każą zwolnić na chwilę, skupić się na szczególe i na codziennych czynnościach. A przy okazji nie nudzimy się ani na chwilę, porwani energią dnia w samym sercu puszczy.

Uwielbiam tę książkę za radość, którą w sobie zawiera i za niezłomność bohaterów dającą pozytywnego kopa. A przede wszystkim za brak cynizmu i ironii, którymi dziś tak łatwo traktować osoby myślące trochę inaczej niż my. Leśni ludzie to bratnie dusze wszystkich miłośników natury. Zimę spędzają w mieście, ale nawet tam znajdują najmniejszy drobiazg, który przypomina im o puszczy. Prawdziwe życie pełną piersią zaczyna się jednak latem.

„– Nie ma tu nic strasznego, bo nawet jakbyś się utopił, to raz śmierć!”

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ogromna wiedza autorki. Pod jej piórem gęsty las nabierał kolorów i życia, a rośliny i zwierzęta przestawały być bezimienne. Myślę, że Rodziewiczówna musiała naprawdę dobrze znać się na przyrodzie. Zresztą, Wikipedia podpowiada, że pisarka chętnie poruszała temat wpływu cywilizacji na naturę. Myślę, że jeszcze sięgnę po jej książki, bo Lato Leśnych Ludzi zupełnie mnie oczarowało. Chcę sprawdzić, czy w innych powieściach odnajdę serce, które włożyła w tę historię.

Teraz poluję na ładniejsze wydanie, bo to, które mam w domu, woła o pomstę do nieba. Tę książkę chcę mieć w wydaniu wydawnictwa mg i móc odkrywać na nowo pełne radości lato. Mam nadzieję, że kiedyś takie życie stanie się również moim udziałem. Zresztą, myślę, że każdy, kto kocha naturę, pomyśli tak samo podczas czytania Lata leśnych ludzi. Także – sięgajcie, inspirujcie się i marzcie.

„Cisza była tak głęboka, że słyszeli kucie dzięcioła za topielą, brzęk pszczół żerujących na kruszynach i bicie swych serc. Nie odzywali się. Czasem Rosomak stawał i pokazywał to gniazdo rzadkie, to kwiat, to wiewiórkę na świerku, to sowę przytuloną do pnia i prawie niewidzialną, to lelka złożonego we śnie jak sęk drzewa. Tak szli, czytając księgę lasu.”