książki z dzieciństwa

Tylko dziecko może z równym zaangażowaniem czytać o zagrożonych gatunkach zwierząt z Ameryki Południowej, psie, który wynajmuje pokój w hotelu i morskich katastrofach. Uwielbiałam morskie katastrofy.

Jestem przekonana, że książki z dzieciństwa zostawiają ślad na całe życie. Mam wrażenie, że wtedy, mimo znacznie mniejszego doświadczenia, chłonęłam książki wszystkimi zmysłami, bez krytycznego dystansu. Wracałam do nich wielokrotnie i bardziej skupiałam się na lekturze, bo nie miałam w perspektywie kilkuset tytułów, które także chcę przeczytać. Najczęściej książki towarzyszyły mi przed snem, razem z lampą kreślarską, o której pisałam w tym tekście. Pamiętacie, że oświetlenie do czytania jest bardzo ważne?

Długie ramię lampy kreślarskiej zaglądało mi przez ramię wieczorami, bo w ciągu dnia chętniej czytałam, siedząc na podłodze. Jedną z rzeczy, które pamiętam szczególnie dobrze, było to, że nie potrafiłam zasnąć, gdy skończyłam jakąś książkę. Gdy zdarzyło mi się dokończyć lekturę przed snem, musiałam wstać z łóżka i wziąć z półki cokolwiek, a potem przeczytać choć jedną lub dwie strony, byle tylko rozpoczęta książka leżała na szafce nocnej, trochę jakby stała na straży. A byli to strażnicy doprawdy… ekscentryczni.

Atlasy ze zwierzętami

Mam wrażenie, że to dzięki nim pokochałam książki – bo pozwalały mi odkryć świat, na którego poznaniu bardzo mi zależało. Nawet, jeśli ilustracje były czarno-białe, a opisy stanowiły suchą notkę o biologii danego gatunku, pożerałam te książki pasjami. Nie były w stanie mnie znudzić ani opisy tego, w jaki sposób wymarły tury, ani dieta kaczki mandarynki. Mogłam popełnić błąd, robiąc laurkę dla mamy, ale nazwy gatunków zapisywałam bezbłędnie. I do dziś odczuwam niepokój na myśl o wilku grzywiastym, bo pewnego dnia przestraszyłam się jego zdjęcia. Brr.

Ferdynand Wspaniały

Psychodeliczna książka z portretem poważnego psa na okładce, który pewnego dnia stanął na dwóch nogach i zaczął zachowywać się jak człowiek. Wynajął pokój w hotelu, jeździł windą i dorożką, jadł w restauracji i nawet wybrał się na wystawę psów jako widz. Później okazało się, że tylko o tym śnił. To była diabelnie dziwna książka i mam wrażenie, że autor musiał ją napisać, bo pękał ze śmiechu na myśl, że jakiś dzieciak będzie ja czytał zupełnie na poważnie. Ja byłam tym dzieckiem.

Dzieci z Bullerbyn

Chyba większość dziewczyn uwielbiało tę książkę. Generalnie jestem fanką powieści, które zamiast „wyrywać” bohatera z jego codzienności, skupiają się właśnie na niej. Sielskie wakacje na wsi, grupka bliskich przyjaciół i rodziny – to coś, z czym utożsamiałam się w 100%, a atmosfera książki niesamowicie poprawiała mi humor.

Magda, Paweł i Ty

Tę książkę lubiłam na podobnej zasadzie, co Dzieci z Bullerbyn. Beztroskie wakacje na wsi lub w lesie i przygody, które z tego wynikają. Na dodatek w książce były zadania do wykonania: trzeba było rozwiązywać rebusy lub rysować. Cała moja klasa dostała tę książkę na zakończenie roku w drugiej klasie szkoły podstawowej i myślę, że to był świetny prezent. Kiedy moja mama (nauczycielka klas 1-3) parę lat temu wręczyła takie książki swoim uczniom, przeczytały je chyba dwie osoby. Nie mogę tego pojąć.

Przygody Liska na morzu

Lisek z kumplem Osiołkiem wyrusza w podróż, żeby zobaczyć morze i odszukać autora książeczki, której są bohaterami. Osiołek po drodze się wykrusza, bo znajduje łąkę pełną ostu i postanawia na niej zostać (ważna nauka o tym, czy ważniejsi są przyjaciele, czy jedzenie), ale Liskowi to nie przeszkadza, bo nad morzem poznaje Delifnka. Książka jest pełna absurdalnego humoru, uroczych i niedorzecznych sytuacji, a przy tym jest bardzo ciepła, urocza i pełna akcji. Szkoda, że nie zyskała w Polsce większej popularności.

Przypadki Robinsona Cruzoe

No przecież to idealna książka dla dzieci! Znajdzie się tam trochę o śmierci na morzu, zabijaniu kóz i sianiu zboża. Zanim była moją lekturą w szóstej klasie, zdążyłam ją przeczytać cztery razy i bardzo długo wymieniałam ją jako jedną z ulubionych powieści. Chciałabym przeczytać ją ponownie, ale trochę się boję, że to już nie będzie to samo.

Ania z Zielonego Wzgórza

Czy kogoś zaskakuje, że ten tytuł znalazł się w zestawieniu książek z dzieciństwa? Mam ogromny sentyment do tej historii. Pamiętam swoje wrażenie, że w głównej bohaterce odnalazłam bratnią duszę i to, że czytałam tę książkę u babci na wsi. Najlepsze, że nigdy nie przeczytałam całej serii, więc teraz zbieram cykl o Ani w starym wydaniu, by poznać go od deski do deski. Serial Netflixa na podstawie książki wielbię i hołubię.

Zew krwi i Biały Kieł

Jack London do dziś jest moim ulubionym pisarzem. Tworzył takie powieści, które w dzieciństwie lubiłam najbardziej i do dziś mam do nich ogromną słabość: pełne przygód, niezłomnych i odważnych bohaterów oraz dzikiej przyrody. Zew krwi i Białego Kła uwielbiałam za przedstawienie przyjaźni ze zwierzętami. Nie jestem pewna, czemu książki o brutalnych traperach są polecane jako lektury dla dzieci, ale to dla mnie ważne, że znalazły się w moim życiu.

Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa

To nieco nowsza lektura i czytałam ją na początku gimnazjum, trzy razy, w tym raz na wakacjach nad jeziorem. Rozkładałam dmuchany materac przed domkiem letniskowym i kiedy wszyscy szli nad jezioro, mogłam czytać godzinami. Tak, to były zdecydowanie udane wakacje. :) Niedawno wróciłam do tej serii (ma kilkanaście części!). Bardzo cenię ją za humor i niesamowite pomysły, ale właśnie ta część, którą poznałam jako pierwszą, podobała mi się najbardziej

*

Jakie książki pamiętacie ze swojego dzieciństwa? Tak jak w moich, były w nich podróże statkami, traperzy, psie zaprzęgi i psychodeliczne zwierzęta zachowujące się jak ludzie, czy raczej wybieraliście coś normalniejszego? ;)

*

Wpis zawiera link sponsorowany sklepu Intelin, który przypomina, abyście dbali o wzrok podczas czytania!