ebooki
Książki i pisanie

Ebooki to zło?

Jakie to irytujące, że zawsze znajdą się maniakalni fani zapachu farby drukarskiej, którzy uparli się, by narzekać na świetne wynalazki.

Wystarczy tylko, że ktoś rzuci pytanie, by nawiązać rozmowę: co lepsze? Ebooki czy książki tradycyjne? Tyle wystarczy, by wśród spokojnych, kulturalnych (i oczytanych, oczywiście) ludzi wywołać zażartą dyskusję – o tyle zabawną, że bierze w niej udział tylko jedna strona.

Najlepsze jest to, że zwolennicy książek elektronicznych po prostu powiedzą, co preferują. Dla przeciwników postępu natomiast takie pytanie to woda na młyn. Zaczyna się rzucanie absurdalnymi tezami i zbijanie dużo lepszych argumentów drugiej strony. Spójrzcie, co najczęściej wymieniają jako zalety książek.

Zapach.

To wkurza mnie najbardziej. Złoty domek osobie, której kupione w Empiku książki pachną jakoś szczególnie kilka miesięcy po zakupie. No i kwestia lektur z biblioteki – czy zażarci zwolennicy tradycyjnych książek naprawdę lubią wąchać te egzemplarze? Sama przyjemność, zwłaszcza, jeśli przed nami czytał książkę nałogowy palacz. I tak szczerze – serio podchodzicie codziennie do biblioteczki i zaciągacie się tym zapachem? Nie przesadzajcie, ten argument jest żenujący.

Faktura papieru, wygląd, dotyk, tusz, magia(!)

No faktycznie, biją na głowę natychmiastowy dostęp do zakupionej pozycji, brak problemów z dodatkowym bagażem podczas wyjazdu, łatwość czytania w każdej pozycji i możliwość regulowania wielkości fontu. Słyszycie siebie?

Mogę kolekcjonować książki.

Uczynić z nich obiekty kultu, których nie pożyczę absolutnie nikomu, a one będą zbierały kurz i zajmowały miejsce, bo i tak już nigdy do nich nie wrócę. Bo właściwie okładkę mają lepszą niż wnętrze, ale przecież nie powiem tego głośno.

Bo nie czytałem ebooków.

Dlatego z miejsca ich nie lubię. Co prawda czytałem na tablecie, ale nie dam sobie wmówić, że czytnik to co innego. Ot, takiego otwartego człowieka uczyniły ze mnie książki. Dumny sem z tego!

Smutno czyta się tak durne argumenty pisane przez miłośników literatury. Ci zagorzali fani tradycyjnego czytania już wiedzą, że są na przegranej pozycji w kwestii rzeczowych argumentów, dlatego bronią się jak lwy. Co z tego, że wypada to komicznie.

Mam propozycję dla fanów zapachu farby drukarskiej, „magii” płynącej z jednego egzemplarza spośród kilkuset tysięcy takich samych i zagraconego pokoju. Czytajcie sobie książki papierowe. I zaakceptujcie, że inni lubią ebooki. Treść jest dużo ważniejsza niż nośnik. A jeśli nie, to może w ogóle cofnijmy się do ręcznego przepisywania ksiąg na pergaminie?

62 thoughts on “Ebooki to zło?”

  1. No ja właśnie czytac będę ale się boję o oczy xD mam słaby wzrok i mnie bolą oczy od ekranu tableta xD

    1. Właśnie o to chodzi: na czytniku możesz powiększyć czcionkę, żeby nie męczyć oczu. Czytnik nie świeci, nie emituje niebieskiego światła. Tekst wygląda jak farba drukarska na papierze lub hmm… wyświetlacz kalkulatora. Pożycz od kogoś czytnik (nie tablet!) i wypróbuj przez 1 dzień. To najlepszy test.

  2. Ja osobiście wolę papierowe książki, bo mi szybko oczka się męczą i jakoś tak przywykłam już do papieru :) Ale zdecydowanie się zgadzam i popieram – każdy woli to co woli. No i bez różnicy kto jak woli, ale ważne by czytać!

    1. Czytnik nie męczy oczu – nie jest to ekran LCD, a nawet w modelach z podświetleniem jest ono umieszczone w ramie czytnika, a nie pod ekranem (jak w LCD), przez co „nie daje po oczach”. I mówię to jako osoba, która „obaliła” ponad 600-stronnicowe tomiszcze w trzy dni – na czytniku właśnie.

  3. Odkąd jestem w posiadaniu czytnika e-booków , nie odstępuję go na krok. Jest mały, lekki, a pomieści kilkaset książek. Owszem, czasem kiedy jestem w Empiku mam ochotę kupić sobie książkę, bo zapach, faktura, ale jak patrzę na cenę książki – 40 zł, a wiem, że mogę ją mieć znacznie taniej na ebooku to dziękuję. W dodatku nie muszę dźwigać cegły, która nota bene zajmuje mnóstwo miejsca. Zamiast ton książek – jeden czytnik. Proste!
    Oczywiście nie mam nic do fanów papierowych książek, bo każdy woli co woli. Ale tak jak zostało napisane – liczy się treść książki, nie jej forma.
    Chciałam tylko wspomnieć, że od czytnika wcale nie bolą oczy. Ekran nie jest podświetlany, więc w tym wypadku ekran=kartka papieru. Także nie jest to nic złego!

  4. Ta wojna o czytanie książek i e-booków jest dziwna. Osobiście zawsze opowiadamy się za książkami papierowymi, choć nie mamy nic przeciwko wersjom elektronicznym. Gdy zajdzie taka potrzeba czytamy na tablecie i jest w miarę ok. Obie formy mają swoje plusy i minusy i trzeba być zaślepionym, by być przywiązanym tylko do swojej formy.

  5. Jako wielka fanka literatury jednocześnie zgadzam się z przedstawicielami i jednego i drugiego. Uwielbiam kolekcjonować książki jednak gdy wybieram się w podróż zabieram tylko ebooki, ewentualnie potrzebne mi egzemplarze których nie mam w wersji elektronicznej. W domu natomiast preferuję książkę papierową. O wiele mniej męczy mi się wzrok i łatwiej mi się ją czyta. Wydaję mi się że nie powinno się rezygnować z jednego na rzecz drugiego. Obie strony mają swoje plusy i minusy. A najbardziej i tak powinna liczyć się treść.

  6. Chciałabym umieć czytać e-booki. Ale po prostu mi trudno się przyzwyczaić do takiej formy, ciężko mi się skupić i dość szybko męczą mi się oczy. No i uwielbiam mieć ulubione książki na półce, móc na nie patrzeć. Aczkolwiek dostrzegam zalety czytników, bardzo by mi ię przydał teraz, kiedy zaczynam studia i będę chciała brać ze sobą coś do czytania…tak więc bardzo możliwe, że niedługo mimo wszystko spróbuję się przekonać.

    1. Widziałam już parę przypadków, kiedy osoby mówiące, że nie polubią ebooków, zamawiały swojego Kindla i się zakochiwały bez reszty. :D Zresztą, sama byłam jedną z nich. :)

        1. Nie na amazonie, mój tata prowadził sklep komputerowy i po prostu zamówił z hurtowni. Jest fajna strona: swiatczytnikow.pl – na niej są chyba wszystkie możliwe informacje. :)

    2. Argument o męczeniu oczu jest najbardziej chybiony, jesli chodzi o czytniki :) Nie tylko czytnik nie świeci, ale daje możliwość dopasowania wielkości liter do własnych preferencji. Dzięki temu mogłam czytać nawet po wyjściu od okulisty, który zakropił mi oczy – ustawiłam sobie ogromne litery i problem z głowy. A to nie jedyny pozytywny wpływ na nasze zdrowie: odkąd czytam ebooki, mam dużo lżejszą torebkę, a moje plecy są przeszczęśliwe. Mało tego, czytanie booków nie przeszkadza mi wcale w kolekcjonowaniu książek. Można przecież robić i jedno, i drugie.

  7. Ja zawsze byłam za papierowymi książkami i po ebooki rzadko sięgałam (i rzadko sięgam), ale uważam, że nie ważne jak czytane, ale ważne, że w ogóle czytane są książki. Są gusta i guściki. ;) Jakby ludzie byli tacy sami to byłoby nudno na świecie ;)

    A co do Twoich argumentów to, tak lubię wąchać książki (nawet te z biblioteki, z której korzystają nałogowi palacze), tak lubię „macać” książki i tak lubię kolekcjonować książki i posiadać je nawet jeśli tylko okładka mi się spodoba, a treść nie za bardzo, i nawet lubię wycierać z nich kurze. :D ;)

    Książki są jak placki ziemniaczane. Niektórzy jedzą je z cukrem, a niektórzy z gulaszem. Ale nie patrzmy innym w talerz i nie krzywmy się co je sąsiad. Ważne, żeby smakowało jedzącemu :D

  8. Niby wszystko fajnie, niby prosisz o akceptację jednak piszesz dosyć agresywny tekst (a przynajmniej ja go tak odbieram). Ebooki też nie są idealne, niosą za sobą wysokie koszty zakupu czytnika a same ebooki są zazwyczaj niewiele tańsze od książek chociaż nie ponosi się przecież kosztów transportu i druku. Czytanie książek nie oznacza staroświeckiego podejścia do tematu. Sama jestem zwolenniczką tradycyjnych książek chociaż dostrzegam ich wady- chociażby to ile zajmują miejsca w mojej walizce podczas wyjazdu. Rzadko sięgam po ebooki, głównie ze względu na to, że nie posiadam tabletu ani czytnika ebooków a czytanie z małego ekranu telefonu lub laptopa jest po prostu dla mnie niewygodne. Korzystam jednak z elektronicznych wersji książek potrzebnych mi na studiach ponieważ ułatwia mi to poszukiwanie w nich informacji.

    1. Jak mi ktoś mówi, że e-booki są niewiele tańsze od książek papierowych, to zaraz mi się uśmiech na twarzy pojawia i przypominają wszystkie e-booki kupione za 50-90% ceny wyjściowej (bo tylko takie kupuję:)). Jestem świadom, że na papier też są od czasu do czasu rabaty, natomiast nie takiego stopnia i nie w takiej ilości. Pozdrawiam

      1. @docleafock:disqus czasem ebooki naprawdę są absurdalnie drogie, ale od czego jest internet? Np. Upoluj Ebooka – świetna porównywarka cen. :) No i sporo darmowej klasyki na Wolne Lektury to ogromny plus. :)

          1. Tego tez nie rozumiem, natomiast patrząc na praktyczna stronę to właśnie poprzez upolujebooka płacę od 10 do 15 zł za książkę i to juz jest ok:).

          2. Cena ebooka musi być wyższa – przez głupie prawo. Od książek papierowych w cenie płacimy 5% podatku VAT. Od tego samego tytułu w wersji elektronicznej państwo życzy sobie już 23% VAT. Jest różnica?

  9. Niby twierdzisz, że zwolennicy ebooków tylko mówią, co preferują, a rzucasz się na tych, co wolą książki papierowe jakby co najmniej rodziców ci wymordowali. Tak, wolę książki papierowe, ale nie mam zamiaru się z tobą kłócić, ani z innymi zwolennikami książek elektronicznych. Dlaczego? Bo mam głęboko gdzieś, jak wolicie czytać, nie zmieni to tego, w jakiej formie ja czytam. Napisałaś na koniec coś podobnego, a jednak ten post sam się nie napisał. Nawet zacytuję: „Czytajcie sobie książki papierowe. I zaakceptujcie, że inni lubią ebooki”.<— Przyganiał kocioł garnkowi. W takim razie ty też zaakceptuj, że inni wolą książki papierowe, nie ważne, czy mają błahe powody (błahe nie znaczy głupie równie dobrze mogłabym powiedzieć, że wasze argumenty są głupie tylko dlatego, że stoję po drugiej stronie), czy bardziej rzeczowe (magia płynąca z papieru, której nie da się poczuć przy ebooku, ani nawet słowami opisać, czy np. że niektórych od czytania długich tekstów na ekranie zaczyna boleć głowa, w odróżnieniu od papieru – spotkałam się z wieloma takimi przypadkami) nie pisz takich postów, bowiem tylko sama się pogrążasz i pokazujesz siebie – przedstawiciela nieskazitelnych wielbicieli eboków ze złej strony, którą pokazywałaś tylko u wielbicieli książek papierowych.
    Założę się, że (zakładając, że w ogóle doczytasz ten komentarz do końca) zaczniesz bronić się swoimi (zobacz, jestem niby w tej kwestii po drugiej stronie, a nie zakładam od razu, że będą głupie lub absurdalne – da się? A da) argumentami. Chyba, że postanowisz zignorować albo nawet usunąć, bowiem pewnie nie takich komentarzy oczekiwałaś pod tym postem.
    Jeśli jest inaczej, źle sobie Ciebie zilustrowałam dzięki temu postowi to przepraszam (o ile naprawdę tak jest), zwracam cały honor. Wiedz, że nie tylko Tobie łatwo jest innych szufladkować.
    Pozdrawiam

    1. Cześć, Magie! Zadaniem posta było przede wszystkim wywołać emocje i cieszę się, że mi się udało. :) Zauważ, że krytykuję sposób, w jaki niektórzy zwolennicy książek tradycyjnych forsują swoje poglądy, a nie samą formę. Również uwielbiam książki papierowe. :)

      Pozdrawiam Cię serdecznie!

    2. Czym innym jest porównywanie książek papierowych do ebooków czytanych na komputerze czy smartfonie (latarki świecące w oczy), a CAŁKOWICIE czym innym porównywanie książki do e-czytnika (który nie wywołuje żadnych bólów, bo nie świeci).

    3. O rany wiedziałam, że taki post się pojawi…. Kocham książki papierowe i kocham e-booki. A Ty po prostu obraziłaś autorkę…. zupełnie niepotrzebnie. Już po tym, że piszesz o czytaniu na ekranie i łączysz to z bólem głowy widać, że nie masz pojęcia o czytaniu na czytniku. Więc się nie zaperzaj tylko spróbuj. Polecam Kindla

  10. Być może jestem materialistką, ale po prostu lubię mieć książkę w rękach i przewracać strony. E-booki to cudowna rzecz, niestety czytanie na telefonie mi kiepsko idzie i nie umiem się na tym skupić… Wydaje mi się jednak, że zacznę odkładać na Kindle’a (po 18. urodzinach). Może mi nie podziękuje portfel, ale na pewno plecy, bo nie będę musiała nosić za sobą książki (np. 600 stron), co akurat mam na nią tak okropną ochotę.
    Poza tym czy ważne jest w jakiej formie czytamy? Nie wydaje mi się. :D

    1. W ogóle nie jest ważne! Właśnie o tym mówię. :) Mnie Kindle uratował na studiach – mam w nim lekturę na zajęcia, lekturę do czytania na okienku, powieść do czytania w pociągu… Doceniłam to zwłaszcza, gdy na zajęciach z pozytywizmu zaczęliśmy omawiać takie tomiszcza jak Ogniem i Mieczem albo potrzebowałam Lalki, a biblioteka była zamknięta. :)

        1. Zobacz we francuskim markecie z C w nazwie. W gazetce są dwa modele w okolicach 140 zł. :)
          Ja papierowych książek nie byłem fanem, z prozaicznej przyczyny. Wada wzroku i tycia czcionka. Dlatego większość porzucałem, no chyba że było to coś naprawdę wow lub musiałem przeczytać lekturę do szkoły.
          Mam taniego polskiego-chińczyka jednak z e-ink czy inną temu podobną technologią i już wiem, że jedyne co zrobię to przejdę na model/firmę wyżej.

          1. @wiktoriapapala:disqus Super! Pochwal się koniecznie nowym nabytkiem. :) A mój plecak na studia ważyłby pewnie więcej niż ja. :P

            @radekcichocki:disqus – słyszałam o tych badaniach, ale ja nie widzę różnicy – może dlatego, że nie mam np. podręczników w formie elektronicznej, czytam na czytniku tylko powieści, poematy etc.

          2. Jest super, kupiłam ONYXa za 139zł, przy czym jego normalna cena to jakoś około 300. I śmiga aż miło, teraz jeszcze tylko zostało mi do zrobienia kupno etui. :)

      1. Są pewne badania wstępnie sugerujące, że więcej zapamiętuje się z tekstu czytanego z papieru niż z czytnika. Zaznaczam: to wstępne wnioski wymagające dalszych badań. Podejrzewa się, że chodzi o dodatkowe informacje jakie dostaje nasz mózg w przypadku książki papierowej, jakie czerpiemy z grubości książki (namacalne uczucie) oraz lepszego uwidocznienia miejsca, w którym aktualnie jesteśmy w książce.

        1. Czynników może być dużo więcej – na przykład przyzwyczajenie człowieka do czytania papieru – od dziecka z nim przecież obcujemy – ebooki to wciąż młoda rzecz. Na rzetelne badania przyjdzie pewnie czas za kilkanaście lat kiedy czytać będą osoby wychowane dwukierunkowo – na czytnikach i papierze :)

          1. To by było smutne, bo oznaczałoby, że dla nas, „starych”, może nie być już ratunku ;)

    1. Bah, nawet starusieńki Kindle Keyboard ma wystarczającą rozdzielczość by wygodnie na nim czytać.

  11. Ja tez bardzo kocham papierowe ksiazki.Kiedy kupilam e-booka,dlugo do niego podchodzilam,jakos trudno mi bylo sie przyzwyczaic.Ale kiedy przeczytalam pierwsza ksiazke,stwierdzilam ,ze to super urzadzenie .

  12. jako że mieszkam poza granicami Polski czytnik i możliwość szybkiego i taniego kupowania e-booków w polskich księgarniach (bez koszmarnie drogiej i często po prostu nieobsługiwanej przez sprzedawców wysyłko zagranicznej) jest doskonałym rozwiązaniem. Jest jeszcze coś co naprawdę jest doskonałą sprawą – to możliwość podkreślania wybranych fragmentów w książce (z możliwością wpisywania notatek) i późniejsze ich przeglądanie w jednym miejscu lub przerzucenie do komputera – co pomaga szczególnie w mojej pracy… Zawsze uczono mnie by nie pisać w książkach, a ja zawsze miałem ochotę coś zaznaczyć dla pamięci. Gorzej było później to miejsce znaleźć (tym bardziej po dłuższym czasie gdy nie do końca wiedziałem w której książce zaznaczyłem dany cytat)
    Wciąż czytam książki papierowe, i nie mam nic przeciw temu że ktoś woli taką formę czytania, jednak jak słyszę jak niektóre osoby wypowiadają się o wyższości książek papierowych nad e- książkami, równocześnie myląc fakty i nie znając tematu – jest to po prosu chore…

  13. Czytam głównie ebooki na Kindle. Mogę zmienić czcionkę, czytać w ciemności itd. Do tego plik nie zabiera miejsca na półce i mogę zabrać ze sobą bibliotekę.

  14. Nigdy nie wrócę do książek – co nie znaczy, że ich nie lubię. Warto iść z duchem czasu. Zwolennicy „zapachu farby” odejdą jak dinozaury.

  15. Zapomniałaś jeszcze o dwóch argumentach: jak nie będzie prądu to nic nie przeczytasz; książki tradycyjne mogą czasem posłużyć do czegoś innego – podpórka, podkładka, przycisk…

  16. Święta racja i chyba lepiej ubrać tego w słowa nie można było. Też nieziemsko wkurza mnie argument o zapachu tradycyjnych książek, a w wynikach jakiejś ankiety widziałam, że jest on najczęściej wymieniany. Książka to książka, nie ważne w jakiej formie. Niech więc nie czują się lepsi od nowoczesnych czytaczy ci, którzy budują w domach ołtarze z drukowanych tomów.

  17. Hmm… Ja mam doświadczenia zgoła odwrotne – ilekroć ktoś powie, że woli książki papierowe, to zaraz się ebookowcy rzucają i dalej jazda, że to pokolenie musi wymrzeć, idzie nowe, nie zatrzymacie tego itp. Generalnie bardzo zniechęcają swoim zachowaniem. Czytelnicy papierowi, mam wrażenie, w znakomitej większości są poza takimi dyskusjami, nieliczni coś tam opowiadają o tych zapachach, a potem ebookowcy imputują to wszystkim (ja np. czytam mnóstwo ebooków, ale ogólnie wolę papierowe; zapachy mnie tu zupełnie nie obchodzą, ale też mnie wyzywają od wąchaczy).

    1. No widzisz… A ja mam dokładnie odwrotnie – jak ktoś się dowiaduje, że używam czytnika to nawet jeśli temat rozmowy był inny (albo i nie było rozmowy, tylko zauważył czytnik w moich rękach) od razu pada stwierdzenie „papier lepszy!”. I wszyscy patrzą na mnie jak na wariata…

      1. Może to kwestia środowiskowa. Moi znajomi też albo wolą papier, albo jedno i drugie, ale raczej właśnie przedstawiają to jako „ja wolę to”, a nie „to jest lepsze”. Czasem też wymieniamy nawet dość rzeczowe argumenty, choć nie powiem, żeby one kiedyś druga stronę przekonały :)

        1. Ja mam takie doświadczenia jak @waldemarbulkowski:disqus. Naprawdę ktoś mówił, że to pokolenie musi wymrzeć? :D Co w takim razie z osobami, które lubią obie formy? Muszą czuć się strasznie rozdarte… ;)

          1. Tak, o wymieraniu słyszałem wiele razy. My młodzi, technologia, emerytom nie wytłumaczysz etc.
            Często mam wrażenie, że niezależnie od poglądów w temacie, jakość i dobry ton argumentów zależą bardziej od tego, co oraz ile dane osoby czytają, a nie jak.

  18. Problem leży w e-bookach – nie czytnikach – i ludzkiej moralności. Praktycznie każdą książkę wydaną w tej formie możesz sobie ściągnąć z neta „za darmo”. Nikogo nie obchodzi prawo do własności intelektualnej.

  19. Kiedyś byłam jedną z największych przeciwniczek ebooków. Ale to tylko dlatego, że byłam przeświadczona, iż nigdy w życiu ebooka nie tknę, bo to świętokradztwo. Dobrze, że to było kilka lat temu i zmądrzałam. Nie wyobrażam sobie życia bez książek elektronicznych. Gdybym miała na wakacje targać dziesięć książek, to musiałabym wziąć ze sobą dodatkową walizkę albo mniej ubrań czy butów. A tak to ładuje czytnik do torebki z tymi książkami i mam spokój. Poza tym, nikt się dziwnie nie patrzy, jak leżę z tomiszczem na plaży albo wyciągam je z plecaka podczas wspinaczki na szczyt.
    A co do tych wszystkich argumentów zwolenników papierowych książek… Cóż, może były one fajne (inaczej tego nie określę) jakieś trzy lata temu. Ale teraz tylko nowo zakupione podręczniki pachną pięknie. Książki dłużej leżą w magazynach i wietrzeją :(

  20. Lubię ebooki, ale czytam też książki papierowe. Naprawdę bardzo bym chciał przejść całkowicie na czytnik, ale prawdę mówiąc, nie ma on samych zalet. Kiedy czytam papierową książkę, zaglądam do przypisów i często cofam się o kilka kartek, żeby coś sprawdzić. W czytniku jest to mało wygodne. Dlatego teraz, kiedy potrzebowałem książkę, w której chcę mieć szybki dostęp do dowolnych fragmentów, wybrałem jednak wersję papierową.

  21. W czasie przeprowadzki dwa lata temu przeklinałam ilość książek, jaką zgromadziłam przez trzy lata. Zła byłam na siebie i przyznam, że część z tych książek dalej leży w garażu nierozpakowana. Nie przerzuciłam się od razu na czytnik i ebooki, ale dałam im szansę i w sumie teraz po równo kupuję książki na czytnik i te papierowe. Doceniłam mój czytnik podczas ostatniej podróży. W plecaku miałam pełno książek, a mój kręgosłup nie cierpiał. Z drugiej jednak strony jaka była moja rozpacz, kiedy po przebudzeniu sięgnęłam po czytnik, który rozładował się. Nici z porannego czytania. Wszystko ma swoje plusy i minusy. A co do zapachu. Nigdy nie rozumiałam tego argumentu, zwłaszcza nowych książek. Jeszcze w czasach liceum koleżanka powiedziała mi, że nie kupuje używanych książek, bo lubi zapach nowo otwieranych podręczników. Choć moje książki nie pachniały, w kieszeni miałam więcej pieniędzy w tym na książki do czytania.

  22. No nie wiem… pewnie zawsze będzie grupa i za e-bookami i za drukowanymi, nie sądzę, żeby ktorakolwiek grupa kiedyś wypadła z gry. Sama wydałam swoją ksiażkę w wersji elektronicznej własnym nakładem z rozpisani. pl i szczerze załuję, ze jednak też nie zainwestowałam i nie wydrukowałam. No ale może jeszcze się zdecyduję, bo e-booki to jednak nie aż taki szał, wiele osób woli druk :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *