książka to nie jest obiekt muzealny
Książki i pisanie

Książka to nie jest obiekt muzealny

Przez długi, bardzo długi czas dbałam o książki z niemal nabożną czcią. Jeśli pożyczałam je znajomym, to prosiłam, żeby uważać na każdy szczegół. Ale kto nie zmienia zdania, ten trąba. Czy jakoś tak.

Dziś chce mi się śmiać z tego, jak bardzo przeżywałam, gdy ktoś oddał mi książkę z minimalnie zagiętym rogiem, ze złamanym grzbietem, albo gdy kupiłam egzemplarz w księgarni i nie zobaczyłam jakiegoś uszkodzenia. Autentycznie przeszkadzało mi to w cieszeniu się z lektury.

Jednocześnie ze zdziwieniem przyglądałam się ludziom, którzy lubią i cenią książki, a równocześnie potrafią odłożyć je otwarte, włożyć w nie telefon lub inną rzecz zamiast zakładki, wrzucić byle jak do plecaka i nie przejmować się, w jakim stanie wyciągną tę książkę. Potrafią też zakreślić w nich flamastrem fragment, który im się podoba, albo dodać barbarzyńską notatkę na marginesie.

Drugą stroną medalu były piękne bookstagramy z białymi regałami, i stojącymi grzecznie w rządku książkami błyszczącymi nowością. Książkami zazwyczaj nieprzeczytanymi.

Niech żyją!

Porównywałam sobie te dwa obrazy i drugi, ten idealny, wydawał mi się coraz bardziej przygnębiający. Co z tego, że te książki prezentują się tak idealnie, skoro są czytane raz albo w ogóle? Nie po to kończyłam polonistykę, żeby jarać się kolorystycznym ustawieniem książek. Kult rzeczy zaszedł chyba trochę zbyt daleko, bo miłośnicy literatury powoli zapominają, że w tym całym czytaniu to o zawartość książki chodzi. Książka nie ma wyglądać, tylko ma być używana. To jest jej najważniejsze, niezbywalne prawo. Tylko wtedy może robić to, do czego została stworzona – snuć swoją opowieść.

Chciałabym, żebyśmy znów dostrzegli w książkach przenośne pudełka z historiami. Żeby ich okładki były pogniecione od przechodzenia z rąk do rąk, a strony mokre od łez, czasem skropione przez przypadek kawą lub zlepione ulubionym sokiem. Żeby pomiędzy rozdziały zaplątało się źdźbło trawy podczas czytania w parku, a na marginesach rozgościły się dopiski czytelników. Niech książki mają zniszczone grzbiety, niech kartki wytrą się i wystrzępią, ale niech ich historie żyją.

Dlatego nie popełniajmy więcej tego błędu. Książka – jako egzemplarz – jest tylko przedmiotem. Może być ładna, może cieszyć, ale to tylko nośnik historii. I to właśnie jej – historii – należy się nasz szacunek, nasza uwaga i nasze emocje. Fajnie jest dzielić się nią z innymi i wyszukiwać te najlepsze opowieści, a później przepadać w nich do reszty.

*

PS Wiadomo, że rzecz nie dotyczy cudzych książek i egzemplarzy z biblioteki – te zachowajmy w jak najlepszym stanie dla innych. :)

PPS Przeczytaj o książce, nad której wydaniem pracuję!