Blogosfera Książki i pisanie

Czego Jack London nauczył mnie o blogowaniu?

Poszukiwacz złota, poławiacz fok, złodziej ostryg, korespondent wojenny. Jack London. Co go łączy z dobrym blogerem?

Jack to jeden z moich ulubionych pisarzy. Jego książki kojarzą mi się z dzieciństwem i mnóstwem fascynujących lektur, które jeszcze muszę nadrobić. Zawsze wyobrażałam sobie ich twórcę jako kogoś nieprzeciętnego i wyróżniającego się wśród tłumu. Nie zawiodłam się.

London nie był zbyt miły w obejściu. Nie miał też łatwego życia. Ale miał kilka cech, które powinien mieć dobry bloger.

Jedną z największych zalet twórcy jest charyzma, której Jackowi na pewno nie brakowało. Heinold, właściciel baru, do którego pisarz często chodził w młodości, stwierdził:

„[London] Był łagodniejszy od kobiety, ale nie dał sobą pomiatać, choćby gość był nie wiem jak silny. Nieczęsto wdawał się w szarpaninę, wystarczy, że zacisnął szczęki, jak tylko on potrafił, błysnął tymi swoimi płonącymi oczami, i było po sprawie. Bo, widzicie, on nigdy nie blefował.”

Nikt nie ma ochoty słuchać historii kogoś, kto ma ochotę najpierw przeprosić, że w ogóle zabrał głos. Jack nie tylko był obdarzony charyzmą, ale też przyciągał do siebie ludzi. Kiedy z powodu kontuzji leżał w kabinie podczas podróży do Japonii, przy jego łóżku zawsze siedziało kilku dziennikarzy, którzy chcieli z nim rozmawiać. London pisał do żony:

„Po wypadku myślałem, że będę miał mnóstwo czasu na czytanie, ale nie zostawili mnie samego na tyle długo, abym mógł przeczytać bodaj jedną linijkę.”

Przy okazji był pewien swoich sił i możliwości. Podróżując żaglowcem, zapomniał części map, więc sam napisał brakujący logarytm, który doprowadził go do celu. Jako poszukiwacz złota parokrotnie ryzykował życie, by wyprzedzić innych podróżnych i zyskać przewagę. Wykorzystał swoją wiedzę i doświadczenie i poradził sobie.

Ile razy masz ochotę rzucić pisanie bloga z tysiąca różnych powodów? Jedną z rzeczy, które w Jacku spodobały mi się najbardziej, było właśnie przeświadczenie, że uda mu się tylko dlatego, że tego chce. Wydawnictwa odrzucały go setki razy. Czy się zraził? Ani trochę. Stwierdził:

„Pozostanę wierny memu pisaniu. A wydawcy będą musieli je zaakceptować, czy chcą tego, czy nie.”

Wkrótce potem stał się jednym z najsławniejszych amerykańskich pisarzy i tysiące ludzi zaczytywały się w powieści Zew krwi. Nie pytał „przepraszam, czy mogę odnieść sukces?” Po prostu uznał, że tego chce i go osiągnął.

Ogromnie podziwiam dystans, jaki London miał do swojej osoby i tekstów. Potrafił żartować z nich, jednocześnie dając prztyczka tym, którzy zaszli mu za skórę. Jako korespondent wojenny w Japonii spotkał się z absurdalną sytuacją – nie został wpuszczony na teren działań wojennych. Zirytowany otwarcie kpił z własnych reportaży:

„WAŻNE! KOLEJNA UDRĘKA! W podkoszulku złapałem przed chwilą pięć wszy. To znaczy, ja zobaczyłem, a Manyoungi je złapał. […] Wszy doprowadzają mnie do szaleństwa. […] Jak ja mam, na Boga, w takich warunkach pisać!”

Przy okazji potrafił świetnie wykorzystać każde wydarzenie. Miał świadomość, że wszystko może być tematem i korzystał z tej wiedzy regularnie. Swoje przygody i przeżycia opisywał w powieściach. A kiedy nie został dopuszczony do źródła informacji, napisał… właśnie o tym.

„DLA JAPOŃSKICH OFICERÓW WSZYSTKO JEST TAJEMNICĄ WOJSKOWĄ”

Bardzo podziwiam systematyczną pracę Londona. Codziennie przed południem pisał tysiąc słów, a później zajmował się innymi rzeczami, na przykład prowadzeniem rancza, na którym chciał hodować eukaliptusy. Jeśli miał gości – nie mogli mu wtedy przeszkadzać. Pisał też w podróży. Nie szukał wymówek, traktował to jak pracę do wykonania. Tysiąc słów to nie jest szczególnie dużo, a jego samodyscyplina jest zdecydowanie warta naśladowania. W taki sposób napisał 23 książki i kilkadziesiąt opowiadań lub szkiców.

London wielokrotnie naraził się stróżom prawa. Jednak jeśli racja była po jego stronie, walczył o nią. Jak często odpuszczamy i rezygnujemy z walki o swoje z obawy? Jack, niesłusznie oskarżony, nie cofnął się przed grożeniem sędziemu w prasie:

„Z wysokości swego malutkiego piedestału, osłonięty powagą i przepychem prawa, mając za sobą policyjne pałki […] i moc skazywania za obrazę sądu… uznał Pan za stosowne upokorzyć mnie. Ale uważaj Pan, bo pewnego dnia, tak czy inaczej, postawię Pana przed obliczem prawa. […] Dopadnę Pana… i oddam pod pełny osąd prawa.”

Charyzmatyczny, zdeterminowany, przyciągający ludzi, pracowity. Jestem pewna, że te cechy pomogły mu odnieść sukces. Jack London jest dobrym wzorem dla blogerów i innych twórców, a dla mnie – nie tylko świetnym pisarzem, ale też wyjątkowym człowiekiem. Chętnie zajrzałabym na jego bloga, a Wy?

*Tekst powstał na podstawie biografii: Wilk. Szlaki życia Jacka Londona J. L. Haley


Chcesz być na bieżąco? Super!
Wystarczy, że polubisz facebooka Partyzantki!