Lifestyle

Nie mogę słuchać, że im się nie chce

Zawsze, ale to zawsze znajdą się w naszym otoczeniu wysysacze energii, którym nie chciałoby się nawet wyciągnąć ręki, gdyby ktoś dawał im milion dolarów.

Siódma rano. Półprzytomna człapię do stajni, przynoszę sprzęt (oczywiście cały naraz, kto by chodził dwa razy). Nie mam ochoty dziś pracować, przeżywam osobisty weltschmertz, bo musiałam wstać, jest zimno i błoto, a koń zgrzyta zębami ze złości na powitanie. Jak słodko. I kiedy myślę, że gorzej być nie może, że nie ma opcji, zaraz zalegnę w stodole na sianie i nikt nie zobaczy mnie do końca dnia, słyszę zrezygnowany głos koleżanki:

– Tobie też się tak nie chce?

W tym momencie umieram wewnętrznie. Koniec aktu.

*

Przyjechałam na zajęcia, co zajmuje mi 1,5 godziny. To jedyne ćwiczenia w tym dniu, więc trochę bez sensu, ale wiecie, stay positive, bo przecież nie musiałam wstać rano do pracy w kopalni, tylko przyjechałam na lekkie zajęcia, na ładny wydział, gdzie spotkam miłych ludzi. Hehe. Więc stoję sobie i myślę, że spoko, bo zima niedługo się skończy, w plecaku mam coś słodkiego, no i tylko jedne zajęcia, nie? Podchodzi do mnie ktoś z grupy i zamiast przywitania słyszę:

– Jezu jak mi się nie chce.

*

A mnie właśnie, na przekór, się chce. I dziwię się, że innym nie. Marudzą, jakie trudne mają studia i ile czasu pożerają egzaminy. Ja w tym czasie zrobiłam dodatkową szkołę, ogarniam psa, który wymaga ruchu, piszę blog i pracuję. Na dodatek totalnie nie potrafię organizować czasu i robię wszystko z doskoku. Wygląda więc na to, że się da i nie wymaga to żadnego nadludzkiego wysiłku. Jestem przekonana, że właśnie tacy ludzie mają nieskończenie łatwiej na rynku pracy. A nie ci, którzy marudzą i robią pracodawcy łaskę, że przyjdą do roboty na dziesiątą (no przecież nie na siódmą, szanujmy się).

Nie znoszę patrzeć, z jakim zapamiętaniem niektórzy budują sobie wymyślone przeszkody. Nigdy nie będzie się nam chciało bardziej niż teraz. Trzeba po prostu zacząć mimo braku chęci. I poczekać, aż wejdzie to w nawyk. Albo zmuszać się każdego dnia do działania. Na dłuższą metę dzień przepracowany albo spędzony na robieniu rzeczy, które nas rozwijają, daje więcej satysfakcji niż dzień spędzony w łóżku z serialem i paczką chipsów.

Wiecie, czasem też mam gorszy dzień i mam ochotę nie wychodzić z domu. Czasem też po prostu źle się czuję. W końcu nie jesteśmy robokopami. Wtedy zbawienny wpływ mają na mnie zmotywowani, spełniający się ludzie, bo dają mi ogromnego kopa do działania. Są inspirujący w tym wszystkim, co robią. Ich historie czasem brzmią wręcz nieprawdopodobnie, a słuchając ich, uczę się nowych rzeczy. Takie osoby nie skupiają się na problemach – szybko je rozwiązują, żeby mieć wolną drogę do realizowania swoich celów. Nie tracą też czasu na zawiść, krytykowanie innych i psucie sobie humoru.

Są jednak osoby, które z „nie chce mi się” uczyniły coś na kształt religii – bo to proste wyjście. Nie chce im się codziennie, a ich zrezygnowany, bezsilny głos zaraża pesymizmem całe otoczenie. Mówię sobie wtedy, że ci, którym wiecznie się nie chce, będą pracować dla tych, którym się chciało.

Czytaj też: Spotkanie z damą oraz Czego nauczyły mnie studia?

21 thoughts on “Nie mogę słuchać, że im się nie chce”

  1. Potrzebowałam takiego wpisu! Sama kiedyś byłam chodzącą marudą, ale od pewnego czasu właśnie tacy ludzie mnie dobijają. „Nie chce mi się…” – bez względu na to co by się nie działo jest totalna i wszech obecna niechęć. Okej, nie każdy musi być typem pracusie, ale na litość boską można odpuścić sobie po cichu i nie truć tyłka innym osobą, które jakoś potrafią wykrzesać z sobie energię.

    1. Wiesz, mam wrażenie, że to czasem to jest po prostu najłatwiejszy temat do rozmowy, bo w zasadzie większości ludzi „się nie chce”. Ale zauważyłam, że osoby z mojego otoczenia, które osiągają największe sukcesy, są w mniejszości, która nie używa tego sformułowania, dlatego staram się brać z nich przykład. :)

  2. Będę sobie przypominała o tym tekście w każdym momencie, w którym tylko zacznę myśleć, że mi się nie chce. :) Ale zauważyłam u siebie, że im mniej mam do robienia, tym bardziej mi się nie chce, człowiek się rozleniwia, nie ma chwilowo w co włożyć rąk i taki jest efekt. Im więcej miałam zajęć danego dnia tym więcej energii i chęci do działania. Na przykład chodzenie na treningi tchnęło we mnie sporą dawkę życia. Wracam z nich koło 21 i właśnie wtedy jestem w stanie zrobić wszystko, mimo że jestem czasem skrajnie padnięta. Takie rozwiązania też polecam dla osób znużonych! :D

  3. Generalnie jestem marudą. Bo to się nie uda, bo tamto się nie uda. Niestety. :) „Nie chce mi się” (przynajmniej to wypowiadane na głos) dopada mnie za to rzadko. Mam wtedy z reguły duże zmęczenie materiału i chęć rzucania przedmiotami, o czym informuję wszystkich, którzy na swoje nieszczęście są w pobliżu. Jest wtedy we mnie jakaś wściekłość. Przechodzi, kiedy zaczynam działać.
    Sama z kolei nie lubię, kiedy ludzie opowiadają, że jest źle, ale nie próbują nic zmieniać, nic z tym robić. Dobija mnie to (nawet nie oni, ale takie podejście).

  4. Bardzo motywujące!
    Warto się ruszyć i zmienić coś w swoim trybie :)

    live-telepathically.blogspot.com

  5. Ja takich ludzi nazywam „wampirami energetycznymi” i staram się omijać szerokim łukiem. Bo skutecznie potrafią wyssać energię na dobrych kilka godzin. Ci ludzie nie tylko mówią, że się im nie chce, ale do tego często mocno krytykują tych co się im chce. „po co podlewasz ogródek, jutro będzie padać…” ;) Kiedyś myślałam, że to taka przywara Polaków, ale Słowaków z podobnym trybem myślenia jest również „po kokardki”. ;)
    Ja zaś staram się być maksymalnie pozytywnie nakręcona. Czasem słyszę, iż niemożliwym jest tyle się uśmiechać i tyle robić, pewnie jestem jakaś nienormalna. :D Dobrze mi z tym, dlatego wszelakie marudy i „wampiry energetyczne” trzymam na dystans, żeby nie zabijały mojego „chciejstwa”. :D

    1. Super podejście. :D Mam wrażenie, że stan pozytywnego nakręcenia to takie perpetuum mobile – jeden dobry dzień / sukces nakręca kolejny i kolejny, więc często masz dobry humor. :) Świetna sprawa.

      PS. Masz chyba wpisany błędny link do bloga w Disqusie. ;)

  6. Dziewczyno dzięki Ci za to. Dałaś mi kopa i od razu zabieram się do pracy. Jaka szkoda, że istnieją ludzie, którym może się wszystko pod nos podtykać, a oni prosząc o 10 złotych na chleb będą mówić „nie będę u niego/niej robić” bo duma nie pozwala albo się zwyczajnie nie chce. Cóż, są ludzie i taborety, trzeba to w końcu powiedzieć głośno.

    horyzont-y.blogspot.com

  7. Mój ulubiony tekst obok „i tak nic mi to nie da” i „nie mam czasu”, kiedy wszyscy wiedzą, że mówiąca osoba w zasadzie nie ma obowiazków i nic nie robi. Słysząc go od razu mam ochotę uciekać i zastanawiam się, po co wypowiadający się właściwie robi cokolwiek. No skoro mu się nie chce, to może zbędny wysiłek, może szczęśliwszy byłby odpuszczając… Chociaż odpuścić pewnie też mu się nie chce. :D
    Przeraża mnie liczba osób o takim podejściu – mam wrażenie, że jest ich więcej niż tych, którym się chce, którzy coś robią, marzą i planują.

    1. A potem płacz, że w tym kraju nie ma pracy, a wykładowcy się uwzięli. :p
      Zgadzam się, osób o takim podejściu jest masa. Stąd moja potrzeba napisania tego tekstu. :)

  8. Gdy ja mówię „nie chce mi się” jest to jak najbardziej szczere… Powiedziałabym, że nic mnie tak nie demotywuje jak zmotywowani ludzie, szczególnie ci, którzy powtarzają mi, że „będzie dobrze”, „jakoś to zdasz”, „na pewno się uda”. Nienawidzę tego. Płytkie, nic nie znaczące banalizowanie. Skąd ktoś może wiedzieć, czy mi się uda? Życie jest nieprzewidywalne, halo! Kumpela, która mówi ciągle „Jakoś się uda” doprowadza mnie do szewskiej pasji. Za to doceniam kumpla, który słysząc moje marudzenie na to, że nie zdam sesji, stwierdził cynicznie „Ja też nie. No i co? Nie zdamy, pójdziemy na piwo a potem zajmiemy się dilerką…”. Nie lubię szukać jasnych stron życia, wolę szukać te śmieszne. Zgadzam się, ludzie, którym się wiecznie nie chce są nieco przerażający, a drugiej strony ci, co robią naraz pięć kierunków, pracują, publikują artykuły i są w ogóle tytanami pracy przerażają mnie jeszcze bardziej, szczególnie gdy zastanawiam się jakie nieszczęścia i jakie ilości narkotyków za tym stoją… Chyba lubię umiar w „nie chce mi się”.

    1. Rozumiem, czemu drażni Cię nieuzasadniony optymizm, ale z dwojga złego wolę własnie takie podejście niż „nie chce mi się”. Fakt, że część osób robi mnóstwo rzeczy, żeby uciec od problemów, ale są też osoby, które widzą w tym szansę na lepsze życie w przyszłości, albo po prostu to lubią. :)

  9. Haha, czy my studiowałyśmy razem z tymi samymi wysysaczami dusz? <3

    Żeby ludziom się chciało, najczęściej czekają na jakiś przełom (poniedziałek, początek tygodnia, miesiąca, roku) albo na Natchnienie Do Chcenia. A to jest bzdura. Żeby wziąć się do roboty i coś zrobić – trzeba wziąć się do roboty i…TO ZROBIĆ :D Naprawdę nie ma drogi na skróty. Przybijam wirtualną piątkę i wracam do pracy!

    (chociaż no serio, o tej godzinie trochę mi się już nie chce… xD)

    1. :D Masz rację, ludzie czekają, aż spłynie na nich natchnienie i nagle (sama z siebie) przyjdzie motywacja do wszystkiego. No nie, nie przyjdzie, niestety trzeba samodzielnie robić rzeczy. :D
      Piątka! <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *