dobry omen serial

Włączyłam Dobry Omen (serial) przypadkiem i przepadłam. Jeśli lubisz historie, które są błyskotliwe, wzruszające, zabawne i dopracowane do granic absurdu, potraktuj tę recenzję jak dobry omen i po prostu włącz pierwszy odcinek.

Ależ ja lubię takie przypadkowe znaleziska! Choć znam i bardzo lubię twórczość Pratchetta oraz Gaimana, fakt istnienia serialu na podstawie ich książki jakoś zupełnie mnie ominął. Całe szczęście, że trafiłam na ten tytuł, szukając nowego serialu do oglądania. Bo dla mnie – to strzał w dziesiątkę. W jedenastkę nawet.

O czym jest serial Dobry Omen?

W 1 sezonie demon Crowley (David Tennant) przypadkowo gubi dziecko, które jest Antychrystem i ma wywołać Armagedon. Aby powstrzymać koniec świata, współpracuje z aniołem Azirafelem (Michael Sheen). Znają się od tysięcy lat, przyjaźnią się w tajemnicy przed swoimi przełożonymi i… bardzo lubią życie na Ziemi, z całym jego chaosem, herbatą, muzyką Queen i księgarniami pachnącymi kurzem. Para bohaterów rusza w absurdalną i przejmującą misję ratowania świata. To opowieść o wyborze między lojalnością wobec systemu a lojalnością wobec siebie – i o tym, że dobro i zło wcale nie są takie jednoznaczne.

2 sezon Dobrego Omenu to nieco inna historia, ale utrzymana w tym samym klimacie, z tymi samymi bohaterami. Archanioł Gabriel pojawia się u anioła Azirafela kompletnie nagi i okazuje się, że stracił pamięć. Zarówno niebo, jak i piekło, chcą go znaleźć jako pierwsze.

Dobry Omen (serial) kupił mnie od razu.

Dlaczego?

Bo to historia, która działa na wielu poziomach. Na wierzchu mamy koniec świata, demony, anioły, Antchrysta na rowerze i brytyjski humor. Ale głębiej – jest to opowieść o przyjaźni, lojalności, wolnej woli i o tym, że dobro i zło wcale nie są takie proste do sklasyfikowania. A wszystko to podane w formie tak eleganckiej i inteligentnej, że chłoniesz każdy dialog jak cytat na lodówkę.

Do tego dochodzi dynamika między Crowleyem a Aziraphalem, czyli coś, co spodobało mi się najbardziej. Demon i anioł, którzy znają się od początku czasu i którzy… no, ewidentnie mają coś więcej niż tylko służbową relację. Ich rozmowy, spojrzenia, wspólne sceny to mistrzostwo. Chemia między nimi jest niepodrabialna i mam wrażenie, że z każdej sceny wycisnęli absolutnego maksa.

Przesłania, które przekraczają ekran

To nie jest serial, który oglądasz i zapominasz. Wręcz przeciwnie – długo po seansie łapiesz się na tym, że wracasz do niektórych scen i myślisz: „Okej, to było o czymś więcej”. O tolerancji. Samotności. Lojalności. O wyborze tego, co słuszne, a nie tego, co ci kazano. O własnej ścieżce. I może dla niektórych to banały, ale w tej formie – z tą ironią, tą czułością i tym dystansem – trafiają w sam środek serducha.

Wszystko dopieszczone do szpiku

Oglądając ten serial, złapałam się na myśli: niesamowite, przecież ktoś musiał to wszystko zaplanować! Rozdwojony jęzor demona na szybie biblioteki, szklane biurka w niebie, muchy latające wokół Belzebuba. Wszystko jest dopracowane z jakąś absurdalną, zachwycającą skrupulatnością. Muzyka – klimatyczna, nieprzesadzona, podbijająca emocje tam, gdzie trzeba. Zdjęcia – każda scena to wizualny smaczek, od niebiańskich biur po księgarnię Azirafela. A czołówka? Animowana sekwencja z genialną muzyką, która momentalnie ustawia ton opowieści. Wszystko tu działa jak idealnie naoliwiona maszyna, w której każdy trybik, każda linia dialogowa, każde światło – jest dokładnie tam, gdzie być powinno.

To produkcja, w której dopracowanie czuć na każdym kroku, ale nie wychodzi to efekciarsko, nie ma efektu przesady. To wyjątkowa konsekwencja w utrzymaniu estetyki, dbałość o klimat i niezwykła wyobraźnia twórców.

Minusy? Hmm…

No właśnie – nie wiem. Może to, że… nie każdemu się spodoba? Że nie każdy kupi ten styl? Że ktoś uzna, że to za dziwne, za poplątane? Ale myślę, że to już czepianie się. Jeśli komuś nie odpowiada taka konwencja, to po prostu ta historia nie jest dla niego. Dobry Omen nie próbuje być wszystkim dla wszystkich. On wie, czym jest – i robi to perfekcyjnie.

Pratchett i Gaiman – duet nie do podrobienia

Dobry omen to ekranizacja książki duetu, który stworzył mieszankę perfekcyjną. Terry Pratchett – z jego humorem, absurdem, empatią i filozofią. Neil Gaiman – z jego melancholią, zamiłowaniem do mitologii i umiejętnością budowania historii, które są jak sny. I ta mieszanka działa.

Podsumowując – obejrzyj. A potem jeszcze raz.

Jeśli jeszcze nie widziałaś/widziałeś – nadrób. Jeśli widziałaś – obejrzyj jeszcze raz. Bo Dobry omen to nie jest serial, który ogląda się raz, a potem o nim zapomina. To opowieść, która zostaje gdzieś z tyłu głowy, i w najmniej oczekiwanym momencie przypomina ci o różnych kwestiach, które w niej wychwyciłeś/aś.

Na przykład o tym, że dobro i zło to często kwestia perspektywy. A przyjaźń – prawdziwa, głęboka, ponad wszystkimi podziałami – to najpotężniejsza siła w całym uniwersum. I z pewnością o tym, by pozostawać wiernym temu, na czym nam zależy. Przekazanie takich wartości w lekki, pomysłowy sposób i bez zadęcia, to prawdziwy majstersztyk.

A co z trzecim sezonem?

Od razu po obejrzeniu wpisałam w wyszukiwarkę: czy będzie 3 sezon Dobrego Omenu?
Trafiłam na informację, że niestety nie. Ale będzie 90-minutowy odcinek specjalny, który ma zamknąć historię i domknąć wątki po wydarzeniach z sezonu drugiego. Ta decyzja to wynik kontrowersji wokół oskarżeń N. Gaimana.

Dobry Omen serial – gdzie obejrzeć?

Jeśli po tym wszystkim masz ochotę poznać Crowleya i Azirafela (a zapewniam, że warto!), serial Dobry omen jest dostępny na Amazon Prime Video. Czekają tam oba sezony, tam również ukaże się zapowiedziana namiastka 3 sezonu, czyli 90-minutowy odcinek kończący.

Mało? Przeczytaj też:

wilcy książki

Piszę również powieści. Seria Wilcy to dark fantasy z głębi dzikiej puszczy – wilkołaki, pakt z diabłem i słowiański mrok. Może znajdziesz tam coś dla siebie.