Lifestyle

Tajemna sztuka odpuszczania

Ambicja i motywacja wcale nie są takie dobre. Czasem po prostu trzeba się położyć i przestać myśleć. Tylko jak?

Praca, studia, zainteresowania, zobowiązania wobec rodziny i przyjaciół. Multitasking w praktyce, a po drodze obowiązkowo odpowiednia dawka ruchu i w miarę zdrowa dieta. W międzyczasie oczywiście warto zorientować się, co słychać w Polsce i na świecie, obejrzeć dobry film i przeczytać ambitną książkę. Brzmi jak przepis na idealne życie?

Raczej na śmiertelne zmęczenie.

Bo gdzieś po drodze zapomniałam jak się odpoczywa.

Mój facet uświadomił mi, że nie potrafię się zrelaksować i choć trochę mnie to zszokowało, po czasie musiałam przyznać mu rację (ale po cichu, żeby nie triumfował, no nie?). Za cholerę nie umiem odpocząć.

Ja wiem, że czasem trzeba dać sobie spokój. Wrzucić na luz, odłożyć pracę, dać głowie odpocząć. Nie myśleć, że w tym czasie mogłoby się pracować albo robić inne rzeczy, z którymi jestem wiecznie w tyle. Czasem poudawać, że wysoko zawieszona poprzeczka tymczasowo nie istnieje albo przerzucić przez nią dwie linki i zrobić huśtawkę.

Bo trzeba mieć dużo sił, żeby do tej poprzeczki doskoczyć. Tymczasem nieustannie łapię się na tym, że choć padam ze zmęczenia, raz za razem biorę rozbieg. Brzmi jak obłęd, co?

Tylko, że tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego stanu, że, cóż, nie wiem jak to zmienić. Staram się. Na siłę kładę się i próbuję odpocząć czytając książkę. Biorę psa na spacer i zmuszam się, żeby zwolnić kroku albo usiąść na ławce na dwie minuty (może kiedyś pobiję ten rekord).

I powiem Wam, że ta cała gadanina o tym jak wspaniale być ambitnym i zmotywowanym to pułapka. A jak na dodatek jesteś perfekcjonistą to już w ogóle jesteś w dupie.

Nie warto dawać z siebie 110%. Warto się wyspać i chociaż przez jeden dzień nie myśleć o pracy. Warto pójść na spacer i nie pamiętać, że zaraz muszę wracać, że muszę zrobić jeszcze jedną rzecz, że muszę, muszę, muszę… I widzicie, na piechotę, na logikę, wiem to wszystko. Tylko, że logiczne rzeczy rzadko przychodzą do głowy w natłoku obowiązków.

Jestem święcie przekonana, że świat powinien być w pełni zadowolony, że dajemy z siebie 50%. Plus minus (z moim świrem raczej plus). Druga połówka powinna zostać dla nas i dla naszych bliskich.

Co za ironia, że odnalezienie równowagi między pracą i osiąganiem celów to kolejne zadanie do wykonania. ASAP.