Zwierzęta

Poranek według Joy

Dzień dobry, psie. Odsuń się kawałek, bo obecnie twój nos zasłania mi cały świat.

Jeśli myślisz, że poranek właściciela psa wygląda zwyczajnie, a zwierzak po prostu leży zaspany na swoim kocyku, cóż… pewnie należysz do tej części społeczeństwa, która jeszcze nie ma swojego czworonoga.

Pies, stęskniony po całej nocy, koniecznie chce towarzyszyć Ci od momentu, kiedy otworzysz oczy. A wieczorem będzie czuwał, dopóki ich nie zamkniesz. Dlatego mimo tego, że Joy czasem bywa denerwująca, absolutnie nie potrafię się na nią gniewać, bo dziwaczne psie zwyczaje mają swój nieodparty urok.

Nasz poranek to cały rytuał, który Joy sobie wydumała. Każdego dnia zastanawiam się, dlaczego muszę brać udział w takim absurdzie, ale jej się to najwyraźniej ogromnie podoba.

Budzę się rano i pierwsze, co zauważam to fakt, że w moim łóżku, poza Joy, spały wszystkie jej maskotki. Nie wiem, po co, ale sprytnie to sobie wymyśliła. Kiedyś wstawała po swojego pluszaka dopiero, kiedy ja opuszczałam łóżko. Obecnie nie musi tego robić, bo dwa wypatroszone renifery, misio bez nosa i małpka z bawełnianych sznurków śpią z nami (yay…). Może to grupa wsparcia w razie, gdyby którejś z nas przyśniły się koszmary?

Później jest czas na przywitanie. Joy leży obok i zazwyczaj już nie śpi. Często zauważa moment, kiedy się budzę i zaczyna się gapić z wyczekiwaniem. Jej wgapianie raczej nie pomaga w wyłączeniu budzika, ale mam wrażenie, że ona zupełnie nie zauważa tego irytującego alarmu (kurczę, jesteś psem! Serio nie wkurza cię ten dźwięk?!). Stawia uszy, wpatruje się i czeka.

Nie mam pojęcia, czemu tak sobie wymyśliła, bo nigdy jej tego nie uczyłam, ale za żadne skarby nie zacznie mnie witać, dopóki nie powiem „cześć”. Wtedy wykonuje ściśle określony ruch: przyczołguje się do mnie tak, że wyciąga tylne łapy i próbuje mnie polizać. Zazwyczaj równocześnie kładzie się po prostu na mnie (wstawanie rano samo w sobie jest diabelnie trudne. A ja muszę podnieść dodatkowo 15 kg przeszczęśliwego psa).

Potem Joy biegnie na swoje posłanie i czeka na michę. To ściema, bo dobrze wiem, że o 5 nad ranem budzi któregoś z domowników (wybranego losowo przez jednoosobową komisję w postaci Joy), żeby ją nakarmił. Inaczej będzie go uwielbiać całym swoim jestestwem tak długo, aż… i tak wstanie, prędzej czy później.

Mimo to każdego dnia siada i próbuje oszukać, że jest głodna z takim bezczelnym zadowoleniem, jakby właśnie wymyśliła najlepszy żart wszech czasów. W międzyczasie wstaję z łóżka. Każde spojrzenie na zachwyconą swoim pomysłem Joy wywołuje szeroki uśmiech.

To dobry początek dnia. Ten mały gamoń, poza tonami futra, zostawia wszędzie równie wiele radości.

Chcesz być na bieżąco? Super!
Wystarczy, że polubisz facebooka Partyzantki!