Zwierzęta

Czy rzeczywiście powinno się brać tylko psy ze schronisk?

Odpowiedzieć można na trzy różne sposoby: absolutnie, zdecydowanie nie i w żadnym wypadku.

Nie odnosisz czasem wrażenia, że wtrącanie się w cudze życie (i portfel) powinno być naszym sportem narodowym? Internet zdecydowanie ułatwił nie tylko podglądanie cudzej codzienności, ale też szerzenie jedynej słusznej prawdy – NASZEJ prawdy. Bo przecież inni się mylą.

Dlatego zagorzali zwolennicy adopcji psów często wręcz namolnie przypominają SWOJĄ prawdę: nie powinno się kupować psów z hodowli, bo przecież tyle psów siedzi w schroniskach. Czy właściciele psów rasowych powinni czuć się gorsi? Nie. Czy powinni czuć się winni? Również nie.

Bo to, że każdy powinien adoptować, to zwykły bullshit.

Dlaczego hodowla?

Pierwsze i podstawowe pytanie: a dlaczego nie? Osoba, która kupuje psa z hodowli, często robi to w jakimś celu. Marzy o określonej rasie, zależy jej na konkretnych cechach, chce brać udział w wystawach lub trenować z psem na poziomie trochę wyższym niż amatorski. Może chcieć uniknąć problemów wychowawczych, których spodziewa się po psie schroniskowym albo mieć złe doświadczenia z takimi psami. Może w końcu kierować nią zwykła próżność i chęć posiadania ładnego psa! I wiecie co? Tak długo, jak czworonogowi nie dzieje się krzywda, wszystko jest w porządku, bo to właśnie ta osoba – nikt inny, kto pisze mądre komentarze na Facebooku – spędzi z tym psem kilkanaście lat.

(Inna rzecz, że kupując psa z hodowli, można łatwo trafić na pseudohodowców. Jak odpowiedzialnie kupić rasowego psa, przeczytacie na blogu Pies do kwadratu.)

Dlaczego inni powinni adoptować?

Osobami, które decydują się na ratowanie psów i poświęcają temu większość swojego czasu wolnego, często kieruje ogromna wrażliwość i empatia. I chwała im za to. Ale narzucanie swojego podejścia innym może skończyć się nietrafionymi adopcjami i rozczarowaniem.

Bo widzicie, litość i naciski otoczenia to koszmarnie zły powód, by wziąć psa ze schroniska. Nie one powinny być wyznacznikiem wyboru psa. Fundacje zajmujące się bezdomnymi czworonogami chętnie pokazują, że adopcja psa to URATOWANIE GO. To zgubne myślenie, wywołujące poczucie obowiązku, dla wrażliwych – wręcz cios poniżej pasa, bo przecież kupując psa z hodowli odmawiasz RATUNKU jakiemuś innemu.

Jestem przekonana, że udana adopcja musi przebiegać na tyle świadomie, że wyciągnięcie psa ze schroniska będzie tylko skutkiem ubocznym tej decyzji. Moją pierwszą myślą, gdy zobaczyłam Joy, było, że chcę wziąć tego psa do domu, bo jest zajebisty, a nie dlatego, że jest biedny. Dostrzegacie różnicę? Nigdy nie oddałabym zajebistego psa. A „biedne” wracają do schronisk masowo.

Pomocny egoista?

Myślę, że podczas adopcji psa powinno się powołać na swojego wewnętrznego egoistę. Sama chęć niesienia pomocy może sprawdza się u paru altruistycznych jednostek, które jakimś cudem jeszcze przetrwały. Większość z nas potrzebuje dodatkowych cech, które zwiększą szanse udanej adopcji (zważ, że nie piszę: zagwarantują, bo gwarancji nikt Wam nie da – ani w schronisku, ani w hodowli).

Dla niektórych ważny jest charakter psa. Szukają spokojnego towarzysza spacerów albo przeciwnie – kumpla, który zawsze będzie miał czas wyjść na wspólne bieganie. Inni patrzą głównie na wygląd – chcą psa, który przyciągnął ich wzrok od pierwszej chwili. Ja patrzyłam i na jedno, i na drugie. Opis charakteru Joy od razu przypadł mi do gustu, ale zapoznałam się z nim dopiero, gdy spodobała mi się wizualnie na zdjęciach. Nie chciałabym nieforemnego psa na krótkich łapach, bo zwyczajnie nie trafiają w mój gust i jako osoba, która ma żyć z psem na co dzień – mam prawo kierować się takimi kryteriami, jakie sama uznaję za ważne.

Więc dla kogo pies ze schroniska?

Schroniska obrosły wieloma stereotypami i wypowiadają się o nich zazwyczaj dwa skrajne obozy – zagorzali przeciwnicy lub wiernie oddani zwolennicy. Prawda leży pośrodku, więc żaden z obozów, siłą rzeczy, nie ma stuprocentowej racji.

Dobrze dobrany pies ze schroniska sprawdzi się tak naprawdę w większości domów, które są na takiego psa otwarte. Jasne, że tam, gdzie oczekiwano maltańczyka, bo „sąsiadka też takiego ma”, schroniskowiec nie będzie pasował. Może też nie spisać się w domu, w którym właściciel oczekuje uprawiania sportów kynologicznych na profesjonalnym poziomie (choć zdarzają się i takie kundle!). Mam jednak wrażenie, że wiele osób zbyt szybko wyklucza opcję adoptowania psa ze schroniska. Zwłaszcza tam, gdzie pies ma „po prostu być”, warto znaleźć jakiegoś spokojnego kundla. I pamiętajcie – nie dlatego, że on jest biedny, „bo tak patrzy zza tych krat”. Nie szukajcie w tych psach ofiar, bo one wcale się tak nie czują. Warto dostrzec w nich świetnych kumpli, którym życie trochę pokomplikowało szyki, ale jakby na to nie patrzeć – dzięki temu mogliście na siebie trafić.

  • Dietetyczne Fanaberie

    Zgadzam się z Tobą może nie w 100% bo to by znaczyło, że nie mam swojego zdania… Ale zgadzam się z tym, iż ludzie mają bardzo dużą tendencje do zaglądania komuś do portfela i komentowaniu jego decyzji.

  • Karolina Lewandowska

    Zgadzam się w zupełności, ale czytając ten tekst miałam w głowie również miliony innych tematów, do których ludzie powinni mieć właśnie takie podejście. Od razu świat byłby przyjemniejszy. Gdyby każdy zajął się swoim życiem, gdyby mimo odmiennych zdań można porozmawiać na poziomie. Bez krzykliwości, wyzywania się od głupców i lekceważenia drugiej osoby. Akurat dzisiaj trafiłam na filmik polityczny w necie, obejrzałam go i byłam tak bardzo zdegustowana postawą jednej dziewczyny, że aż ręce opadły. Zero otwartości, ja mam swoje zdanie i ono jest najmojsze!

    • Zgadzam się. To jeden z powodów, dla których urzekł mnie Captain Fantastic – z powodu głębokiego szacunku, jakim ojciec darzył poglądy swoich dzieci. :) Mnie zawsze dziwi najbardziej, że ludzie chcą się spalać na takich kłótniach.

  • Michał Bratos

    Fajnie, wyważenie napisane.
    Od dłuższego czasu mam psy rasowe, dogi niemieckie, wcześniej jeździłem z nimi na wystawy, z sukcesami zresztą. Ostatnio są tylko domowymi pupilami i mimo że wykazuję się dużą empatią w stosunku do zwierząt „biednych” nie wyobrażam sobie domu bez doga właśnie.
    Ostatnio jedna pani miała na forum straszne pretensje i napisała mi jak mogę płacić za psa i napędzać hodowle skoro schroniska są pełne, w odpowiedzi zapytałem jak mogła urodzić swoje dziecko skoro sierocińce są pełne. Celowo trochę kontrowersyjnie ale inaczej się już nie dało.

    • <3 Świetna riposta! Z niektórymi ludźmi niestety nie da się inaczej, a takie zarzuty są absurdalne.
      W szkole policealnej miałam zajęcia z weterynarzem, który twierdził, że WSZYSTKIE hodowle powinno się zamknąć, bo jest tyle psów w schroniskach. Nie ma to jak wrzucać wszystkich hodowców do jednego worka…

  • Rany, jak bardzo się zgadzam, tak normalnie się zgadzam, że aż nie mogę! :D
    Czasem na mojej tablicy wyświetlają się posty ze stron typu „Nie kupuj! Adoptuj!” – i jasne, adopcja pieska z pewnością ma swoje zalety, można poczuć się lepiej, bo pomagamy zwierzęciu, zwierzak też czuje się lepiej. Z drugiej strony, ludzie często mają uregulowaną sytuację życiową, małe dzieci, inne zobowiązania, itp. Jeden ma duży ogród i chce rasowca, który mu po tym ogródku będzie biegał i pilnował, inny ma małe dziecko i chce rasę „łagodniejszą”, ufną, inny chce kota/psa do małego mieszkanka w bloku. Często ta konkretna rasa w środowisku, w którym żyjemy, jest najlepsza. Czemu, jeśli tylko mamy pieniądze, nie sprawić jej sobie?
    A wtrącanie się komuś w portfel… Koleżanki, które adoptowały, nieraz wydawały na swoje psy później więcej, niż ktoś inny na rasowca ;)

    • To prawda, ja u weta zostawiłam sporo kasy, bo Joy najpierw miała astmę, potem alergię, a jak problemy minęły, to zaczęła się padaczka. :’)

      Czasem podejście „wezmę psa z hodowli, to będzie mniej pracy” też jest zgubne – zwłaszcza jak ludzie myślą, że dostaną psa zaprogramowanego na bycie grzecznym i jeszcze z pakietem sztuczek. :D Dlatego obie strony (i kupujący, i adoptujący) powinny wykazywać się większą odpowiedzialnością przy swoich wyborach.

  • W tym, że „wtrącanie to nasz sport narodowy” masz absolutną rację.
    A to, z jakiego miejsca trafi do nas zwierzak, nie ma najmniejszego znaczenia. Ważne by znalazł u nas miłość i dom. :)

  • Świetny tekst i wiele w nim prawdy. Mój dom jest tego żywym przykładem. Parę lat temu moja mama wynosząc śmieci zobaczyła buszującego w nich psiaka ala owczarek niemiecki. A moja mama zawsze o owczarku marzyła. Postanowiła zachować się jakby sama miała 6 lat i zaprosić go do domu. Piesek był fajny i wszystkim się spodobał. Do czasu aż piesek podrósł (a w międzyczasie oczywiście nie było komu, chociaż było można! nauczyć pieska tego i owego) zaczęły się w nim problemy. Bo się z nim nie da wychodzić bo ciągnie. Bo się na wszystko i wszystkich a szczególnie na każdego psa rzuca i szarpie. Bo niszczy. Bo ktoś postanowił sobie do tego samego domu sprowadzić kotka i pieskowi się to nie spodobało to już piesek jest zły. I się zaczęło że się ją odda albo wyrzuci z powrotem na śmietnik. Ale pies został z nami do dziś, niestety. A dlaczego niestety? Bo teraz kiedy już dorosłam i nie patrze na tego psa oczami dziecka które bardzo marzyło by mieć pieska za wszelką cenę i koniec tylko kogoś kto w końcu faktycznie dorósł do posiadania tego psa i to do tego stopnia że zastanawia się czy nie znaleźć mu lepszego domu bo w obecnym ma tak naprawdę gorzej niż w schronisku mam wrażenie. :/ Nie mówię że moja mama postąpiła źle bo zrobiła dobrze w pewnym sensie na pewno pomogła temu psu zabierając go z ulicy ale potem.. Szkoda słów. Mogła po prostu od razu znaleźć mu lepszy dom, wiedząc w jakim stanie jest nasz..

    • Takie decyzje zawsze są trudne i wymagają ogromnej dojrzałości – ludzie niestety najczęściej stwierdzają, że „pies jest głupi” i nie widzą w jego zachowaniu swojej winy. Myślę, że psu jest u Was lepiej niż na ulicy czy w schronisku, ale z tego co mówisz – rzeczywiście należałoby włożyć masę pracy w jego wychowanie i oduczenie denerwujących nawyków. Myślę, że małymi kroczkami mogłybyście z mamą wiele zmienić na plus. :)

  • Owczarkowy Zawrót Głowy

    Bardzo dobry post! Chciałam zauważyć jedną niespójność w tym, co ciągle podkreślają ślepi zwolennicy adopcji (bo ja do adopcji nic nie mam, wręcz polecam i podziwiam, natomiast fanatyzm w tym obszarze nie jest wskazany). Zazwyczaj popierają oni ruch rasowy = rodowodowy, który ma zapobiegać rozmnażaniu psów w pseudohodowlach. Dodatkowo twierdzą (słusznie), że nierasowe psy powinno się sterylizować/ kastrować. Czyli de facto w utopijnym założeniu chcą oni, żeby istniały tylko psy rodowodowe. A więc tylko takie, które przychodzą na świat w sposób przemyślany i są chciane. I te same osoby lub inni, z nimi sympatyzujący, potępiają kogoś, kto świadomie podejmuje decyzję o kupnie psa z rodowodem. Wynika to z niezrozumienia źródła problemu. I dlatego takie posty są potrzebne. Żeby spojrzeć trzeźwym okiem, bez emocji i dżiliona zdjęć biednych piesków skrzywdzonych przez człowieka. Zapraszam też do siebie na http://www.owczarkowyzawrotglowy.blogspot.com

  • Agnieszka Bas

    Jest jeszcze jedna kwestia. By zabrać psa ze schroniska trzeba mieć niejednokrotnie większa wiedzę niż by się wychowało od początku szczeniaka. Dlaczego?
    Znaczna większość psów jest po przejściach i nie zawsze nawet specjalista pomaga w uciążliwych zachowaniach takiego psa. Trzeba się z tym liczyć i nie myśleć tylko o sobie (jestem fajna/fajny adoptowałam psa) ale również pomyśleć o domownikach. Taki pies potrafi zatruć życie… Piszę to z własnego doświadczenia psiarza, zwierzoluba- sama adoptowałam psy, miały swoje pewne problemy, ale zostały szybko wykorzenione. Niestety mieszkam także z innymi psami w domu i czasem mam wrażenie, że ten dom nie jest dla ludzi, a dla psów.

    • Wiem, o czym mówisz, bo sama mam sporo problemów z Joy – i zdrowotnych, i związanych z zachowaniem. I wiem, że nie mając wiedzy na temat psów, prawdopodobnie nie dałabym rady nad nią zapanować. Nie mam jednak nic przeciwko temu, żeby osoby niedoświadczone brały psy ze schroniska, ale powinny mieć wsparcie merytoryczne ze strony specjalistów no i dobrze, żeby wzięły psa z domu tymczasowego lub spod skrzydeł wolontariuszy, którzy dali radę jak najlepiej poznać zachowania psiaka.

  • Nigdy się nad tym nie zastanawiałam… Myślę, że nie każdy nadaje się do zajmowania się psem ze schroniska – bo psiak, szczególnie taki po przejściach, to spora odpowiedzialność. Na tej samej zasadzie nie każdy byłby dobrym rodzicem adopcyjnym. Każdy ma prawo sam podjąć taką decyzję i tylko w taki sposób może uniknąć zrobienia krzywdy sobie i zwierzęciu.

  • Ja się nie zgodzę i chyba jestem zbyt zaangażowana w schronisko by się zgodzić. Skąd są te psy? Z hodowli, z niczego innego. Psów jest za dużo, hodowle produkują psy masowo. Dlatego schroniska sa przepełnione. Powinny być zaostrzone zasady hodowli i powinien być zakaz hodowli tzw. domowych, bo jest zbyt dużo psów, zbyt mało domów. Nigdy nie wzięłabym psa z hodowli i jest to dla mnie zwykła próżność kierowanie się wyglądem.

    • Hej, cieszę się, że również taki głos się pojawił. :) Rozumiem Twoje podejście, bo chyba trudno spojrzeć na sprawę chłodno gdy walczy się o dom dla psów. I choć nie uważam hodowli za próżność (zresztą nawet jeśli, to dopóki psu nie dzieje się krzywda – moim zdaniem wszystko jest ok), to zmieniłabym baardzo zasady hodowli. Bo masz rację, że psów jest za dużo. Niestety najbardziej przykładają się do tego pseudohodowle, „produkujące” psy bez pamięci. Zobacz o ile mniej byłoby psów w schroniskach, gdyby zniknął problem pseudo. Psy z rodowodami zazwyczaj mają dokładnie dobieranych opiekunów. ZKwP również powinien bardziej stawiać na kontrole w hodowlach i – moim zdaniem – kasować bez litości wszystkie, które nie spełniają wymogów lub hodują psy „przerasowione” – bo to kolejny problem, z którym obecni się borykamy. Zresztą chcę o tym napisać za jakiś czas.

  • Karolina M

    Moim zdaniem najwięcej psów w schroniskach to właśnie takie „kupione” ale nie rasowe. Dziecko chciało na gwiazdkę, dostało, piesek urósł i się znudził to trzeba oddać. Psy ze schroniska to nic złego, ale wtedy, kiedy Ty takiego chcesz, a nie dlatego, że jest na to moda. Po co brać, a później znów oddać.
    http://www.dobrastronamedalu.blogspot.com

    • Dokładnie, „słodki piesek za 400 zł, idealny dla dziecka”. W internecie jest masa takich ogłoszeń. :/

  • Kiedyś się zastanawiałam, o co ten cały bum ze jak pies rasowy, to tylko z rodowodem.Później zrozumialam, że to ma sens.

    Może to trochę odwazne porównaniu, ale to jak z dziećmi z in vitro i z adopcji, i tymi „normalnymi”, urodzonymi w tej samej rodzinie. Można mieć różne zdania na te tematy, ale każe dziecko jest tyle samo warte i zasługuje na taką samą miłość.

  • Bardzo podoba mi się Twoje otwarte, niefanatyczne podejście i wyłożenie wielu argumentów za i przeciw. Tak jak piszesz, ludzie mają rożne motywacje i potrzeby, niektórzy „chorują” na konkretną rasę. Ja na przykład jestem od lat zakochana w rasie Cavalier King Charles Spaniel i obiecuję sobie, że kiedyś będę miała takiego słodziaka :) Od jakegoś czasu podziwuam też bulteriery, które kiedyś bardzo mi się nie podobały ;) A tymczasem mamy w domu dwa „rasowe” psy, ale żaden nie trafił do nas z profesjonalnej hodowli. Pekińczyk został kupiony jeszcze jako szczenię za symboliczną kwotę od znajomej znajomej z pracy męża, której sunia miała młode, a dorosłą suczkę maltańczyka przygarnęliśmy po odebraniu właścicielce przez lokalne TONZ. Bardzo przykra sprawa, pies z traumą, który sika pod siebie nie daje sievdotknac i chowa się na widok człowieka… Jednak tobwszystko pozwala z czasem docenić oddanie takiego pieska, kiedy już się oswoi i przywiąże. Dlatego też marzenie o rasowym psie pozostanie pewnie w sferze marzeń, a za jakiś czas trafią do nas inne psy (Lisa i Morgan maja już po kilkanaście lat), z którymi los skrzyżuje nasze scieżki :) Jeśli o samo schronisko chodzi, nie wyobrażam sobie wizyty w nim. Chyba pękłoby mi serce i zupełnie nie wiedzialabym jak dokonać wyboru…

    • Nie lubię ludzi z fanatycznym podejściem w jakimkolwiek temacie, dlatego sama staram się tego unikać. Podziwiam decyzję o wzięciu psa z traumą – to wymaga olbrzymiej odpowiedzialności i, jestem przekonana, ogromnych pokładów cierpliwości. Moja suka jest lękliwa, ale na szczęście poza bezdomnością i schroniskiem nie przydarzyło jej się nic złego.

      Życzę dużo zdrówka Twoim psiakom. :)

      PS. Też bardzo lubię bulteriery, urzeka mnie ich wieczny zaciesz. :D

  • Monika

    Cześć! Bardzo fajny blog, to tak na początek. Miło się czyta. Co do problemu, który opisujesz to właściwie nasze zdania pokrywają się w 100%. Mam dwa psiaki, jeden miał być tylko na tymczasie, ale szybko wyszło inaczej, drugi adoptowany. Pierwszy w momencie kiedy do nas trafił miał około roku, a więc posiadał pewne przyzwyczajenia, lęki. Ogólnie miała (bo to sunia) już opinię o świecie i o tym, jak sobie z nim radzić. Jaka była jej metoda? Ano zagryźć wszystkich na wszelki wypadek, bo jeszcze się okaże, że chcą jej coś zrobić. Ten jej charakter nie był widoczny na początku. Wyszedł po jakimś czasie, kiedy psina doszła do siebie (była wychudzona i ledwo się poruszała kiedy trafiła do nas). I przekonanie jej, że auta, autobusy, motory, rowerzyści chcą jedynie przejechać obok zajęło masę czasu. Pokazanie jej, że może zignorować psa również. Nadal ma problemy z emocjami i z reakcją na otoczenie i naprawdę wymaga sporo pracy. Do czego dążę – kiedy widzę wpisy o tym, że psy ze schroniska to jedyny słuszny wybór bo takie biedne/ tak trzeba/ bo inaczej przyczyniają się do bezdomności to coś mnie bierze. Dodatkową furię wywołuje dopisanie „są wdzięczne/ kochają bardziej”. Wielu ludziom nawet nie przychodzi do głowy fakt, że psy ze schroniska nie zawsze są pozbawione lęków i problemów. Przeciwnie – często z ich wlasnie powodu tam trafiają. No, ale dobrze. Mam psa z problemami, pracujemy z nim i wszystko idzie ku dobremu. O co mi więc chodzi? O to, że jest mi żal psów, które są przerzucane z rąk do rąk, ze względu na fakt, że są trudne. Ktoś idzie do schroniska, bierze psa, dumnie ogłasza się wszem i wobec, że „zmienił świat dla tego jednego psa” zbiera oklaski, a potem? Potem okazuje się, że pies ma problemy i trzeba go oddać. Kończąc już ten przydługi wywód, mam nadzieję, że dzięki takim wpisom zmieni się trochę opinia o psach schroniskowych. Absolutnie nie odradzam takich psów – są równie kochane. Trzeba tylko sobie uzmysłowić, że nie każdy z nas sobie z takim psem poradzi i osoba, która bierze psa z hodowli nie jest osobą bez serca, tylko tak jak piszesz, ma w tym jakiś cel. Uff, to już koniec! :D

    • Dokładnie, nie znoszę grania ludziom na emocjach tekstami w stylu „kochają bardziej”, „jak kupujesz z hodowli to przyczyniasz się do bezdomności”. Inna rzecz, że ludzie często nie wiedzą jak podejść z głową do kupowania psa z hodowli i kupują z pseudo za 400 zł. :/

      Dzięki, cieszę się, że blog Ci się spodobał, wpadaj częściej! :)