Pasja

Projekt Pasja – Valentina: „koń ma do zaoferowania dużo więcej niż posłuszeństwo”

Projekt Pasja to cykl, którego celem jest przeprowadzenie wywiadu z osobami o stu różnych pasjach. Chcemy wspólnie Was inspirować i pokazywać, że wokół jest mnóstwo możliwości, w których każdy może znaleźć coś dla siebie. Valentina znalazła konie.

Valentinę poznałam przez internet jakiś czas temu. Zaczęłam śledzić jej fanpage na Facebooku i szybko zauważyłam, że w jej podejściu do koni jest coś niezwykłego. Głęboki szacunek do zwierząt poparty wiedzą oraz radością czerpaną z codziennych zajęć sprawiają, że jej pracę z końmi można obserwować bez końca. Bo moja rozmówczyni nie tylko jeździ konno – zajmuje się również tzw. pracą z końmi z ziemi. Wykorzystuje w niej naturalne zachowania tych zwierząt. Okazuje się, że koń w dobrych rękach nie potrzebuje całego mnóstwa sprzętów, aby był bezpieczny i posłuszny. Valentina przekonuje również, że od koni możemy się wiele nauczyć.

Czy był w Twoim życiu jakiś szczególny moment, który sprawił, że zainteresowałaś się końmi?

Myślę, że kluczowym momentem w moim życiu było to jak rodzice kupili domek na wsi, który docelowo miał być naszym domkiem letniskowym, gdy z Włoch przyjeżdżaliśmy na lato do Polski. Miałam wtedy zaledwie kilka lat i pamiętam jak tata nosił mnie na rękach do sąsiada, oglądać przez płot jego gniadego konia. To był typowy, pociągowy wałach, sąsiad miał go bardzo długo i ugruntowało się we mnie strasznie miłe wspomnienia związane z tymi codziennymi odwiedzinami – czasem udawało się konia pogłaskać, co już w ogóle było szałem. We Włoszech mieszkaliśmy w mieście, koni ani lasów nie było, więc Polska od samego początku stała się dla mnie ucieczką w krainę marzeń, gdzie mogłam być bliżej natury, za czym zawsze tęskniłam.

Jakie cechy pomagają w kontaktach z końmi, a jakie przeszkadzają?

Otwartość (na to co się dzieje, niekoniecznie wylewność) i ciekawość to są najważniejsze cechy jakie powinny obudzić się w nas podczas kontaktów z tymi zwierzętami, bo to jest dokładnie to z czym one wychodzą do nas, kiedy spotykamy się po raz pierwszy. Chęć nauczenia się czegoś nowego, by nie wchodzić do domu konia wyłącznie z nastawieniem „koń ma człowiekowi służyć” – może się wtedy okazać, że owy koń ma do zaoferowania dużo więcej nauki niż tylko posłuszeństwo. Umiejętność szybkiej analizy sytuacji i reakcji dostosowanych do niej na pewno będzie wielkim atutem przy obcowaniu ze zwierzęciem, który swoje przeżycie uzależnia raczej od zbierania się w grupy i ucieczki niż od walki.

Jeśli chodzi o cechy przeszkadzające to brak cierpliwości może okazać się wysokim murem do przeskoczenia. Upór w moim przypadku zwykle daje więcej szkody niż pożytku, zdecydowanie lepiej działa elastyczność w podejmowaniu decyzji i w zrozumieniu czemu upór nie zadziałała.
Wyżej wspomniana umiejętność szybkiej analizy może też okazać się strzałem w kolano jeśli zaczniemy myśleć za dużo, przełączając się z BYCIA tu i teraz z koniem, na snucie czarnych scenariuszy w głowie, które odłączą nas od rzeczywistości, przenosząc do krainy strachów i straszków.

Co jest specyficznego w pracy z końmi? Na co musisz zwracać uwagę, co jest dla Ciebie ważne?

Mark Helprin kiedyś napisał: „koń jest pięknym zwierzęciem, ale jest chyba najbardziej niezwykły, ponieważ porusza się tak, jakby zawsze słyszał muzykę.” Specyfika pracy z koniem polega na tym, że gdy uda się stworzyć między człowiekiem a wierzchowcem, tą prawdziwą, jedyną w swoim rodzaju więź, to współpraca zmienia się w niemy taniec, bez konieczności poskramiania żadnej ze stron, bez potrzeby stawiania czyjegoś życia ponad drugie. Z tego względu najważniejszym dla mnie aspektem współpracy z nimi jest to, żeby nigdy nie dopuścić do sytuacji, gdzie koń przestaje chcieć próbować nawiązać kontakt. Aby nigdy nie zabić w nim naturalnego, pięknego, pełnego ciekawości tancerza, wiecznie poszukującego partnera do tańca. Potrzeba do tego sporej dawki wrażliwości i wyczucia, dlatego – niestety – konie nie są dla każdego, choć każdy może od koni doświadczyć czegoś pozytywnego.

Co daje – Tobie lub znajomym jeźdźcom – jazda konna i praca z tymi zwierzętami?

Przebywanie wśród koni i posiadanie ich, jest dla mnie – niezmiennie – strasznie budujące. W ich wsparciu widzę ogromny potencjał tego, czego koń może jeszcze nauczyć człowieka o otwartości i miłości do drugiej istoty. Ich delikatność, moment obudzenia w nich pewności siebie do okazywania naturalnego piękna, jest dla nas samych nauką o tym, kim możemy się stać, jeśli tylko będziemy dostatecznie dzielni by podjąć wyzwania stawiane przez życie.

Jazda na nich to ogromny przywilej i gdy tylko da się im szansę – zanoszą nas na grzbietach w miejsca, którym zmiana perspektywy dodaje tylko piękna i radości.

Jaki jest najprzyjemniejszy, a jaki najmniej przyjemny aspekt Twojej pasji?

Najprzyjemniejszą częścią tej pasji jest oczywiście więź, która jest zwieńczeniem całej współpracy. Wszystko, co w nią wkładasz, odbije się pozytywnie lub negatywnie na Waszej relacji, ale koniec końców to nie ma większego znaczenia, bo pozostajesz ze zwierzęciem, z którym wymieniasz bardzo unikatowe spojrzenia, nieco głębsze, może bardziej zamyślone – spojrzenia, które po prostu coś razem przeżyły i są już związane na zawsze.

Zwierzęta te dały mi najwięcej lekcji życiowych, w tym tą najtrudniejszą – odejście ukochanego konia było dla mnie ogromnym ciosem, który prawie mnie pokonał i którego skutki odczuwam do dziś. Obecność pozostałych i następnych, które mnie otoczyły po tym wydarzeniu sprawiła, że wyciągnęłam co najlepsze z tej okropnej, beznadziejnej sytuacji – po prostu ją przeżyłam. Stałam się silniejsza. Nauczyłam się, że póki jest cień szansy na lepsze życie, czy to dla mnie, czy dla koni, należy dać z siebie wszystko w miarę możliwości, bez niepotrzebnego katowania się w myślach, jeśli coś jednak pójdzie nie tak jak planowaliśmy. Konie wybaczają. Najważniejsze to nauczyć się wybaczać sobie.

Jakie rady masz dla kogoś, kto chciałby się tym zajmować, ale nie ma pojęcia, od czego zacząć?

Polecam zacząć od obejrzenia mojego ulubionego filmu dokumentalnego „Droga konia” i iść do koni z własnymi wnioskami na ten temat. Każdy trener, jeździec, koń, którego się spotka na swojej drodze, da nam dokładnie to, czego potrzebujemy w danym momencie naszego życia.

Ciężko jest nakierować konkretnie „znajdź dobrą szkółkę” lub „znajdź dobrego trenera”, bo „dobry” to pojęcie bardzo relatywne. Otwartość, ciekawość i wrażliwość – brak strachu przed podążaniem za własną intuicją – jeżeli będziemy mieli to w kieszeni przez cały czas, to poradzimy sobie w każdej sytuacji. Koniec końców, nawet najgorsze szkółki są potrzebne – do tego, aby ktoś to przeżył i może obudził w sobie chęć przyczynienia się do zmian na lepsze i wpływu na to jak będzie wyglądała przyszłość jeździectwa.

Dlatego powiem krótko – znajdź konie. Jakiekolwiek. One cię zaprowadzą dalej wzwyż i dalej w głąb.

Dziękuję za tę rozmowę. Mam nadzieję, że Twoje słowa zmotywują tych, którzy zajmują się końmi, by spojrzeć na nie z trochę innej perspektywy. I że osoby, które zawsze chciały mieć kontakt z tymi zwierzętami, ale jakoś nigdy nie było okazji – znajdą konie dokładnie tak, jak piszesz.

*

Fanpage Valentiny i jej konia, Walkera, znajdziecie pod tym linkiem. Łapcie ich również na Instagramie.

Zdjęcie – własność Valentiny