Lifestyle

Harcerze są dziwni

Drużyna harcerska mojej siostry trzeci raz została Drużyną Roku. I wszyscy przeżyli. Z tej okazji rzucę wyzwanie stereotypowi harcerza.

Ok, nie tylko z tej okazji. Naprawdę nie rozumiem, skąd pogardliwe określenie „harcerzyk” i przekonanie, że harcerstwo jest nudne. Wściekam się za każdym razem, gdy to słyszę, bo wiem, że takie spojrzenie na harcerzy to jak nazwanie Beara Gryllsa przewrażliwionym turystą korzystającym tylko z ofert all inclusive. Czemu?

Przeciętny człowiek po kilku dniach na obozie harcerskim trafiłby na ostry dyżur i na granicy obłędu pytał, za jakie grzechy go to spotkało. Albo słuch by o nim zaginął. Harcerz natomiast wraca zachwycony, a za miesiąc wyjeżdża znowu.

– Czy w tym lesie jest coś jadalnego?
– Tak, my.

Magda przywozi historie, przez które większość kolonii dla młodzieży byłaby natychmiast przerwana, a ja zastanawiam się, czy obóz rozbijali w Borach Tucholskich, czy w przedsionku piekła. BHP? Jakie BHP? Rok temu podczas budowy obozu ktoś dostał siekierą w głowę. Znając harcerzy, bardziej martwili się tym, czy ostrze zbytnio się nie stępiło, a pechowca odesłali do kopania latryn, za karę.

Za to hitem ostatniego obozu, postawionego w środku lasu, było wynoszenie śpiących ludzi z namiotów. Czasem taki harcerz ma szczęście i znajduje go opiekun. A czasem przepada bez wieści.

Kiedy przygotowywałam ten tekst, przyjaciel Magdy napisał: „pewna druhna zgubiła nóż podczas budowania obozu. Rok później, podczas kolejnego budowania, udało się znaleźć ten nóż, zakopany w ziemi. Harcerka do teraz smaruje nim kanapki, wycierając dżem w spodnie robocze.” Udajmy, że tą druhną wcale nie jest moja siostra, proszę… jadam z nią śniadania.

Czasem, słuchając ich historii, mam wrażenie, że gdyby nastąpiła apokalipsa zombie, harcerze świetnie by się bawili i znaleźli dobry pretekst do zrobienia jeszcze paru sprawności.

Zdarza się, że harcerze wydają się wyjęci z innej rzeczywistości, ale gdybyś miał takiego ze sobą, gdybyś trafił na bezludną wyspę, płakałbyś ze szczęścia. Nie tylko wiedziałby, jak rozpalić ognisko i zaginać rzeczywistość tak, że w dziesięcioosobowym szałasie może spać 21 ludzi (harcerze.rar). Harcerz miałby w kieszeniach nóż, latarkę, leksykon roślin jadalnych, kompas, wyżywienie na tydzień, składany jacht, Atlantydę i Bursztynową Komnatę. Podejrzewam, że gdyby przycisnąć jakiegoś zucha, znalazłby się też święty Graal.

Drużynowa Agata napisała: „Harcerze uwielbiają robić rzeczy, których nie umieją. Lubią też robić rzeczy niemożliwe, bo ktoś im powiedział, że są fajne.” Harcerze pokazują, że dzisiejsza młodzież to wcale nie są siedzące przed komputerami gimbusy. Boli, nie?

Dla mnie harcerze są fenomenem i przekorą w czystej postaci. Pokazują środkowy palec wszystkim przekonanym, że dziś nikt nie zrobi nic dla idei. Że nie ma twórczych młodych ludzi, wierzących w jakieś wartości. A przy tym robią to z tak rozbrajającym uśmiechem, że nie sposób ich nie lubić.

Jeśli coś jest niemożliwe, harcerz potrzebuje piętnastu minut i swojej drużyny, by to wykonać. Bo myślę, że jeśli przyjaźnie zawarte na nocnej warcie w środku lasu nie są w stanie przetrwać wszystkiego, to nic innego nie ma takiej mocy.

Napisałabym, że podczas tworzenia tego tekstu nie ucierpiał żaden harcerz, ale wszyscy wiemy, że to nieprawda.

Czuwaj!

Fot. Jagoda Dutkiewicz – dzięki!

Wszyscy harcerze lubią Facebooka Partyzantki!